Archiwa tagu: NBA

Malcolm Brogdon – driving layups mix

Brogdon nie zagra już w sezonie zasadniczym, a to znaczy, że zakończy go rzucając >50% z gry >40% za trzy i >90% wolnych. 
W historii NBA mogą się tym pochwalić tylko: Steph Curry, Kevin Durant, Steve Nash,Jose Calderon, Dirk Nowitzki,Steve Kerr, Reggie Miller i Larry Bird.

Z tej okazji przygotowałem prawie 10 minutową ucztę z tym, w czym Malcolm jest najlepszy. Do znudzenia identycznych wjazdach pod kosz. Dobranoc.:)

Preseason: Bucks – Mavs 88:74

Bucks – Mavs 88:74

Widziałem, że pierwszy mecz Bucks jaki obejrzę w tym sezonie będzie musiał mieć jakąś specjalną otoczkę. Ale nigdy bym nie powiedział, że obejrzę go na raty w dwa dni, w drodze z i do pracy. Na telefonie. Stojąc w korkach. W między czasie zdałem sobie sprawę też z kolejnej rzeczy – wszystkie wakacyjne turnieje, mecze preseason i nieustanne oczekiwanie na pierwszy gwizdek w sezonie zasadniczym mija z roku na rok co raz szybciej. Nie wiem, czy to kwestia tego, że czas między sezonami jest gęsto zapychany, tak że nawet nie ma się kiedy nudzić. Czy też wszystko spowodowane jest tym, że z roku na rok tak bardzo przybywa nam wszystkim pracy i dodatkowych zajęć, że czas między finałami a wigilijnymi spotkaniami mija szybciej niż faza na słuchanie nowego singla Justina Biebera. O, jaki zajebisty beat („bejbe bejbe bejbe oooo oOOO”) iii  chuuj.

Tymczasem Michał nie dał mi w spokoju odpoczywać i chwała mu za to: na zkrainynba.com możecie przeczytać moich parę słów na temat zbliżającego się sezonu Bucks. A mimo tego, że mecz z Mavs odbył się dwa dni temu, zapraszam do bardzo subiektywnej oceny.

Czytaj dalej Preseason: Bucks – Mavs 88:74

Jak to Giannis biegł sprintem na mecz w środku zimy.

Jeśli jeszcze nie kochasz Giannisa to przeczytaj krótką anegdotę z początku poprzedniego sezonu i napisz, czy zmieniłeś zdanie. Jeśli nie, to możesz śmiało przestać tu zaglądać.

Był 23 listopada, na dworze zimno jak cholera (prawie -10C), a ja byłam w trakcie zakupów z moim chłopakiem na Brady Street – kilka minut od Bradley Center. Zobaczyliśmy wielkiego mężczyznę, który przebiegł sprintem koło naszego samochodu. Zrównaliśmy się z nim, opuściliśmy szyby i zapytaliśmy, czy czasem nie chciałby, żebyśmy go podrzucili na halę. Odpowiedział, że bardzo chętnie i usiadł na tylnym siedzeniu mojej skromnej Hondy Fit.

Giannis miał na sobie tylko wiatrówkę i krótkie spodenki. Powiedziałam mu, że powinien sobie kupić kurtkę na zimę, a on odpowiedział, że ma zablokowaną kartę kredytową, bo właśnie przez pomyłkę przelał wszystkie swoje pieniądze do rodziny w Grecji i teraz nie ma ani centa nawet na taksówkę na halę. Przez całą drogę bardzo nam dziękował i co chwila powtarzał, że uratowaliśmy mu życie.  Co za słodki dzieciak…

Historia o tym, jak przypadkowi fani podrzucili roztargnionego Giannisa na mecz już temu rządziła w internetach. Jaki był ciąg dalszy? Giannis wysiadł pod halą, przebrał się i zagrał 12 minut w meczu z Bobcats, zdobywając w sumie 6 punktów i zbierając 3 piłki. Efektem jego przedmeczowego roztargnienia w banku było życie na krechę do czasu, aż rodzice nie wykonali przelewu zwrotnego oddając mu część wypłaty.

Podejście Giannisa do życia jest w dużej mierze odzwierciedleniem tego, jak zachowywałby się w pierwszych miesiącach NBA 18-latek z biednej Polski:

Gdy tylko zobaczył, że 50% jego wynagrodzenia idzie na podatki zapytał się mnie, czy znam jakiś sposób, żeby ich nie płacić. – Zaza Pachulia

Giannis po każdym wspólnym posiłku z drużyną zabierał do swojego domu sześć, czasem i więcej opanowań z resztkami. Starał się oszczędzać pieniądze na wszystkim – ciastkach, napojach, ciepłych posiłkach. – Brandon Knight

Kiedyś popełniłem wielki błąd i przy Giannisie wyrzuciłem do kosza parę butów. Ostro zainterweniował mówiąc: „Co robisz? To dobre buty!” Po czym wyjął je ze śmietnika i zabrał do domu. – Caron Butler

Czy w całej swojej dziecinnej naiwności i życiowej niedojrzałości, stać go na osiągnięcie wielkich rzeczy w tym sezonie?

Bucks mają kolejnego znaczącego inwe$$$tora.

nbamoneyJak podaje bizjournal.com, wczoraj odbyło się pierwsze oficjalne przedstawienie trzeciego po Larsym i Edensie współwłaściciela Bucks. Jest nim Jamie Dinan, który podobnie jak Lasry i Edens, zajmuje się zarządzaniem funduszami hedgingowymi w Nowym Jorku. Dinan wykupił swoją część Bucks już w lipcu, potem w połowie września pojawiał się często na spotkaniach ze sponsorami. Nie wiadomo ile kosztowało go wykupienie udziałów, ale portal podaje, że stał się trzecim największym udziałowcem w klubie.

55-latek jest kolejną osobą, która będzie miała z czego wykładać pieniądze. Dinan w 2013 roku został wyceniony przez Forbesa na 1,6 miliarda dolarów, a na co dzień zarządza aktywami wartymi około 25 miliardów. Co ciekawe, w wywiadach często podkreśla, że zarządzane przez niego fundusze dają średnio 20-30% zysków rocznie. Pomija jednak fakt, że dwa lata przed krachem w 2008 roku (który o mało nie przyczynił się do stracenia wszystkich aktywów) fundusze regularnie traciły na wartości.

Bucks dodatkowo przedstawili grupę nowych, lokalnych inwestorów z Milwaukee, wliczając w to najprawdopodobniej największą grupę czarnoskórych inwestorów w historii NBA (takie rzeczy i statystyki możliwe są tylko za oceanem. Ich udziały pewnie mieszczą się w 5%, ale w trzech różnych źródłach przeczytałem, że staniowią „najliczniejszy kolektyw prominentnych, afro-amerykańskich przedsiębiorców z Milwaukee”. Uwielbiam coś takiego, Stanisław Anioł byłby dumny…)

Wracając do Dinana – podobno kocha Bucks od 1970 i czasów Oscara Robertsona, jest zachwycony tym, że trenerem jest Kidd i głęboko wierzy w świetlaną przyszłość Bucks. A ja głęboko wierzę w to, że kupieni po zaniżonej cenie Bucks za parę lat staną ię fantastycznym powodem do zarobienia grubych milionów. I to liczonych w setkach milionów. Kilka podobnych przykładów:

1. Grousbeck kupił Celtics w 2003 roku za 360 milionów. Teraz są warci około 730 milionów.

2. Jordan kupił Bobcats za 175 milionów. Obecna wartość: 315 milionów.

3. Reinsdorf w 1985 kupił Bulls za 16 milionów (szesnaście!). Obecna wartość: 800 milionów.

4. Cuban w 2000 dał 280 milionów za Mavs. Obecna wartość: 685 milionów.

5. Hebbert Simon kupił Pacers w 1983 za 10 milionów (dziesięć!). Obecna wartość: 383 miliony.

Czy muszę podawać więcej przykładów? Mając pieniądze, głowę na karku i doświadczenie w zarządzaniu, na posiadaniu klubu NBA naprawdę ciężko jest utopić pieniądze (wiem z autopsji, bo w Championship Managerze zawsze byłem multimiliarderem).

Nawet, jeśli mówimy o klubie ze środka kukurydzianego pola, gdzie główne role odgrywają (1) debiutant, (2) grecki mutant, który alkohol legalnie będzie mógł kupić za dwa lata, (3) jarający trawę, jednoręki bokser bez oka i (4) trener, który po rozbiciu samochodu po pijaku poszedł po kolejne pół litra, żeby świętować fakt, że żyje, po czym wrócił do domu i w euforii dał żonie na rocznicę  ślubu dwa proste w oko, sierpa w ucho i uppercuta na deser.

James Dinan. Wes Edens. Marc Lasry. Wiedzą co robić, żeby zarobić.

Nie zdziw się, jak w trzy lata po wybudowaniu nowej hali i kilku latach przeciętnych sukcesów (czyli na przykład dwóch regularnych awansów do playoffów), Bucks pójdą w inne ręce za grubo ponad 800 milionów. Być może nawet do Seattle.


Przeczytaj koniecznie:

nbamoney 1. Jak o 3 nad ranem sprzedawałem Bucks

2. Kim są Edens i Lasry i dlaczego ma cię to obchodzić

3. Jak ostatecznie zabezpieczyć przyszłość Bucks w Milwaukee

Larry Sanders musi wrócić!

Przed Sandersem cholernie ważny sezon. Kiedy dwa lata temu podpisał nowy kontrakt na 44 miliony, zwołał konferencję prasową, na której potwierdził swoją pełną gotowość do bycia liderem Bucks i twarzą całej organizacji, wszyscy liczyliśmy na zupełnie inny rozwój sytuacji.

Nie miało być bijatyki w klubie tuż po pierszym meczu w sezonu, w którym połamał sobie kciuka.

Nie miało być przyjmowania łokcia Hardena na oko, co skończyło się z potworną kontuzją oczodołu.

Nie miało być tylko 23 nijakich meczów w sezonie.

Nie miało też być bijatyki w szatni po jednym z meczów Bucks.

Ani zawieszenia pod koniec sezonu po jaraniu trawy.

Jednym słowem, nie miało być sezonu, który zniwelował wszystko, nad czym Sanders tak ciężko pracował przez pierwsze sezony w NBA.

Teraz, podobno, wszystko się zmieni.

„I wouldn’t say rebuild, I’d say more just pushing through and learning from things that have happened. You learn from different situations on the court and off the court, and it’s all about growth. Nothing grows without pain; nothing grows without struggle. You just have to pick apart the lessons within the struggle.”

Dobrze, że Larry potrafi i, przede wszystkim, chce wyciągnąć wnioski z błędów, które popełnił, bo nie wiem czy Bucks zdecydowaliby się na pozostawienie go siedzącego na ławce przez większość kolejnego sezonu w momencie, kiedy drużyna znowu wygrywa 15 meczów. Już w zeszłym roku zaczęto mówić (i nie ukrywam, że sam momentami się do tego grona dołączałem) o tym, czy Bucks powinni oddać Sandersa, jednak w obecnej sytuacji, przy zapewnieniach Larry’ego, że wszystko będzie inaczej, byłaby to głupota.

Zdrowy Sanders (czytaj: w formie) to najlepszy obrońca pod koszami (sorry Howard). I jak przyznaje Kidd, Sanders przepracował lato na tyle solidnie, żeby już niedługo wszystkim o tym przypomnieć:

„He’s done everything we’ve asked of him this summer, here’s no perfect person, no perfect player. When you go through something, you learn from it. We’ve all been in a position where we made mistakes, we learned from them and we pushed forward.”

Kto, jak kto, ale Kidd wie o czym mówi. Mało kto popełniał tak wiele błędów i robił tak dużo durnych rzeczy w czasie swojej zawodowej kariery i wychodził potem na prostą.

Czy Larry, przed którym sezon oczyszczenia, będzie mógł za parę miesięcy spojrzeć w lustro i z uśmiechem satysfakcji na twarzy przyznać sobie ekstra kudosy (blunty?) za świetnie wykonaną robotę? Trzymam za to kciuki, bo bez niego pod koszami, nie możemy liczyć na szybką odbudowę. Bucks są w dziwnym miejscu, bo po raz pierwszy od lat, wzbudzają chociaż minimalne zainteresowanie w NBA. Giannis z Parkerem zrobili taki szum wokół drużyny z Milwaukee, że Sanders, Henson i spółka musza jak najszybciej wskoczyć na bandwagon i dopasować się do poziomu naszych dwóch medialnych liderów.

Dlatego Larry, czas na ciebie. Wszystko poniżej 15 pkt / 11 zb i 3 bl na koniec sezonu będzie dla mnie rozczarowaniem.

Pamiętacie to?

cytaty za foxsports.com


Przeczytaj koniecznie:

sandersink1. Wymieniać Sandersa, nie wymieniać Sandersa?

2. Sanders przeniósł swoje talenty do Jeziora Tarnobrzeg..

3. Dlaczego MUSISZ się cieszyć z tego, że Sanders zostaje w Bucks na lata?

Na szczęście Allen nie chciał wrócić do Bucks.

Jak podaje serwis CSN Washington, Bucks byli jednym z sześciu zespołów, którzy jeszcze niedawno kusili 39-letniego Allena dwuletnim kontraktem, dorzucając do tego sentymentalną dawkę wspomnień związanych z powrotem w rodzinne strony oraz walory stricte wychowawczo-pedagogiczne, związane z rolą weterana w drugiej najmłodszej ekipie NBA. Co bym powiedział, gdyby mi coś takiego zaoferowano w tej chwili? Pewnie, podobnie jak Ray, kategorycznie bym tę ofertę odrzucił. Bo mam inne cele przed oczami.

Co mnie jednak zastanawia to sam fakt chęci ściągnięcia prawie 40-letniego zawodnika do budowanej praktycznie od podstaw drużyny. Owszem, łączy się z tym wiele plusów, jak na przykład:

  • ściągnięcie dodatkowych przypadkowych fanów, którzy za Allenem poszliby nawet na mecz w Milwaukee, nawet w środku tygodnia, nawet na 16:00,
  • wielkie doświadczenie, które mógłby przekazać naszemu praktycznie jedynemu nominalnemu rzucającemu obrońcy (już widzę, jak OJ się cieszy),
  • zapełnienie luki na SG, gdzie teraz nieco na siłę gra Khris, a powinien głównieMayo (już widzę, jak OJ się cieszy – tym razem na serio)

Nie są to jednak plusy, które przesłaniają jeden wielki minus – zabieranie czasu młodzieży. Bucks absolutnie nie są teraz w miejscu, w którym na szybko trzeba szukać zapychacza dziury, który kilkoma clutch trójkami doprowadzi do dogrywki i wygrania finałów. Nawet, jeśli jego obecność dałaby nam 5 wygranych w sezonie więcej, to i tak nie będzie to miało żadnego znaczenia w ostatecznym rozrachunku, jeśli za rok okaże się, że Khrisowi brakuje zimnej krwi w końcówkach, bo przyzwyczaił się do Ray’a walącego najważniejsze trójki.

I nie wiem, czy mam się nieco niepokoić faktem, że ta ofera została złożona. Rozumiem chęć stworzenia świetnej love story, w której franchise player wraca do swojej pierwszej drużyny, żeby zakończyć pełną sukcesów karierę. Gorąca melissa w trakcie meczu, lodowate okłady na kolanach, może 10 minut biegania na mecz, dwie, góra trzy trójki oddane i do widzenia. Piękna emerytura w mieście koszykarskimi sukcesami płynącym. Ale bardziej dla Carona Butlera, który pewnie do rzeki sukcesów, dołączyłby rzekę krokodylich łez.

Allen chce walczyć o mistrzostwo, póki jeszcze może. My jesteśmy w trakcie gruntownej przebudowy. Z całą moją nieskrywaną sympatią do jego jumpera i 7% tkanki tłuszczowej w wieku 39 lat, jego obecność w Milwaukee byłaby nieporozumieniem dla obu stron.

Wracamy do Milwaukee

Nie pamiętam jeszcze takiej sytuacji, aby drużyna miała tak długą przerwę między dwoma meczami – Bucks i Hawks ostatni mecz rozegrali we wtorek. Mecz trzeci, a jednocześnie pierwszy mecz PO w Milwaukee po bodaj czterech latach, zostanie rozegrany dopiero dzisiaj w nocy. Z punktu widzenia polskiego fana, sytuacja nie jest może tak absurdalna, jak dla ludzi mieszkających w Milwaukee; przez to, że mecz został przesunięty na dziś, w tym samym czasie przyjdzie grać Kozłom i Brewers, którzy w Milwaukee są zdecydowanie bardziej notowani niż drużyna NBA. Znowu staniemy się pośmiewiskiem ligi, że nie potrafimy zapełnić hali nawet na play offy…

Trzy dni przerwy spowodowały, że zawodnicy obu drużyn powoli zaczęli szukać innych rozrywek:
– Horford chciał iść na mecz baseballa w Atlancie, ale nie zdążył dojechać na czas,
– Mbah a Moute ambitnie ćwiczył rzuty przed meczem – pół treningu spędził próbując trafić zza tablicy a’la Kobe i James,
– Ridnour opatentował nową grę – chciał trafił piłką tenisową do kubka ustawionego na bieżni, rzucając ją o ścianę siłowni i licząc na to, że po kilku odbiciach wpadnie do celu,
– a Josh Smith chwalił Milwaukee

A co muszą zrobić Bucks, żeby wygrać i uniknąć sytuacji, w jakiej znalazło się Miami? Przede wszystkim trzeba zwiększyć ilość zdobywanych punktów przez skrzydłowych. Delfino, Mbah czy Thomas w pierwszych dwóch meczach zdobywali średnio 16 punktów i 16 zbiórek oraz 16 punktów i 14 zbiórek. Horford i Smith dają więcej swojej drużynie każdego meczu… Mam nadzieje, że ci trzej zawodnicy w końcu przypomną sobie, że nie każdy z nich jest doskonałym strzelcem. Mbah a Moute powinien wrócić do dobijtek, walki pod koszami, bieganiem do kontr i podwajaniem. Thomas niech stawia zasłony i ewentualnie skupia się na półdystansie. A Delfino, który w sezonie regularnym rzucał z 40% skutecznością, nagle spadł do 31% przeciwko Atlancie. Jeśli Bucks marzą o wygranej, to Carlos musi się w końcu obudzić w ofensywie.