Manu Ginobili


W San Antonio znany jest z rzutów w ostatnich sekundach, doskonałych podań i wejść pod kosz. Oczywiście niektóre dziewczyny niewątpliwie wzdychają na widok jego uśmiechu czy brązowych oczu, jednak większość fanów interesuje tyko to, co robi dla ich kochanych Spurs. Jednak w jego rodzinnej Argentynie Manu już dawno temu przestał być utalentowanym rzucającym obrońcą. Teraz jest tam nie tylko najwybitniejszym koszykarzem czy bohaterem olimpijskim, ale również dryblującym dowodem na to, że wszystko w życiu jest możliwe (co dla kraju pogrążonego w ogromnych kłopotach finansowych ma niezwykłe znaczenie). Nawet jego koledzy z reprezentacji, nawiązując do Matrixa, wołają na niego „Wybraniec” oraz „Neo”

Jednak bycie narodowym bohaterem i ikoną Argentyny jest wielkim brzemieniem, szczególnie dla 27 latka, dla którego szczytem dobrej zabawy jest oglądanie filmów na HBO oraz bawienie się laptopem. Ginobili nie był przygotowany na tysiące fanów czekających na niego na lotnisku w Buenos Aires, na paparazzich chodzących za nim krok w krok, na groźby jego rodzinie, na reporterów dzwoniących na okrągło do jego rodziców (jak mówi jego ojciec „za każdym razem jak odłożę słuchawkę od razu rozbrzmiewa się kolejny dzwonek.”) Kiedy w tym tygodniu rozpocznie się kolejny sezon NBA, Manu będzie dalej uprzywilejowanym multimilionerem w USA. Jednak już 5400 mil na południe, w jego rodzinnym miasteczku, można zobaczyć, jak wielką cenę musi płacić za swoją sławę.


manumanu2Aby zrozumieć jak w kraju kochającym piłkę nożną może urodzić się gwiazda koszykówki, należy się udać 350 mil na południe od Buenos Aires, do Bahia Blanca, spokojnego, otoczonego przez bujne pampasy miasteczka zamieszkanego przez 290.000 mieszkańców. Tylko i wyłącznie tutaj, piłka nożna jest na drugim miejscu. Tutaj ziemia jest „zarośnięta koszami” (jak mówi Enrique Nocent, reporter lokalnej gazety La Nueva Provincia). W tak małym miasteczku jest aż 20 klubów koszykarskich, podzielonych na 8 grup wiekowych i wygląda na to, że każdy, nawet major (była gwiazda pierwszej ligi) gra w kosza.

Jeśli gra płynie w żyłach Bahía Blanca, to serce znajduje się w sali Bahiense del Norte. Idąc korytarzem, mijając małe biura upchane trofeami, widać wielki, ozdobiony zdjęciami 10 największych gwiazd klubu transparent głoszący DE BAHIENSE AL MUNDO – czyli „z Bahiense w świat”. Tam, wśród zdjęć Leandra Ginobili i Sebastiána Ginobili, Alejandro Montecchi i Pepe Sáncheza, widniej Manu Ginobili. W przeciwieństwie do pozostałych, nie patrzy się wprost w obiektyw, tylko lekko w dół i w bok, tak jakby chciał się schować przez aparatem. Dzięki takiemu ujęciu udaje mu się ukryć jego najbardziej charakterystyczną cechę, przez którą, jako chłopiec, był przezywany Narigón – czyli Wielki Nos.

Tego chłodnego wrześniowego wieczora około 150 kibiców siedzi na białych, kamiennych ławkach i ogląda spotkanie o mistrzostwo pierwszej ligi mężczyzn. Jeszcze za czasów, kiedy tata Manu, Jorge, był rozgrywającym, było to małe boisko pod gołym niebem. Teraz jest to piękna, zadaszona sala gimnastyczna z najnowszym parkietem i wygodnymi krzesłami. Faceci grają, rzucają czyste trójki, zgrabnie ścinają do środka po zasłonach – zupełnie tak, jakby byli zmniejszoną wersją zespołu który niedawno zdobył złoto olimpijskie. W tle widać pompujący krew w żyłach, 15 calowy billboard z napisem ESTADIO MANU GINOBILI. Prawdziwy Manu jest tylko kilka bloków dalej w domu swoich rodziców, ale jak mówi, nie pojawi się na meczu ponieważ, jak sam mówi, zbyt trudne i uporczywe jest wychodzenie do ludzi.

Wszystko zaczęło się w 2002 roku, kiedy Argentyna ośmieszyła USA na mistrzostwach świata w Indianapolis i zajęła drugie miejsce, zaraz za Jugosławią. Ginobili wrócił do domu tylko po to, żeby na własne oczy zobaczyć, że zmienił się z miejscowej gwiazdy w (jak to mówi jego przyjaciel i były trener Gabriel Colamarino) „jednego z Rolling Stones’ów”. Po konferencji prasowej w teatrze miejskim na przedmieściach, mierzący 6’6” Ginogili stanął na balkonie i machał szalejącemu tłumowi. ”To było strasznie dziwne uczucie. Czułem się jakbym ubiegał się o miejsce prezydenta” – przyznał później mówiąc płynnym angielskim Manu.

Jego popularność poszła jeszcze bardziej w górę po zdobyciu mistrzostwa NBA przez Spurs w 2003 roku. W swoim debiutanckim sezonie Manu zdobywał średnio 7.8 punktu oraz 2.3 zbiórki zachwycając ekspertów swoją żywotnością, dynamiką oraz pivotami. „Kibice w USA są bardzo, hmm, mili. Fani w Argentynie są szaleni, zwariowani. Jeśli spotkasz ich w restauracji to jest OK., ale jak idą w grupie to.. woooo (kręci głową) potrafią być niebezpieczni”

Tego lata Manu doświadczył czegoś, co śmiało można nazwać potrójną koroną: krajowy, ekonomiczny i profesjonalny sukces. W lipcu ożenił się z Marianelą Orono, córką byłej gwiazdy koszykówki oraz jedyną dziewczyną, z którą tak naprawdę się spotykał. Chcieli mieć małe i skromne wesele, jednak media strasznie nagłośniły tą sprawę. ” Kilku z nich się dostało, np. jeden reporter przyszedł na wesele przebrany za członka orkiestry” – wspomina mama Manu, Raquel.


manu3Zaraz po ślubie przyszedł czas na nowy kontrakt. Po zdobywaniu średnio 12.8 punktu, 4.5 zbiórek oraz 3.8 asysty, Ginobili podpisał 6 roczny kontrakt opiewający na sumę 52 milionów dolarów, dzięki czemu stał się najlepiej opłacanym sportowcem w Argentynie. Jednak bezpieczeństwo finansowe było równocześnie zaproszeniem do wymuszeń i porwań. Po dewaluacji peso w 2001 roku Argentyna boryka się z wielkimi problemami finansowymi, do tego dochodzą luki w prawie, korupcja oraz nieumiejętność skazywania porywaczy – to wszystko spowodowało, że ojczyzna Manu stała się kolebką porwań oraz uprowadzeń (75% światowych uprowadzeń ma miejsce w Ameryce Południowej). We wrześniu, w Wenezueli została porwana matka miotacza Detroit Tigers, Ugueth Urbina. Do tego czasu jej nie odnaleziono.

W lipcu policja przechwyciła rozmowę telefoniczną miedzy członkami gangu i dowiedzieli się, że ojciec Manu był na liście potencjalnych ofiar. W tym czasie Manu i jego rodzina byli na wakacjach. ”Zadzwonili do nas policjanci i chcieli rozmawiać z którymś z moich braci. Później dali nam obstawę, federalni byli w naszym domu, chodzili za moim tatą i braćmi. Wszyscy zrobiliśmy się bardzo ostrożni, nigdy nie wiesz co cię spotka.” – Ginobili wzrusza ramionami ”Przez ani chwilę nie może być momentu kiedy myślisz: Mam już dosyć, nigdy więcej ochroniarzy, chcę żeby wszystko wróciło do normalności.”

Nie powinno być tak, że najmłodszy syn opiekuję się całą rodziną. Manu przez chwilę rozpatrywał nawet możliwość zabrania rodziców do Stanów, jednak po kilku minutach porzucił tą myśl. ”Oni są za bardzo zakorzenieni w Argentynie. Mieszkają w tym samym skromnym domu od ponad 34 lat” Co wieczór, między 7.30 a 9.30 Jorge i Raquel spacerują po Bahiense razem z ich 9 letnim collie, Otoño (Jesień). Zapytana o przeprowadzkę do USA, Raquel odpowiada szybko ”Nie, nie i jeszcze raz nie! Nie mamy zamiaru zmieniać naszego trybu życia.”

W sierpniu, po zainstalowaniu alarmu i zatrudnieniu ochroniarzy dla swojej rodziny (on sam nie potrzebuje ochroniarzy, jak sam mówi ”O swoje bezpieczeństwo się nie boję. Jakbym został porwany, to kto zapłaciłby okup?”), Manu poleciał do Aten. To, co stało się później zostanie na pewno wpisane do jednych z najważniejszych wydarzeń w historii argentyńskiego sportu. Manu najpierw poprowadził Argentynę do zwycięstwa nad USA, a później poprowadził swój zespół do olimpijskiego złota. Mecze w TV oglądała niespotykana dotąd liczbą ludzi. Nawet w typowo piłkarskim barze Locos Por El Fútbol zebrało się ponad 300 osób żeby obejrzeć finał na 27 telewizorach. Abel Barrios, kelner który pracował w tamten wieczór wspomina ” Na początku była bardzo nerwowa cisza, a miejsce było tak zapchane, że nie mogliśmy poruszać się między stolikami. Za każdym razem, jak rzuciliśmy kosza cała sali krzyczała: GOOOOOL! Stopniowo zaczynało się szaleństwo”

Później tego dnia, piłkarska reprezentacja pokonała w finale Paragwaj 1-0 i w ciągu 12 godzin Argentyna mogła pochwalić się dwoma złotymi medalami (a nie zdobyli ani jednego złota na letnich Igrzyskach od 52 lat). Jednak cały kraj oczekiwał dobrego występu od piłkarzy. Po olimpijskim srebrze w 1928, oraz po dwóch srebrach na mistrzostwach świata w ’78 i ’86, kibice liczyli na medal. Co innego było z koszykówką. To niejako tłumaczy, dlaczego radość po zdobyciu złota w kosza była nieporównywalnie większa od złota piłkarzy.

Dawno dawno temu, Ginobili był tylko chudym bratem Leandra i Sebastiána, starszych od niego kolejno o 7 i 5 lat. Kiedy Manu miał trzy latka, miejscowy trener Oscar Sánchez nauczył go jak kozłować nie patrząc na piłkę i jak chronić ją jedną ręką. Młody koszykarz trenował to co dziennie, na okrągło. Gdzie nie poszedł, tam kozłował. Trener Leandro i Sebastiana, Fabian Horvath wspomina, że w czasie treningu starszych zawodników zawsze musiał dawać Manu piłkę, żeby ten mógł kozłować.


manu4Entuzjazm nie ma jednak zawsze przełożenia w sukces. W wieku 15 lat Manu nie był nawet wymieniany wśród najlepszych zawodników w mieście. Pepe Sanches, który do tej pory w NBA pijał jedynie kawę, był gwiazdą reprezentacji juniorów. Nikt nie przepuszczał, że nie Manu będzie aż tak dobry” – mówi Colamarino.

To, kim był wtedy Ginobili, ograniczało się głównie do Michaela Jordana. Manu oglądał na okrągło finały z jego udziałem, takie filmy jak Come Fly With Me czy Michael Jordan’s Playground. Dwumetrowy plakat Jordana dalej wisi w jego sypialni. Nagle, ni z tego ni z owego, Manu zaczął strasznie szybko rosnąć. Rósł 3 cale na rok i nagle zaczął mierzyć tyle, ile jego największy idol. Przed tą zmianą był głównie strzelcem, jego trener, pokazywał mu linie rzutów za trzy punkty i mówił Nigdy jej nie przekraczaj. Manu posłusznie słuchał trenera, w sumie nie miał innego wyjścia. Mierząc 6’3” ważył tylko 160 funtów i nie miał czego szukać pod koszem.

W 1998, większy i silniejszy, zaczął grać we Włoszech. Przed dwa lata grał w Basket Viola Reggio Calabria, później przeniósł się do Virtus Kinder Bologna. Po tym jak stał się gwiazdą w Europie, podpisał kontrakt z San Antonio Spurs w 2002 roku i od tego czasu jego koszulki biją rekordy popularności w Argentynie (w sklepie z pamiątkami można ją kupić za 99 pesos, czyli $33). Koszulkę z #20 na plecach noszą wszystkie dzieciaki w Bahiense del Norte, chłopcy tacy jak 15 letni Agustín Juanpataoro, który ze swoimi rozczochranymi włosami i bicepsem wielkości zapałki wygląda prawie tak jak Manu w jego wieku, mówią: „Wszyscy chcemy grać jak on. On jest koszykówką w Argentynie”.

Ale co on tak naprawdę znaczy dla swojego kraju? Zależy kogo pytasz. Pamiętajcie, że Buenos Aires jest w dużym procencie Europejskim miastem przeniesionym do Ameryki Południowej: od paryskiej architektury przez nocny styl życia (kolacje o 11 w nocy) a na zamiłowaniu do piłki nożnej kończąc. 60.000 fanów wracających z derbów pomiędzy Boca Juniors a River Plate powoduje, że rywalizacja Yankees-Red Sox wygląda łagodnie i spokojnie. Ostatnio gazeta Clarín przeprowadziła ankietę pytając, czy Manu jest już jedną z pięciu największych gwiazd argentyńskiego sportu. Czytelnicy odpowiedzieli, ze musi zdobyć jeszcze więcej tytułów, aby móc się równać z kierowcą Formuły 1 Juanem Fangio, piłkarską gwiazdą: Diego Maradoną, golfistą Robertem de Vicenzo, bokserem Carlosem Monzón czy tenisistą Guillermo Vilasem.

ESPN w Ameryce Południowej pokazuje teraz dwa mecze NBA w tygodniu. Liczba ta wzrasta na czas play-offs. Przyszłość rysuje się jeszcze jaśniej niż teraz: w tym roku w NBA wystąpi dwóch kolejnych Argentyńczyków: Carlos Delfino w Detroit oraz Andrés Nocioni w Bulls. Jednak to Manu, wybraniec, wyznacza szlak. Mówi Leo Montero, przyjaciel Manu: “Pepe zawsze żartował, że jeśli będzie katastrofa samolotu to każdy może zginąć, a tobie nic nie będzie.”

Pomimo posiadania reputacji aroganckiego narodu, Argentyńczycy są również uważani za niepewny naród. To dlatego Buenos Aires jest rajem dla turyzmu medycznego (czytaj: tanich operacji plastycznych), oraz stolicą problemów trawiennych. Do tego dodajcie większą srednią ilość terapeutów na mieszkańców niż w innych stolicach. A teraz wyobraźcie sobie efekt na psychikę mieszkańców, jeśli zwycięstwo na olimpiadzie nie było szczytem, ale dopiero początkiem wielkich osiągnięć Argentyńskiego sportu. Jeśli mogą odnosić sukces w najbardziej obcej ze wszystkich dyscyplin, to dlaczego miałoby im się to nie udać w bardziej przyjaznych dyscyplinach? Może znowu uda im się dojść na szczyt.

Jednak to wszystko jest daleką przeszłością. Manu Ginobili żyje teraźniejszością. Siedzi na kanapie w domu swoich rodziców w Bahía Blanca, rozmawia o olimpiadzie i co chwila musi się podnosić, żeby otworzyć drzwi. Jego mama gotuje w kuchni a żona rozmawia przez komórkę. Pomimo tego , że ma własne dwupiętrowe mieszkanie na obrzeżach miasta, woli przesiadywać w domu swoich rodziców. „Jak już tu jestem, to chcę dobrze spędzać czas, z przyjaciółmi, z rodziną, jeść późne kolacje i rozmawiać do 4 nad ranem. Dlatego nigdy nigdzie nie wychodzę.”

Tutaj Manu może być członkiem rodzinnej rutyny. Dla niego jest to formą ucieczki od wymagań mediów, od żądnych autografów fanów, od ochroniarza stojącego przed domem. Chociaż przez krótką chwile zanim wróci do San Antonio na kolejny rok, może być po prostu sobą. Oczekiwania narodu mogą przecież poczekać.

org. art.: SI Exclusive: Hero in Hiding
autor: Darren Carroll
tłumaczenie: Dawid Księżarczyk

Reklamy

jeden komentarz

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.