Budenholzer w Bucks – reakcja na szybko.

Nie Ettore Messina.

Nie Becky Hammon.

Nie faworyzowany przeze mnie Piotr Langosz.

Nowym trenerem Bucks przez cztery najbliższe sezony będzie MiKE Budenholzer. O tym, że to właśnie były coach Atlanty będzie kierował drużyną z Milwaukee było wiadomo już praktycznie po tym, jak Zach Lowe podał na twitterze informację o wspólnym śniadaniu Giannisa i Budena (+ z niepotwierdzonych info jeszcze był z nimi Middleton).

Kilka przemyśleń na szybko z pracy – wieczorem postaram się dopisać coś więcej. Póki co – jaram się!

Co się zmieni w Bucks i czego się najbardziej obawiam?

Przede wszystkim, po raz pierwszy od 15 lat mamy w Milwaukee trenera z prawdziwego zdarzenia, który dodatkowo w sezonie 2014-15 wygrał COTY, po tym jak poprowadził Hawks do 60 wygranych (mimo, że w pierwszym swoim roku w Atlancie miał bilans 38-44). I chyba tyle w tym temacie. Nie wiem czy pamiętasz jak cieszyłem się po zwolnieniu Kidda. Prunty jako interim coach prawie wyeliminował Celtów, ale nie wydaje mi się, żeby przedłużanie z nim umowy byłoby tym, czego Bucks potrzebują w tej chwili.

Atlanta kierowana przez Budenholzera przez 4 z 5 sezonów miała TOP5 obronę w lidze. Ale, co mnie na dzień dobry martwi, była to obrona, którą aż zbyt dobrze znamy w Milwaukee. Częsty trapping i przekazywanie w obronie przy każdej możliwej okazji . Prowadziło to oczywiście do częstych wolnych pozycji na obwodzie – przez co Hawks za Budenholzena byli na szarym końcu ligi jeśli chodzi o rzuty za trzy przeciwników. Szczególnie z rogów. Brzmi znajomo?  Trójki pozbawiły Hawks nadziei na przejście Cavs w playoffach. Dwukrotnie. Bucks odpadli z Raptors w pierwszej rundzie playoffów przez trójki. Dwukrtonie. Deja vu?

Budenholzer, jako protegowany Popa i dziedzic spursowej trenerskiej fortuny, w ofensywie skupiał się na podobnych schematach, co Joe Prunty – również przecież wychowanek Popa. Hawks opierali swój atak na częstym rozpoczynaniu akcji z łokcia i różnych wariacjach pick’n’rolli. Czy znowu nie brzmi to zbyt znajomo? Jego schematy ofensywne polegały też na motion offense, które były momentami ciężkie do wyegzekwowania ze Schoederem prowadzącym atak. Buden oczekiwał zarówno od Teague’a jak i Schoedera szybkiego oddawania piłki i grania bez piłki. Do takiej strategii, Brogdon wydaje się wręcz idealnym rozgrywającym, pytanie tylko jak w takiej roli sprawdzi się lubiący częsty kontakt z piłką Bledsoe. Czekam na jakiś podcast z wyszczególnieniem x-and-o’s Hawks za czasów Budenholzera, bo póki co ciężko doszukać się konkretnych przykładów preferowanych przez niego zagrywek.

Zarówno obawy o podobny system obrony co za Kidda, jak i znane zagrywki ofensywne u Prunty’ego, będą zostaną rozwiane po pierwszych meczach. Budenholzer, w przeciwieństwie do Kidda, nie trzyma się sztywno schematów i pozwala na improwizację i drobne korekty do założeń przedmeczowych. Ale nie można zapominać o tym, że za jego czasów Hawks zajmowali 20-24 miejsce w lidze pod względem zbiórek w obronie (częste switche Horforda i Millsapa na wysokich zasłonach nie sprzyjały zastawianiu deski i walce o zbiórki). Do tego, przez to, że Buden stawia bardzo mocny nacisk na transition defense, Atlanta była też pod koniec ligi jeśli chodzi o zbiórki ofensywne. Zobaczymy jak to będzie wyglądało przy filigranowych środkowych Bucks – za Hensona i Makera też nie mamy co liczyć na bycie w czołówce najlepiej zbierających drużyn ligi.

Najbardziej mnie interesuje to, w jaki sposób Budenholzer sprawdzi się w roli mentora dla Giannisa. Do tej pory Mike nie miał możliwości współpracy z graczem kalibru Antka – Bucks będą najbardziej utalentowaną drużyną, jaką przyszło mu prowadzić w karierze. Twitter jest jednak podzielony praktycznie na pół – zwolennicy Budena szaleją z radości, a Ci, którzy trzymali kciuki za Messinę, powoli zaczynają lamentować i siać pesymistyczne wizje, że właśnie spadliśmy z deszczu pod rynnę i już na stałe zameldujemy się w środku tabeli…

Sam póki co jestem zawodolony, że Kozły nie spieprzyły i nie pozwoliły Budenholzerowi przejść do Raptors. Świetnym gestem ze strony kierownictwa klubu, było też zaproponowanie bezpośredniego spotkania trenera z Giannisem. Buden był od początku moim faworytem na objęcie tego stanowiska i jest póki co kolejnym trybikiem, który podsyca ciekawość kibiców Bucks.

Czy będzie tym brakującym ogniwem, który pozwoli nam po ponad 18 latach na przejście pierwszej rundy play-offów?

 

Roszady w składzie Bucks. Szopka z Bolomboy’em.

 

Bucks trochę namieszali w składzie przed dzisiejszym (1:00 w nocy) meczem z Indianą. W skrócie:

  1. W przerwie meczu z Wizards DeAndre Liggins dowiedział się, że nie będzie już dalej zawodnikiem Bucks.
  2. Zaraz po tym do składu dołączył Joel Bolomboy (średnio 15 punktów i 11 zbiórek w Herd) – nie na dwustronny kontrakt, bo już prawie wyczerpał przysługujące mu 45 meczów w NBA, ale na standardowy kontrakt NBA.
  3. Do składu dołączył też Xavier Munford (Wisconsin Herd) na zasadzie dwustronnego kontraktu.

Później, jeszcze tego samego dnia Bucks:

1. Zwolnili Joela Bolomboy’a 
2. Podpisali do końca sezonu kontrakt z Kilpatrickiem, który grał w Bucks od 18 grudnia – 11 dni po tym, jak został zwolniony z Nets. W sumie wystąpił w 5 meczach Kozłów, spędził na parkiecie średnio 9 minut zdobywając w tym czasie 5,2 punków i 1,4 zbiórek.

Dlaczego Bucks podpisali kontrakt z Bolomboy’em tylko po to, żeby zwolnić go jeszcze tego samego dnia? Może dlatego, że po podpisaniu chociaż na chwilę kontraktu NBA i wysyłając go z powrotem do G-League, może być ciężej innym zespołom zgarnąć go sprzed nosa Kozłów. W tej sytuacji, każdy zespół, który chciałby po niego sięgnąć, nie może już zaproponować krótkiego kontraktu – musi to być od razu umowa do końca sezonu. Gdyby Bucks po prostu odesłali Joela do Herd bez podpisywania kontraktu, każdy zespół mógłby po niego sięgnąć nawet na okres 10 dni dwustronnego kontraktu.

Cały ten strategiczny zabieg kosztował Bucks dokładnie 22,248 dolarów, czyli 3/177 minimum dla weteranów.

W skrócie – Kozły chciały zostawić Bolomboy’a w Herd, ale lekko naznaczyli go poślinionym paluchem, żeby nikt po niego zbyt często nie sięgał.

Proste. Podsumowując – podziękowaliśmy Ligginsowi i zostaliśmy z Kilpatrickiem i Munfordem w składzie. Generalnie, wiele hałasu o nic…

James Young (HERD) na celowniku 76ers.

Nie zdążyliśmy jeszcze zapomnieć o tym, że Gerald Green w ostatnich czterech meczach rzucił kolejno 18, 10, 27 i 29 punktów, czym zapracował sobie na kontrakt z Houston do końca sezonu, a już niedługo najprawdopodobniej stracimy najlepszego strzelca Wisconsin Herd – Jamesa Younga.

Herd mają najlepszy bilans w G-League (15-8) przez co zawodnicy z Wisconsin są dodatkowo na celowniku klubów NBA. Dzisiaj jest też pierwszy dzień, w którym kluby mogą podpisywać zawodników na 10-dniowe kontrakty. Z dwóch naszych najlepszych zawodników: Xaviera Munforda i Jamesa Younga, to właśnie ten drugi dostanie niedługo szansę od 76ers, którzy zaproponowali już dwustronną, 10-dniową ofertę. Dzięki tej umowie będzie mógł próbować swoich sił zarówno w 76ers, jak i Delaware 87ers.

Bucks nie dali szansy Youngowi i nie zdecydowali się na podpisanie z nim umowy po obozie przygotowawczym. James jest głównym strzelcem Herd, zdobywając średnio 22 punkty, 5,6 zbiórek, 3 asysty i 1,6 przechwytów (najwięcej punktów w sezonie – 41 , w tym 9 trójek – rzucił właśnie drużynie Delaware 87ers).

Gdyby się okazało, że po Greenie, który mógł przecież być naszym solidnym, geriatrycznym rezerwowym, stracimy również kolejnego zawodnika będącego w stanie dawać 8-12 punktów z ławki, będzie czego żałować. Ciężko jednak na chwilę obecną jednoznacznie określić, co Young będzie w stanie wnieść do gry 76ers i czy w ogóle uda mu się podpisać kontrakt dłuższy niż 10 dni.

Gerald Green uzupełnia nasz skład na training camp.

Geriatria party w Milwaukee trwa w najlepsze. Po podpisaniu krótkich kontraktów z Kendallem Marshallem, Jamesem Youngiem i Brandonem Rushem, do składu Bucks dołączy kolejny doświadczony skrzydłowy (który świetnie wspomina swoją grę z Kiddem)- Gerald Green. Duel pomiędzy Greenem a Rushem o 15 miejsce w składzie i 10-15 minut w meczu zapowiada się bardzo ciekawie, szczególnie że oboje potrafią wejść i postraszyć trójką (mimo, że Rush będzie stał w narożniku i czekał na podanie, a Green jeszcze od czasu do czasu spróbuje wejść pod kosz).

Green w zeszłym sezonie z Celtami trafiał 35% trójek w 11 minut i w bezpośrednim zestawieniu z Rushem, wypada od lepiej w pod względem ofensywy (ORPM -1,27 vs -3,13 Greena), ale znacznie gorzej, jeśli chodzi o obronę (DRPM -1,47 vs -0,73).  Pierwsze co przychodzi mi do głowy to kolejny Michael Beasley, który ofensywnie też potrafił wziąć grę na siebie, ale w obronie bardziej przeszkadzał niż pomagał.

Po wczorajszych doniesieniach o przenosinach Melo do OKC, wschód przypomina jeden wielki żart. Bucks powinni walczyć o TOP4 w konferencji, a na wypadek gdyby Snell z Middletonem potrzebowali chwili oddechu, a Brown jednak by się nie sprawdził, lepiej na tym 15 miejscu w rostrze mieć kogoś pokroju Greena/Rusha niż GPII. Bucks kilka razy pozbyli się już przydatnych weteranów (Stack, Dudley, Thomas) i cieszy mnie to, że ktoś teraz pamięta o tym, że budowanie DNA Bucks zaczyna się już w szatni. Stąd kilku zaufanych, doświadczonych prawie-emerytów, to dobry pomysł – pod warunkiem że nie będą zabierali wielu minut debiutantom.

Kendall Marshall dołącza do Bucks. Póki co tylko na pre-season.

OK, karuzela transferowa Bucks pędzi w szalonym tempie i co chwila mamy doniesienia o kolejnym cichym i nic nie znaczącym transferze. Kolejnym wolnym agentem (po Jamesie Youngu i Brandonie Rushu), który dołączy do nas teoretycznie tylko na moment (póki co na czas campu i pre-season) jest Kendall Marshall.

Oh Kendall, pamiętam jak biegałeś do kontr z Brandonem Knightem. Jak szastałeś trójkami na prawo i lewo, niszczyłeś przeciwników, miażdżyłeś obrony. Jak przepychałeś się masywnym tyłkiem, lawirując między zahipnotyzowanymi defensorami. Szkoda, że spektakularny sezon 2014-15 skończyłeś zerwanym ACL i musiałeś uciekać z Milwaukee. Nie będę udawał, że wiem, co się z Tobą później stało, bo nie śledziłem Twojej dalszej kariery w NBA. Ach, no tak. Przecież po kontuzji zbyt długo nie pograłeś w NBA. Ale rok temu w Reno Bighorns dawałeś podobno radę i te 15 punktów, 9 asyst i prawie 4 zbiórki na mecz są imponujące. Nie obraź się, ale ciężko jest mi Cię teraz witać z otwartymi ramionami, kiedy pierwsze pytanie jakie przychodzi mi do głowy brzmi: „czy w ogóle jeszcze nadajesz się do gry w NBA?”

Cieszyłbym się, gdybyś okazał się bardziej wartościowym ogniwem niż Payton II, zająłbyś jego 14 miejsce w składzie, podpisał dwustronny kontrakt i cielił się swoim doświadczeniem na treningach, nie odbierając jednak minut Brogdonowi, czy Brownowi.

Powodzenia.

Ściskam,
Dawid