Koszykówka bez Lena Biasa

Len Bias miał jedną cechę, która odróżniała go od innych zawodników. Miał ten specjalny rodzaj pewności siebie i zarozumiałości, coś co mieli wszyscy z Fab5, co miał Jordan. Coś, co pozwalało mu robić to na co ma ochotę, mówić to, co chce i ubierać się tak jak lubi. Bo był taki dobry. Jest to chyba jedyna rzecz w koszykówce, której nie da się nauczyć. Znał to Jordan, zna to Bryant czy Garnett – chęć wygranej za wszelką cenę.

Bias dodatkowo lubił pakować nad obrońcami, z niewiadomych powodów, sprawiało mu to wielką przyjemność. Sama myśl o tym motywowała go do tego stopnia, że patrząc na jego zaangażowanie w grę, nie można było go nie lubić. Wszystko co robił na parkiecie, pochodziło prosto z serca.

Czytaj dalej „Koszykówka bez Lena Biasa”

15. Hustle and bustle

hustleandbustle1. Człowiek ze stali: Andre Miller nie opuścił meczu od 502 spotkań. Ostatni raz nie wybiegł na parkiet 24 stycznia 2003 roku, grając jeszcze w barwach Clippers. Co więcej, tamten mecz (przeciwko Minnesocie) opuścił z powodów osobistych. No i co najważniejsze – w ciągu swojej 10 letniej kariery opuścił zaledwie 3 (słownie TRZY) spotkania… Drugie miejsce na liście „żelaznych” zajmuje Taushaun Prince (465 spotkań), a trzecie Derek Fisher (304). Tuż za podium znajduje się Samuel Dalembert (244).

2. W meczu z Bobcats, Howard zanotował 45 punktów, 19 zbiórek oraz 8 bloków. Takich statystyk nie miał żaden zawodnik odkąd bloki są oficjalnie liczone do statystyk (czyli od sezonu 1973-74). W tym samym meczu Howard wyrównał rekord klubu, należący pierwotnie do Shaqa, notując 18 razy z rzędu double-double. Żaden z zawodników Orlando nie rzucił też nigdy Bobkom więcej niż 45 punktów…

Czytaj dalej „15. Hustle and bustle”

A w Bostonie już wesoło

Ciekawe co na to Dwight Howard?

Mike Zarren – niewidzialna prawa ręka Ainge’a

boston_celtics_logoWiadomo nie od dziś, że jak drużyna wygrywa, to jest to zasługa zawodników, a jak przegrywa, to winę zwala się na trenera. Ślepo zapatrzeni na naszych idoli wypruwających z siebie flaki na boiskach, nigdy nie skupiamy się na tych, którzy przez całe lata stoją za kurtyną i wykonują pracę, której nikt inny by nie chciał. Za żadne pieniądze. No bo ilu jest maniaków koszykówki, którzy w dodatku byliby tak zakochani w klubie dla którego pracują, że za dwoma kliknięciami myszki potrafiliby pokazać wszystkie rzuty Lebrona James z półdystansu, kiedy otrzymał podanie kozłem od wbiegającego z prawej strony kosza rozgrywającego? Nie ma co się okłamywać, żmudna praca nie jest stworzona dla każdego. Albo inaczej – nie każdy jest stworzony do żmudnej pracy. Osobą idealną na to stanowisko jest Mike Zarren – człowiek, o którym nigdy się nie mówi, ale bez którego, zeszłoroczny sukces drużyny nie miałby raczej miejsca.

Czytaj dalej „Mike Zarren – niewidzialna prawa ręka Ainge’a”

Jakie wnioski wyciągnęli Lakers po ubiegłorocznych finałach?

lakers_logoJeśli można by było używać terminu „sweep” do sześciomeczowych spotkań, to bylibyśmy jego świadkami w ostatnie finały, kiedy Celtowie po długich mękach najpierw z Atlantą a potem z Cleveland, bez problemów pokonali rozpędzonych Lakers, którzy do rywalizacji z Bostonem wygrali 12 z 15 meczów w pierwszych trzech rundach. Porażkę można zrzucić na zbyt dużą pewność siebie, arogancję, czy zlekceważenie przeciwnika, bo takie można było odnieść momentami wrażenie patrząc na graczy Lakers. W jaki sposób powinni się więc zachować zawodnicy, od których prawie cały świat oczekiwał łatwego zwycięstwa i zdobycia kolejnego tytułu mistrzowskiego? Przede wszystkim, powinni zachować twarz i nie załamywać się. Kiedy zapytamy któregokolwiek zawodnika z LA o ostanie finały, nie powiedzą, że zostali zmiażdżeni przez idealnie pracującą maszynę od defensywy, ale odpowiedzą, że byli przecież tylko dwa zwycięstwa od mistrzostwa. Dodadzą również, że grali przecież bez przewagi własnego parkietu, bez kontuzjowanego podstawowego centra, a ich najlepszy obrońca obwodowy nie do końca wyleczył kontuzjowaną stopę, przez którą opuścił ostatnie 3 miesiące przed play-offami. Niektórzy skomentują to jako zaprzeczanie samym sobie, ale znajdą się i tacy, dla których będzie to przejaw optymizmu. Optymizmu, który pozwolił Lakersom wygrać 15 z pierwszych 17 meczów w tym sezonie, w przeciwieństwie do zeszłorocznego bilansu 9-8.

Dzięki porażce z Bostonem, Lakersi pojechali na tegoroczne wakacje z ambitnym planem – wyciągnięcia odpowiednich wniosków z ostatniej finałowej porażki. Patrząc na początek tego sezonu, widać gołym okiem, że nauczyli się w szybkim tempie co najmniej trzech rzeczy.

Czytaj dalej „Jakie wnioski wyciągnęli Lakers po ubiegłorocznych finałach?”