Archiwa kategorii: Artykuły

Tłumaczenia artykułów

Czy jeden ze współwłaścicieli Bucks wyjdzie ze spółki?

Jamie Dinan, którego fortuna wyceniana jest na około 2 miliardy zielonych, kupił udziały Bucks warte 100 milionów $ w 2014 roku. Od tego czasu siedzi raczej w drugiej ławce, nie wychyla się przed Lasry’ego i Edensa, po cichu odrabia lekcje i liczy na niezły zysk za parę lat.

W zeszłym tygodniu Wall Street Journal opublikował dane funduszu zarządzanego przez Dinana – York Capital Management – i okazało się, że w rok stracił ponad 35% aktywów. W przeciągu 12 miesięcy jego klienci wycofali 9 miliardów dolarów (spadem z 26 na 17mld$). Założony w 1991 roku fundusz Dinana zazwyczaj przynosił zyski w wysokości 20-30% rocznie, co jest rzadko spotykanym wynikiem na rynkach finansowych.

Jakie to ma znaczenia dla Bucks? Przypomnijmy, że Lasry jest właścicielem Avenue Capital Management, Edens: Fortress Investment Group – wszyscy zatem siedzą w tym samym korycie – fundusze hedginowe i private equity – finansowanie firm, które nie są jeszcze na giełdzie. Więcej o Edensie i Larsym możesz przeczytać w moim tekście z 2014: „Kim są Wes Edens i Marc Lasry i dlaczego ma cię to obchodzić?”.

Powoli zaczynają się pojawiać plotki, mówiące o tym, że Dinan będzie chciał pozbyć się udziałów Bucks w najbliższym roku, zważywszy na to, że akcje Kozłów idą teraz ostro do góry. Są zapewnienie prezydenta Milwaukee, że drużyna na pewno nie zostanie przeniesiona do innego miasta, jednak gdyby wartość klubu wzrosła do około 2 miliardów dolarów (mniej więcej tyle, ile rok temu byli warci Bulls) wszyscy trzej inwestorzy mogliby szybko spieniężyć swoją inwestycję i wycofać się z koszykówki z niezłym zyskiem.

Czy jest to prawdopodobna sytuacja? Raczej nie, bo:

a) Bucks są dopiero na początku fali wznoszącej i ich wartość w przeciągu 2-4 lat jeszcze na pewno pójdzie do góry,

b) nowa hala dopiero się buduje i bezsensowne byłoby przenoszenie klubu do innego miasta.

Ale, ciągle w głowie słyszę głosy z Seattle, szepcące złowieszczo i kuszące do grzechu. W Seattle nie ma hali i nawet gdyby ktoś byłby w stanie wyłożyć 2 miliardy na zakup drużyny, musiałby jeszcze dołożyć z 800 tysięcy na budowę nowego obiektu. Bezsensu.

Sprawa robi się nieco poważniejsza, jeśli weźmiemy pod uwagę akcje Dinana. Jest tylko mniejszościowym udziałowcem (100mln w porównaniu do 275mln na łebka Edensa i Larsy’ego), jednak pojawiają się głosy, że pozostali właściciele mogą nie być zainteresowani wykupem jego akcji w przypadku, gdyby Dinan chciał (musiał) upłynnić nieco środków. Wtedy do gry musiałoby wejść miasto, ale tu i tak prezydent wygrał ciężką walkę z mieszkańcami o wyrażenie zgody na budowę hali z pieniędzy podatników.

Póki co, sytuacja jest stabilna i nic nie zapowiada nagłego kryzysu, ale znając i interesując się rynkami finansowymi wiem, że sytuacja potrafi się drastycznie zmienić z dnia na dzień. A fakt, że na forach pojawiają się pierwsze informacje o „drobnych” problemach finansowych jednego z właścicieli Bucks może oznaczać albo nadciągającą burzę, albo po prostu chwilowy przestój w dobrze naoliwionej i sprawnie zarządzanej finansowo maszynie.

Reklamy

Jakie jest pochodzenie takich słów jak „sneakers” czy „March Madness”?

Tydzień temu mogliście się zapoznać z pochodzeniem takich słów jak dunk, rebound, czy dribble. Dzisiaj zapraszam na ciąg dalszy, gdzie przybliżę ci etymologię kolejnych koszykarskich zwrotów.

dime – dlaczego na asystę mówi się czasem kolokwialnie dime? Najprawdopodobniej pochodzi to od wyrażenia utartego w latach sześćdziesiątych „to drop a dime”, które oznaczało przekazanie informacji, głównie na policję. Osoba „podrzucająca” informacje asystowała organom władzy w złapaniu przestępcy. Stąd dime to asystowanie w zdobyciu punktów.

sneakers – angielskie słowo określające trampki wszystko zawdzięcza gumowym podeszwom. W znaczeniu konkretnie określającym ten rodzaj obuwia, po raz pierwszy użyto tego słowa w 1917 roku, jednak już w 1887 roku Boston Journal użył sneakers do określenia „chłopców chodzących w butach do tenisa”. Ponownie, wszystko sprowadza się do gumowych podeszw, które były ciche na podłożu i pozwalały się „zakradać” (to sneak), w przeciwieństwie do skórzanych butów z twardą, drewnianą podeszwą. Co ciekawe, polska nazwa trampki pochodzi z lat trzydziestych i wzięła się od słowa „tramp” – wędrowiec, tułacz, włóczęga, ponieważ trampki zakładano często na piesze wędrówki.

Boom Shakalaka – znasz to doskonale z serii NBA JAM, a jeśli nie, to nie wiem, co tu jeszcze robisz. Niestety, nie zostało to wymyślone przez twórców najbardziej miodnej arkadowej koszykówki wszech czasów. Zrobił to w latach 60 funkowy zespół Sly and the Family Stone, w których piosence najpierw pojawia się Boom!, po którym słyszymy Shakalaka. Posłuchaj sam:

March Madness – marcowe szaleństwo w NCAA pojawiło się pierwszy raz w artykule NY Times w 1939 roku w kontekście: „„[a] little March madness may complement and contribute to sanity and help keep society on an even keel.” Mimo, że wtedy po raz pierwszy ten zwrot wypłynął na powierzchnię, nie był oficjalnie łączony z turniejem NCAA aż do 1985 roku, gdy ten rozrósł się do 64 drużyn. A potem lawina była nie do zatrzymania i do dziś jest to jeden z najpopularniejszych zwrotów związanych z koszykówką w USA.

Posterize – nie wiedziałem o tym, ale „robimy sobie z kimś plakat” dopiero od 1993 roku, oczywiście za sprawą Jordana. Zwrot ten pojawił się w Washington Times na określenie specjalnych umiejętności wykańczania akcji przez MJa.

From downtown – słyszałeś tysiące razy, jak odpalana z daleka trójka określana była from downtown. Wszystko przez Brenta Musburgera, który w latach 80 komentował finały dla CBS. „From way downtown!” – krzyczał do mikrofonu. Samo „going downtown” ma wiele definicji, jednak wszystkie z nich sprowadzają się do jednego – w downtown zawsze dzieje się akcja. Downtown to miejsce wśród wieżowców, gdzie miasto nigdy nie idzie spać, albo analogicznie, miejsce w trumnie pod samymi koszami, gdzie zdobywa się punkty. Trzymając się słownikowych definicji, nie rzucamy ” z downtown” ale wchodzimy „do downtown”, co miał opanowane do perfekcji Iverson. Penetrujesz tam, gdzie jest największy ruch. Wchodzisz między 215cm wieżowce, odbijasz się od zasłony i mimo wszystko oddajesz rzut w stronę kosza. Tu jest prawdziwy, koszykarski downtown. Dlaczego więc Musburger używał tego w przeciwnym znaczeniu? Domyślam się, że chodziło o skrót myślowy, jak na przykład w zdaniu:  „The shop is about a 30-minute drive from downtown” –  ” Sklep jest oddalony od centrum o około 30 minut jazdy samochodem”. Rzut za trzy z bardzo daleka jest również oddalony od centrum akcji o około, załóżmy, 10 metrów.

Czekam na więcej propozycji.

Jakie jest pochodzenie takich słów jak „rebound”, czy „dunk”?

Musisz znać i czytać „Mały słownik pojęć przydatnych”, bo bez tego nie będziesz w stanie zrozumieć połowy wpisów Maćka, u którego anglicyzmy są nieuniknione jak bank shoty Duncana, catch and shoot Allena, czy choke Nicka Andersona z Houston w 1995. Z resztą nie tylko u niego zapożyczenia są na porządku dziennym – nie da się uniknąć od wtrącania typowo koszykarskiego słownictwa w oryginale, z racji na wciąż biedny zasób polskich odpowiedników, o czym pisałem pięć lat temu. Ale czy zastanawiałeś się kiedyś, jakie jest pochodzenie takich słów jak „rebound”, czy „dunk”?

high – five: słynna „piątka” oczywiście odnosi się do pięciu palców na dłoni. Co ciekawe, jego pierwsze regularne użycie w koszykówce zostało odnotowane na rok 1980 (jako rzeczownik), a rok później jako czasownik.  Znaczenie „high-five” jako powitania pojawiło się po raz pierwszy w 1968 roku przez Dicka Shawna w filmie Mela Brooksa The Producers.

rebound: pochodzi ze starofrancuskiego rebondir, gdzie przedrostek re- oznacza „ponowny”, a bondir znaczy „skakać”. Słowo zostało pierwszy raz użyte w 15 wieku. Pierwszym sportem, który zaczął go regularnie używać był, co ciekawe, tenis. W koszykówce pojawił się w 1914 lub 1920 (znalazłem wiele różnych źrodeł, jednak z tych dwóch dat, ta pierwsza jest częściej podawana).

pick: znany u nas jako „zasłona” pojawił się w koszykówce już w 1951 roku. Samo słowo pick pochodzi z połączenia staroangielskiego pician (nakłuwać) ze staronordyckim pikka (kłóć) i pojawiło się w języku angielskim około roku 1300.

layup (albo lay-up): pojawiło się w 1927 roku w znaczeniu „tymczasowo bez pracy”. W koszykówce zaczęto go używać od 1948 roku, bazując na podstawowym znaczeniu staroangielskiego słowa lecgan (kłaść na jakiejś powierzchni), które z kolei pochodzi z protogermańskiego lagjan. Nie zapominaj, że samo słowo lay w znaczeniu „uprawiać z kimś sex” działa w Stanach już od 1934 roku (niestety, nie doszukałem się informacji, jaką rolę w popularyzacji tego słowa miał Wilt Chamberlain).

laker: jako „Jeziorowiec” jest ogólnie znany, jednak dla tych, którzy zapomnieli, krótkie przypomnienie. Minneapolis Lakers zostali założeni w 1947 i dopóki nie zostali przeniesieni do Los Angeles na początku lat sześćdziesiątych, nazwa „Jeziorowcy” miała sens. Po przenosinach na zachodnie wybrzeże podjęto decyzję, żeby nie zmieniać nazwy i trzymać się historycznych korzeni drużyny.

dribble: w sporcie pojawiło się po raz pierwszy oczywiście w piłce nożnej, już w 1863 roku. Do koszykówki dotarło już w 1892 roku. Dribble pochodzi od słowa drip (upuścić coś), które zaczęto używać od połowy 15 wieku, a w slangowym znaczeniu „ogłupić kogoć”  od 1932 roku. Pochodzi z protogermańskiego drup.

tip-off: zagościł w koszykówce od 1924 roku. Pochodzi prawdopodobnie z germańskiego tippen (lekko dotknąć, szturchnąć). W sportach pojawił się najpierw w krykiecie już w 1816.

dunk: czyli mój ukochany „smecz”, albo podziwiana „wsadka”: NC+ – czekam na więcej!… pochodzi również z niemieckiego dunke (co znaczy „zanurzać”). W angielskim pojawił się w 1919 roku, a w koszykówce 1937 roku jako czasownik. Musieliśmy czekać ponad 30 lat, aż do 1971, żeby dunk był używany również jako rzeczownik (wcześniej figurował jako dunk shot).

press: pochodzi z mniej więcej 1300 roku ze starofrancuskiego presse (naciskać, otaczać, albo tłum). W koszykówce jako full-court press pojawiło się w 1959 roku.

shot: jako „rzut, strzał” pochodzi ze staroangielskiego scot, jednak wcześniej pojawiło się już w protogermańskim skutan. Użycie w różnych sportach mniej więcej się na siebie nałożyło i jako początkową datę podaje się rok 1868. Ciekawoska – shot jako na przykład shot wódki działa w USA od 1928 roku.

CIąg dalszy być może nigdy nie nastąpi…

Jeśli plotki się potwierdzą, Pistons przebiją wszystkich.

knicks080414_1_560

It’s just in.

Pistons przegrali cztery mecze pod rząd, są trzy mecze poza playoffami, Jennings w ostatnich pięciu spotkaniach trafił 12/47 z gry( 25%). Nawet Dawid zrezygnował nagle z zabawy w managera i przeniósł swoje talenty do innej redakcji. Szkoda, bo na pewno ma wiele do powiedzenia w tym temacie.

Dosyć ma też Tom Gores, który najprawdopodobniej nie przedłuży wygasającego w tym roku kontraktu Dumarsa. Wszystko super/ czas najwyższy. Doskonała decyzja, przez wielu przyjęta na pewno z wielką aprobatą.

Moje ulubione „źródła” donoszą, że Gores planuje ściągnięcie wielkiego nazwiska, które wiele znaczy w Detroit. Wiele na to wskazuje, że od następnego sezonu głównym GMem drużyny będzie Isiah Thomas.

Moją opinię, w skrócie, mogliście przeczytać na twitterze. Teraz może tylko na szybko przypomnimy sobie (z wielką satysfakcją) największe sukcesy Thomasa w czasach rządzenia Knicks. Jesteście ze mną? Kiedy w 2003 przejął kontrolę nad rozpadającymi się Knicks, którzy w olbrzymim tempie zbliżali się ku przepaści, Isiah, zamiast zmienić kierunek, zdecydował się jeszcze mocno popchnąć klub w kierunku upadku.

1. Oddał kilka ciekawych picków w drafcie (które później zostały zamienione na Noaha i Aldridge’a) w zamian za Eddy’ego Curry’ego, z którym później związał się na dłużej dając mu kontrakt wart 60 milionów. Przypominam, że Curry wtedy był takiej postury, że nieraz pozazdrościł Sebastianowi Mili jedynie 25% tkanki tłuszczowej.

2. Zaoferował beznadziejny kontrakt Jeromowi Jamesowi, wyłącznie za to, że miał jedną dobrą serię w playoffach. Ten w NYK zdobywa mniej więcej 8ppg i 4rpg.

3. W pewnym momencie backcourt Knicks wyglądał następująco: Marbury, Steve Francis (w wielu emerytalnym), Jamal Crawford, Jalen Rose i Nate Robinson. Rozgrywający z ujemnymi umiejętnościami podań pomogli wygrać 23 spotkania w sezonie 2005/06. Isiah wydał na Marburego ponad 80 milionów, mając świadomość tego, że Steph w całej swojej karierze nigdy nie wygrał ani jednej serii w playoffach i z byciem liderem miał tyle wspólnego, co ten blog z wielką poczytnością.

4. Za czasów Thomasa, Knicks przegrali ponad 60% swoich spotkań. Byli najbardziej przepłaconą drużyną w lidze (więcej niż 160 milionów dolarów na kontrakty).

5. W ostatnim sezonie rządów Thomasa mieli najmniej drużynowych bloków w historii NBA.

6. W jednym meczu przegrali z Bostonem 104-59. Po tym meczu jeden z fanów ściągnął koszulkę Knicks i z wielkim zrezygnowaniem rzucił ją po meczu na parkiet.

7. Wiele osób anonimowo wypowiadało się, że problemem był Isiah, który jak zawsze był zapatrzony w siebie, uważał się za geniusza i nie słuchał rad innych.

8. Użył mid-level exception żeby ściągnąć ważącego dwa-olivery-millery (czyli koło 3 ton) Vina Bakera, który odpłacił się rzucając 1,4 punktów. Po 24 meczach został oddany za Maurice’a Taylora, który był jeszcze gorszy i miał jeszcze większy kontrakt.

9. Ściągnął Jarreda Jeffriesa, który przez cały sezon nie mógł znaleźć dla siebie miejsca w koszykówce Larry’ego Browna. Po rozczarowującym sezonie przedłużył z nim kontrakt na kolejne trzy…

10. Oddał jedynego zbierającego i podkoszowego obrońcę Kurta Thomasa za Quentina Richardsona i Nate’a Robinsona.

11. Po tym jak rozczarował się Donem Chaney’em zatrudnił na miejsce pierwszego trenera Lenny’ego Wilkinsa, który wcześniej legitymował się bilansem 28-54 z Hawks i 24-58 z Raptors. W Knicks poszło mu trochę lepiej. Został zwolniony po wygraniu 17 meczów i przegraniu 22.

12. Zabił na śmierć salary w klubie, ściągając Marbury’ego, z którym do Knicks trafili też Penny Hardaway i C-Tryb. W zamian oddał m.in. picki (protected!) w draftach 2007, 2008 i 2009 (wszystko pierwsza runda, maksymalnie TOP24) oraz jeden unprotected z 2010!

13. Połamał sobie penisa Strzelił sobie w kolano próbując seksualnie napastować v-ce prezeskę ds marketingu niejaką Anuchę Sanders. Czyli nie dość, że był tragicznym GMem, to jeszcze okazało się, jest potwornym człowiekiem.

O Thomasie jest milion fantastycznych anegdot w Book of Basketball Simmonsa, ale nie mam jak się teraz do nich dokopać, bo czytałem dziecku przed snem i nie mam jak teraz iść do sypialni. Nie wiem, czy w Detroit nie mają dostępu do źródeł, z których ja korzystałem (basketball-reference.com, knicksonline.com, nydaylinews.com, i yahoo), ale chyba nie, skoro rozważają zatrudnienie człowieka, którego jedyna kariera zawodowa związana z koszykówką nie powinna przekraczać roli mopmana (dalej o tym marzę, btw).

Czasami pojawiają się newsy, o których nie wiem co sądzić. To jest jeden z nich. Utwierdza mnie jednak w przekonaniu, że mimo całej mizernoty, jaką prezentują Bucks, nie jest u nas jeszcze tak źle, jak było w Knicks, czy będzie w Pistons – jeśli powyższa plotka nie zostanie błyskawicznie zdementowana.

Cała prawda o Caronie Butlerze.

Drzwi zatrzasnęły się z co głośnym hukiem, a przeciąg zrzucił niedbale poukładane dokumenty ze stołu. Popatrzył na klamkę, która spoglądają w podłogę, jakby zawstydzona tym że musnęła jego dłoń swoim stalowym, zimnym palcem. Instynktownie uniósł ręce do góry i dotknął twarzy. Napięte policzki nie zdradzały jego wieku i jedynie po kilku zmarszczkach można było się domyśleć, że jego kariera zbliża się ku końcowi. Spocone dłonie ślizgały się po mokrych od łez policzkach. Nie był emocjonalnym facetem. Momenty, kiedy płakał mógł policzyć na palcach jednej ręki.

Na przykład kiedy wylądował w więzieniu w wieku 12 lat.

Kiedy zdał sobie sprawę z tego, dokąd zmierza jego mizerne życie nastolatka z kryminalną przeszłością w mieście bez przyszłości.

Kiedy został wybrany w drafcie.

Kiedy zadebiutował w NBA.

Kiedy zdobył pierwsze double-double.

Kiedy pierwszy raz zmienił drużynę.

Kiedy wybił sobie kciuka przy próbie przechwytu.

Kiedy zobaczył się płaczącego na powtórce meczu na NBATV.

Kiedy wrócił do Milwaukee.

I w końcu teraz, kiedy podjął decyzję na ponowną ucieczkę ze swojego rodzinnego miasta w poszukiwaniu jeszcze kilku dreszczy emocji związanych z walką o finały.

Zdawał sobie sprawę z tego, że wiele osób nie zrozumie jego decyzji. Wiedział, że narobi sobie wrogów. Nie myślał jednak o tym, kiedy wychodził z budynku klubu i wsiadał do swojego samochodu. Wolność smakowała lepiej, kiedy była udekorowana łzami rozpaczy. Rozmazany obraz mienił się przed spoconymi od łez oczami. Miał wrażenie, że również w głowie myśli biegną dwa razy szybciej niż zawsze. Przypomniało mu się, jak cztery razy został debiutantem miesiąca. Jak dwa razy zagrał w meczu gwiazd. Wiedział, że wracając do Miami zakończy karierę w drużynie, która z 10 numerem wybrała go w drafcie 2002 roku. Nie miał już im za złe, że dwa lata później był częścią wymiany, po której do Heat trafił Shaq. Kochał tę drużynę i życzył jej jak najlepiej. Teraz nie mógł się doczekać powrotu. Te piątki przebijane z Lebronem. Żółwiki z Wadem. Co tam, może nawet da się namówić Birdmanowi na jakiś nowy tatuaż. Wizja niedalekiej przyszłości namalowała lekki uśmiech na jego twarzy. Nie bał się już. Czekał na lepsze jutro. Włożył elektroniczną kartę i nacisnął przycisk włączający silnik. Basy z głośników odbijały się głośnym echem w jego głowie. Czy zaczął nawet trochę tańczyć na krześle? Czyżby był aż tak szczęśliwy? „Opuszczam tę dziurę i jadę w stronę lepszego jutra. Tak, to będzie dobre. Florydo, nadchodzę.” Wyjeżdżając z parkingu nie zauważył rozpędzonej ciężarówki pędzącej wprost na niego. „I’m goin to Miami….” gdyby wiedział, że będzie to ostatnia piosenka, jaką nuci w życiu, na pewno wybrałby coś innego.

Jak tankują Sixers?

Dzisiejszy mecz na szczycie zmusił mnie do dokładniejszego przyjrzenia się sytuacji w 76ers. W Milwaukee trzymamy kciuki za to, żeby już niedługo dobić do tak głębokiego dna, że nie wypadniemy poza TOP4 w najbliższym drafcie. W Philly marzą dokładnie o tym samym. Z jedną różnicą. Sixers mają w cholerę i jeszcze trochę picków w drugiej rundzie. Gdyby draft był dzisiaj, oprócz (załóżmy) swojego drugiego numeru mieliby jeszcze:

– 11 (od Pelikans)
– 32
– 39 (Cavs)
– 45 (Nets)
– 50 (Grizzlies)
– 55 (Rockets)

Czyli gdyby nie decydowali się na handel tą jakże cenną walutą, mogliby wybrać w sumie 7 potencjalnych Ellisów, Ginobilich, Gasolów (Marców), Deandre Jordanów Parsonsów czy innych Boozerów. Brzmi ładnie, prawda?

Haberstoh pisze w dzisiejszym artykule na ESPN, że aż 32% zawodników wybranych w drugiej rundzie nie gra ani minuty w NBA. 32% to tylko trochę mniej niż wynosi średnia z osobistych Howarda w karierze. Żeby wskazać, jak bezwartościowe (w większości) są picki w drugiej rundzie, podaje kolejną statystykę – z 603 zawodników wybranych w latach 1989-2009, tylko 246 z nich grało przez minimum 3 lata. 

Biorąc pod uwagę draft 2010, tylko 4 z 30 zawodników z RND2 gra do dzisiaj. Stephenson się trafił, bo jest kandydatem na All-Stara. W Utah gra jeszcze Evans, w Toronto jest Fields i Varnado, który aktualnie dostał 10 dniowy kontrakt w Chicago.

Ciekawa jest również statystyka pokazująca, że ostatnie pięć picków w pierwszej rundzie (numery 26-30) grają znacznie lepiej niż pierwsze pięć picków w drugiej rundzie (31-35). Dlaczego więc 76ers chcą bazować swoją odbudowę na tak dużej liczbie teoretycznie bezwartościowych wyborów w drafcie?

Wszystko przez najnowsze zmiany w CBA. Mimo, że zawodnicy z końca pierwszej rundy dostają mniej więcej tyle samo pieniędzy co ci z drugiej, to jednak wszyscy z pierwszej rundy wliczają się w salary cap, a z drugiej nie. Każdy wybrany w drugiej rundzie jest zatem świetną możliwością na zaoszczędzenie kilku dolarów, jeśli nie chce się wejść w dodatkowy podatek (albo wejść na poziom wyżej). Dlatego też drużyny bardzo często ryzykują i wymieniają ostatnie picki w pierwszej rundzie, za pierwsze w drugiej. Można się zatem spodziewać, że takie drużyny jak NYK, Brooklyn, Portland czy GSW też będą chętnie przyjmowały dodatkowe wybory właśnie w RND2.

Innymi słowy, warto pamiętać o tym, że każdy wybór w drugiej rundzie to wielkie ryzyko. Na każdego Ginobiliego czy Redda przypada 50 innych bezwartościowych zgniłych kartofli. Ciężko powiedzieć, o czym myśli Hinkie. Jedno jest pewne – w dniu draftu będziemy mogli się spodziewać nie jednej wymiany z udziałem 76ers.

O czym kibic Bucks musi pamiętać w 2014 roku?

jennings apartment 21. Bucks są obecnie na etapie budowania wsparcia zarówno finansowego jak i politycznego koniecznego do postawienia nowoczesnej hali w Milwaukee. Niestety, obecny rząd nie ma zamiaru dawać ani dolara z publicznych pieniędzy na drużynę, która od lat nie ma żadnych sukcesów. Trochę statystyk, żeby to potwierdzić znajdziecie poniżej.

2. Licząc od roku 1991, Bucks mają siódmy najgorszy odsetek zwycięstw w sezonie zasadniczym.

3. Jeszcze inne statystyki pokazują, że licząc od roku 1991 jesteśmy w końcowej piątce jeśli chodzi najgorsze kluby NBA. Od 1991 mieliśmy tylko jeden sezon z ponad 50 wygranymi (2001) i tylko jeden, w którym awansowaliśmy poza pierwszą rundę playoffów (2001). Auć.

4. Kiepawi Bucks mieli tylko jednego all-stara w ostatniej dekadzie (Michael Redd w 2004). W pozostałych weekendach gwiazd nie mamy żadnego uczestnika, nawet w meczach debiutantów/drugoroczniaków, czy w konkursie trójek. Tylko Desmond Mason w konkursie wsadów uratował nieco honor.

5. Brak sukcesów, związany z brakiem porywających zawodników  spowodował drastyczny spadek liczby kibiców BMO Bradley Center. Kiedy w sezonie 2001/02 doszliśmy do finałów konferencji, średnio na mecze przychodziło 18178 osób. W ostatnich sezonach zajmujemy ostatnie miejsca w lidze ze średnią widzów oscylującą w granicach 15000. Nawet mecze z udziałem Kobego czy Lebrona nie gwarantują kompletu publiczności.

6. Obecna fatalna pozycja Bucks wcale nie zależy od tego, że Milwaukee to wieś i small market, ale od kiepskiego zarządu (o czym niedługo nieco więcej). Podobnie w Milwaukee wyglądała sytuacja z Packers i Brewers, którzy przez okres około 20 lat nic nie znaczyli w MLB i NFL, a po zmianie zarządu stali się jednymi z mocniejszych drużyn w swoich ligach.

7. Przez ostatnie dziesięć, może nawet dwadzieścia lat, w Bucks zatrudniany jest bardzo mało kreatywny zarząd, który podejmuje strasznie krótkoterminowe i chaotyczne decyzje kadrowe. Chorą sytuacją jest to, że decyzje o zatrudnieniu zawodników podejmuje GM i jego ludzie, trener z asystentem, potem ich decyzje są wetowane lub zatwierdzane przez właściciela Kohla, któremu zależy na tym, żeby drużyna zawsze walczyła o playoffy (nawet w tym sezonie takie są jego oficjalne oświadczenia).

8. Bucks istnieją tylko i wyłącznie na łasce Kohla, który w niedalekiej przyszłości będzie musiał (jeśli nie chce upadku Kozłów w Milwaukee) poświęcić bagatela 200-250 milionów ewentualnego zysku ze sprzedaży klubu na budowę nowej hali. Jeśli tego nie zrobi, trzeba będzie liczyć na wsparcie lokalnego rządu i mieszkańców, na budowę hali z budżetu miasta.

9. Z drugiej strony, ani mieszkańcy, ani tym bardziej politycy, nie zgodzą się na wydanie lekką ręką publicznej kasy, jeśli nie będzie nadziei na poprawę sytuacji w klubie i lepsze wyniki. Z tym będzie cholernie ciężko, bo Bucks niechętnie się przebudowują. Jest nadzieja, że po tym sezonie uda nam się wylosować TOP5 pick w drafcie zamiast ściągania na kolejne lata przepłaconych weteranów, którzy nie mają nic wspólnego z budowaniem wieloletnich sukcesów.

10. W czasie, gdy odnosiliśmy największe sukcesy, bazowaliśmy głównie na zawodnikach wybranych w pierwszej piątce draftu. Kareem Abdul-Jabbar, Marques Johnson, Sidney Moncrief, Glenn Robinson, Ray Allen czy Andrew Bogut. Bucks NIGDY nie mieli +50 sezonu albo wygranej serii w playoffach bez zawodnika wybranego w czołówce draftu. .

11. W poprzednich dwudziestu latach ponad 70% zawodników, którzy zagrali co najmniej dwa razy w meczu gwiazd zostali wybrani w pierwszej piątce draftu. To tak na marginesie. Przed draftem 2014 jest szansa na wylosowanie którejś z potencjalnych gwiazd, jak Wiggins, Parker czy Randle (tak, Randle, zapraszamy).

12. Jeśli Bucks zdecydują się oficjalnie na przebudowę, mają kilku weteranów do oddania, którzy mogą być ciekawi dla zespołów walczących w playoffach. Ersan Ilyasova, Zaza Pachulia, Caron Butler, Gary Neal czy Luke Ridnour nie będą stanowili o najbliższej przyszłości Bucks i spokojnie można ich oddać za jakieś picki w przyszłym drafcie i spadające kontrakty.

13. Nie mówmy, że oddawanie weteranów to tankowanie. To po prostu dawanie więcej minut dla młodych i utalentowanych Kozłów jak John Henson, Larry Sanders, Giannis Antetokounmpo, Brandon Knight, Nate Wolters i Kris Middleton. Dodatkowym plusem takiej strategii może być ewentualnie wyższy pick w przyszłorocznym drafcie.