Archiwa tagu: nowosc

Giannis: mój bastard, który idzie na króla.

Po słabym pierwszym meczu z Celtami, Bucks wyciągnęli wnioski i przejęli kontrolę nad serią wygrywając dwa kolejne spotkania. Oprócz wyniku i prowadzenia 2-1, niesamowicie cieszy mnie emocjonalna ewolucja Giannisa, który z niedojrzałego, pryszczatego licealisty wyrasta na naszych oczach na stoickiego profesora.

Dzieciaki tak szybko dorastają. Mój młody #MikeThePierworodny skończył niedawno siedem lat, we wrześniu wybiera się do szkoły i coraz bardziej zaczyna mnie zaskakiwać swoimi kreatywnymi sposobami na wyprowadzanie ojca z równowagi.

Moja druga pociecha, #EmiliaDracarys, co prawda zgodnie z planem ma się pojawić na świecie dopiero w najbliższy wtorek, ale już zapowiada się, że szybko przejmie kontrolę nad domowym królestwem i owinie nas wszystkich wokół palca szybciej, niż Thanos zdezintegrował połowę życia we wszechświecie.

Moje trzecie dziecko, do którego oficjalnie się jeszcze nie przyznałem bo jest efektem suto zakrapianej imprezy w jednym z greckich barów, robi na mnie jak do tej pory największe wrażenie. #TheGreakBastard, którego karierę w lidze śledzę od początku, najpierw był w moich oczach chudym i niedożywionym prospektem z potencjałem na bust roku, a potem, krok po kroku, zamieniał się w fizyczny wybryk natury, jakim jest dzisiaj.

Czytaj dalej Giannis: mój bastard, który idzie na króla.

Niech te derby się nie kończą!

Piotr Niedźwiedzki i Hubert Wyszkowski popsuli koszykarską sobotę dla wrocławskich kibiców. W trzecim meczu Górnik Wałbrzych pokonał pewnie Śląsk Wrocław 100-91, a Czarni Słupsk wygrali na wyjeździe z WKK 99-73.

Miałem to szczęście w nieszczęściu, że w czasie imprezy urodzinowej syna udało mi się obejrzeć pierwszą połowę meczu WKK z Czarnymi oraz drugą połowę Górnika ze Śląskiem.

Czarni Słupsk zaczęli mecz na rzadko spotykanej skuteczności i po pierwszej kwarcie trafili 10 z 12 rzutów za trzy (cały mecz zakończyli z prawie 61% skutecznością), a zespół trenera Niedbalskiego po pierwszy w trakcie tej rywalizacji raził nieskutecznością. Łukasz Uberna zakończył mecz z 5 punktami (2/8 z gry), Bartosz Ciechociński z 12 (3/9 z gry), a Damian Pieloch z 14 (5/11 z gry). Na swoim poziomie zagrał tylko Michał Jędrzejewski, który trafił 7 z 11 rzutów (18 punktów) i rozdał 6 asyst. W drużynie gości gorącą ręką mogło się pochwalić czterech zawodników: Wojciech Jakubiak trafił 4/9 za trzy (18pkt), Łukasz Seweryn 4/5 (14 pkt), Hubert Wyszkowski 3/5 (21 pkt) a Patryk Pełka 4/6 (16 pkt). W sumie trafili oni o pięć trójek więcej, niż cała drużyna z Wrocławia. Dodatkowo, Czarni zdominowali deskę wygrywając ten element 40-20 (8-3 w zbiórkach ofensywnych) i mogli się pochwalić wyjątkowo zespołową grą – na 34 celne rzuty z gry aż 26 było asystowanych.

Czytaj dalej Niech te derby się nie kończą!

Podsumowanie sezonu zasadniczego Bucks

Niedługo minie 18 lat odkąd podjąłem świadomą decyzję o nieoglądaniu wszystkich drużyn w NBA, a śledzeniu tylko jednej ekipy: Milwaukee Bucks. Rok 2002 uważam za przełomowy w mojej przygodzie z koszykówką, bo nic mnie nie nauczyło radzenia sobie z porażkami, jak te wszystkie lata z przeciętnymi/fatalnymi Kozłami. Wszystko sprawdza się jednak do tego momentu – Bucks są najlepszą drużyną po sezonie zasadniczym i po raz pierwszy odkąd pamiętam, zaczynają playoffy z pozycji faworyta nie tylko w pierwszej rundzie, ale również mają duże szanse na awans do finałów. A mimo wszystko, z wrodzonej przekory, nadal uważam, że nie mogli wybrać gorszego czasu na wygrywanie.

Zanim zaczniemy, krótka podróż w czasie. W czerwcu 2012 roku pisałem o Bucks, jako najprzeciętniejszej drużynie w NBA:

Nie chcę siać za bardzo fatalizmu, czy narzekać na swój biedny, kibicowski los, ale cholera jasna, czy jest w tej chwili drużyna, która stałaby bardziej w miejscu niż Kozły? Jedne drużyny zaliczają wzloty i upadki i przynajmniej odnosi się wrażenie, że coś się tam dzieje. Przeczytałem na jednym z blogów o Kozłach taneczną analogię, że Kozły w tej chwili robią jeden krok do przodu, potem jeden do tyłu. Dwa do przodu i dwa do tyłu. I tak w kółko.

Fajnie jest być fanem najbardziej przeciętnej i jednej z najnudniejszych drużyn w NBA, bo kiedy w końcu coś się uda, będzie się jedną z niewielu osób, które szczerze będą mogły powiedzieć: „W KOŃCU, k***a!” Minusem jest niewątpliwie ciągła świadomość tego, że raczej niemożliwym jest ściągnięcie superstara oferując mu nawet maksymalny kontrakt. Boli wieczne przeświadczenie, że jak tylko klub przestanie być rentowny, to nie będzie ani jednego argumentu pozwalającego nie przenosić go do innego miasta. I po trzecie, bycie w sytuacji, w jakiej są teraz Bucks, jest trochę jak granie w Eurobiznes, posiadanie jednego hotelu, czternastu zastawionych nieruchomości i żadnej gotówki. Wiesz, że się odbijesz od dna pod warunkiem, że będziesz miał na tyle szczęścia i ktoś stanie akurat na tym jednym jedynym polu na planszy. Tym polem dla Bucks wydaje się być draft.

Czytaj dalej Podsumowanie sezonu zasadniczego Bucks

WKS i WKK wygrywają swoje pierwsze mecze.

To był dobry dzień dla wrocławskiej koszykówki. Swoje pierwsze mecze w playoffach wygrał zarówno Śląsk (94-72 z Górnikiem) jak i WKK (92-90 na wyjeździe z Czarnymi). I choć w perspektywie walki o awans do PLK były to dopiero nieśmiale postawione pierwsze kroki, to nauczony brakiem jakichkolwiek sukcesów dolnośląskich drużyn, nie mam zamiaru deprecjonować dzisiejszych wygranych.

Śląsk Wrocław – Górnik Wałbrzych 94-72

Wrocławianie zaczęli ten mecz bardzo podobnie do ostatniego spotkania z Sokołem Łańcut – dzisiaj też zaczęło się od wysoko wygranej pierwszej połowy 46-24 i mimo walki do ostatniego gwizdka, gościom ani na moment nie udało się zmniejszyć strat do chociażby 15 punktów.

Na całej linii zawiódł dzisiaj świeżo upieczony MVP sezonu zasadniczego Aleksander Dziewa, dla którego odebranie nagrody było najjaśniejszym punktem sobotniego popołudnia. Później zniknął w cieniu górującego nad nim przez cały Piotra Niedźwiedzkiego. 5 punktów i 5 zbiórek w 31 minut, do tego trafienie tylko 1/4 rzutów z gry oraz 1/4 z wolnych, spowodowało, że skandowane przez garstkę wrocławskich kibiców „MVP! MVP!” miało momentami wręcz szyderczy wydźwięk.

Czytaj dalej WKS i WKK wygrywają swoje pierwsze mecze.

Śląsk nadal niepokonany u siebie.

Po jednostronnym pojedynku we wrocławskiej hali AWF Śląsk Wrocław sobie zapewnił awans do play-offów z pierwszego miejsca. Dzięki 25 punktom Roberta Skibniewskiego i 21 Aleksandra Leńczuka, gospodarze pewnie pokonali Sokół Łańcut 105-71.

Śląsk Wrocław – Sokół Łancut 105 -71

 

Teoretycznie, gdyby ten mecz skończył się już na cztery minuty przed końcem pierwszej połowy, nikt by się nie obraził. Śląsk prowadził wtedy 52-22 i przy niespodziewanej indolencji strzeleckiej gości, mógł sobie pozwolić na spokojnie dogranie do końcowego gwizdka. Pierwszoplanową rolę odgrywał Robert Skibniewski (w całym meczu 25 punktów i 9/13 z gry), który jak natchniony trafiał trójki (6/9). Dla wrocławskiego weterana był to najlepszy mecz w tym sezonie i – nie obraź się Robercie – wyglądał w nim lepiej niż w styczniu 2005 roku, kiedy to po jego asyście Radosław Hyży zdobył zwycięskie punkty w meczu pucharu ULEB z Telekomem Bonn. Czternaście lat minęło, a Robert nadal pokazuje, że jest w stanie znacząco pomóc Śląskowi w upragnionym w tym sezonie awansie do ekstraklasy. A ja, nie wiedzieć dlaczego, po każdej udanej akcji wrocławskiego rozgrywającego przypominałem sobie jego cross-over i podanie pod kosz ze wspomnianego powyżej meczu. Zimna krew, opanowanie, pewność siebie i wysokie koszykarskie IQ – tylko to przychodzi mi do głowy żeby opisać mecz w wykonaniu Skiby.

Czytaj dalej Śląsk nadal niepokonany u siebie.

Mistrzowie dywizji centralnej

Taka szybka i miła informacja z samego rana.

Bucks po raz pierwszy od 18 lat zapewnili sobie pierwsze miejsce w Central Division.

Ostatni raz mogliśmy się cieszyć z tego tytułu w 2001 roku, kiedy po parkiecie w Milwaukee biegał jeszcze Vanilla Gorilla.

Od tamtego czasu mistrzami dywizji zostawali:
– Cavs (6 razy)
– Pistons (6 razy)
– Pacers (3 razy)
– Bulls (2 razy).

Taka ciekawostka: w 14 na 17 przypadków w ostatnich latach, mistrz dywizji docierał do finałów wschodu.

W nocy przedsmak playoffów z Heat. Jak czas pozwoli, będzie jeszcze coś na stronie na ten temat.

Bucks – Cavs 102-107

To był mecz, którego fani Bucks nie powinni ani oglądać, ani o nim czytać. Pomiń recapy, boxscore’y. Zjedz śniadanie, idź do pracy i po zapomnij, że to spotkanie miało miejsce. Nie czytaj dalej. Bo osłabieni Bucks zagrali po raz pierwszy tak, jak za starych dobrych najgorszych lat. Yuk!

Dwa słowa wstępu

Miałem nadzieję na wygraną, jak pod koniec trzeciej kwarty na tablicy wyników w końcu był remis po 81. Niestety, w ostatniej odsłonie nikt poza Lopezem (2/2) nie trafił za trzy. Khris był 1/3 z gry, Bledsoe 2/6, Snell 0/3, Ersan 0/2, Wilson 0/2. Znowu wyglądaliśmy źle.

W całym meczu oddaliśmy 31% wszystkich rzutów z pomalowanego, z czego trafiliśmy 48% z nich (Cavs 76%). To drugi nasz najgorszy wynik w sezonie, tuż za spotkaniem z OKC. Przerażające, szczególnie jeśli przypomnisz sobie, że Cavs są najgorzej broniącą pod koszami drużyną w lidze. Ile może znaczyć brak Giannisa? Właśnie mieliśmy odpowiedź.

Wytłumaczeniem jest to, że graliśmy w wyjątkowo osłabionym składzie:

https://platform.twitter.com/widgets.js

W powyższej listy zagrał tylko przeziębiony Ersan, który wybiegał tylko 25 minut i paradoksalnie miał najwyższe +14 ze wszystkich Kozłów.

Co się rzuciło w oczy

  • Wyróżnił się Lopez, który jest ostatnio na fali wznoszącej do nowego kontraktu. 7/11 z gry, 19 punktów w 27 minut, dalej jest koszmarem dla wszystkich broniących go centrów. I nie tylko, bo po switchach odpala daleekie trójki z ponad 40% skutecznością w ostatnich 10 meczach.
  • Potrzebowaliśmy bardzo dobrego meczu Khrisa, żeby w tak okrojonym składzie wygrać z Cavs, niestety dostaliśmy tylko dobry występ. 26/12 w 37 minut to nie jest tragiczny wynik, ale 14 ze swoich punktów zdobył w pierwszej kwarcie, natomiast w drugiej połowie trafił tylko 3 z 9 rzutów (8 punktów). Co dodatkowo lekko niepokoi to fakt, że w ostatnich 10 meczach tafia trójki z 37% skutecznością.
  • Bledsoe (24 punkty) pobił dzisiaj rekord swoich niecelnych rzutów spod kosza i przestrzelonych layupów. Do tego musiał się solidnie napocić biegając z Sextonem , który trafił 10 ze swoich 18 rzutów w drodze do 25 punktów. Najbardziej bolało to, jak często Eric zostawiał Colina wolnego na trójkach, bo albo zaspał po powrocie z pomocy, albo zapadł się w zasłonę.
  • DJ Wilson nie powinien dzisiaj grać w koszykówkę. Najgorszy w zespole -25. 1/9 z gry. Tylko na Kevina Love (1/10 w 18 minut) patrzyło mi się w tym meczu z większym politowaniem niż na DJa.
  • Tim Frazier nie powinien w ogóle grać w koszykówkę. 0/4 w 15 minut.
  • Zabrakło nam tego gościa:

Zapominamy o tym meczu jak najszybciej i szykujemy się do kolejnego niełatwego pojedynku z Heat.