Skip to content

Kobe i Shaq – rywalizacja o MVP


Gwiazdy Lakers i Heat będą w tym roku egoistyczne jak nigdy dotąd – pomiędzy nimi, i tylko nimi rozegra się walka o tytuł MVP sezonu 2004-05.

Trofea i puchary to takie dziwne rzeczy. Zbierają kurz, zajmują miejsce i zwykle są zrobione z taniego metalu.
W NBA są dwa które tak naprawdę się liczą, niezależnie od wątpliwej materialnej wartości i przydatności samego przedmiotu – nazwijmy te dwa puchary Larry i Mo.

Larry to Trofeum Larry’ego O’Briena, wręczane zwycięzcy wielkiego Finału. Mimo że jest użyteczne raczej tylko przy łupaniu orzechów włoskich to reprezentuje sobą to co w koszykówce najcenniejsze, nagradza zespołowość i altruizm w grze.

Mo to z kolei Trofeum Maurice’a Podoloffa, byłego komisarza NBA, i trafia w ręce najbardziej wartościowego zawodnika, czyli MVP danego sezonu. Jest nagrodą za indywidualne umiejętności a jego zdobywca jest nieoficjalnie uznawany za najlepszego koszykarza całej planety.

Jak myślicie, na którym z nich będzie bardziej zależało Kobe’emu Bryantowi i Shaquillowi O’Nealowi w czasie rozgrywek 2004-05?
Jeśli odpowiecie że na Larry’m to będziecie w błędzie, a za karę na tydzień zostaniecie specjalistą od medialnego wizerunku drużyny Blazers albo fryzjerem Bena Wallece’a – wybierajcie.

Nadchodzący sezon będzie miał wiele podtekstów, ale tym który najmocniej przykuje uwagę opinii publicznej będzie pojedynek Kobe’ego i Shaqa o trofeum Mo. Możecie być pewni – walka będzie intensywna, bezpardonowa i pełna chwytów poniżej pasa.
Zwykle jest tak, że im zawodnik starszy i bardziej doświadczony, tym mniej zależy mu na indywidualnych popisach i pokazywaniu swojej wyższości. Im dojrzalszy koszykarz, tym bardziej docenia wysiłek zespołowy i jest gotowy poświęcić własne ambicje w imię wspólnego, drużynowego dobra.

Ale nie tym razem, i nie w przypadku tych dwóch facetów. Po pierwsze, obaj mają już na koncie wspólnie zdobyte tytuły – w 2000, 2001 i 2002 roku. Co więcej, Shaq ma już w dorobku Trofeum Maurice’a Polodoffa wywalczone cztery lata temu, co prawda z niezwykle istotnym wsparciem Kobe’ego.

Zbliżający się sezon będzie pierwszą od 1996 roku (kiedy to za sprawą Jerry’ego Westa połączyły się drogi tych dwóch wielkich zawodników) okazją by zobaczyć ich grających osobno. Możecie być pewni że każdy z nich potraktuje te rozgrywki jako osobistą krucjatę mającą udowodnić kto jest lepszy – nie mówiąc już o tym kto jest cenniejszy.

MVP 04-05? Zapomnijcie o Timie Duncanie. Zapomnijcie o Kevinie Garnetcie. Zapomnijcie o LeBronie Jamesie, Jermaine O’Nealu, Tracy’m McGrady’m, Allenie Iversonie czy kimkolwiek innym. Bryant i Shaq wyprzedzają już na starcie innych kandydatów o kilka długości, bo uważają że mają co nieco do udowodnienia, i nie spoczną póki nie osiągną celu.

Kobe ma czego chciał – Lakersów tylko dla siebie, pełną kontrolę nad zespołem. Dzięki Jerry Bussowi pociąga teraz za wszystkie sznurki w klubie. Aby tak się stało właściciel LAL musiał pozbyć się z organizacji wszystkich zagrażających dominacji 26-letniego gwiazdora. W Mieście Aniołów nie ma już Phila Jacksona, z którym nie przedłużono umowy, nie ma oczywiście wytrejdowanego Shaqa, puszczonych lekką ręką weteranów Paytona, Foxa, Fishera, niepewny jest los Malone’a.

Teraz Kobe będzie mógł oddawać ile tylko będzie chciał rzutów w każdym meczu. Może puszczać w kierunku kosza mnóstwo cegieł z dystansu i żaden z partnerów (?) nawet nie piśnie w obawie przed zesłaniem na daleki ligowy posterunek, gdzie zimą szaleją śnieżyce a w pierwszych rzędach na widowni nie siedzą gwiazdy showbiznesu.

Próbkę tego co może nas czekać w tym roku w wykonaniu Lakersów można było zobaczyć w ostatni wtorek. Przebudowani Jeziorowcy grali z Seattle – Kobe rzucił 35 punktów trafiając 13 z 21 rzutów. Tylko jednemu z jego kolegów udało się jeszcze zanotować dwucyfrową zdobycz punktową – Slava Medvedenko zaliczył 12 oczek. Nie trzeba być profesorem statystyki żeby domyślić się, że Bryant nie tylko będzie liderem tych nowych anemicznych Lakers, ale ma szanse na zostanie Pete’m Maravichem albo Dominique Wilkinsem początku XXI wieku przewodząc klasyfikacji strzelców całej ligi.

Kobe będzie przez cały sezon grał z nastawianiem „ja wam pokażę”, a poskutkuje to niesamowitymi wynikami indywidualnymi. Ale czy będzie to rok na miarę MVP – najbardziej wartościowego gracza. W końcu ten tytuł przyznawany jest zawodnikom WARTOŚCIOWYM. Jeśli LAL polegną w tym sezonie, albo nawet wcześnie odpadną z playoff to osiągnięcia Kobe’ego zostaną uznane za nieistotne.
Jakby tego było mało, KB ma ostatnio bardzo kiepską opinię. Inni koszykarze nie lubią go bo jest samolubny, arogancki i wywyższa się. Media sporo o nim piszą, i nie są to bynajmniej pochlebne komentarze, więc trudno się spodziewać by nagle zaczęły robić mu pozytywną i promującą go propagandę.

Dochodzimy do Shaqa. Skromny, pracowity, wrażliwy – tych epitetów nigdy nie usłyszycie odnośnie jego osoby.

Jest teraz centrem Miami Heat, i to jest wymarzone dla niego miejsce. Tutaj nikt mu się nie przeciwstawi tak jak zdarzało się to na Zachodzie, gdzie od czasu jakiś młodszy i silny mężczyzna sprawiał mu kłopoty. Shaq wziął się za siebie, ponieważ będzie chciał pokazać całemu światu że Lakers popełnili koszmarny błąd pozbywając się go. Schudł, trochę potrenował i chce znowu być dominatorem.

Inaczej niż Kobe, O’Neal będzie postrzegany jako najbardziej wartościowy gracz. Podczas gdy Lakers z pewnością będą w tym sezonie o wiele gorsi, to Heat na pewno będą lepsi niż przed rokiem. Miami pozbyli się połowy pierwszej piątki – Briana Granta, Carona Butlera i Lamara Odoma aby tylko zdobyć Shaqa. Ale w zespole wciąż są cenni pomocnicy – Wade i Eddie Jones, a poza tym nie oszukujmy się – gra ofensywna Żarów będzie polegała na podawaniu piłki do Shaqa, podawaniu piłki do Shaqa i jeszcze podawaniu piłki do Shaqa.

Heat są na Wschodzie, gdzie grają dwie doskonałe teamy – Pistons i Pacers, a potem długo długo nic i cała reszta. Realne wydaje się zajęcie przez ekipę z Florydy trzeciego miejsca w Eastern Conference. Jeśli nawet przegra ona półfinał konferencji to (w sytuacji niezakwalifikowania się Lakers do playoff albo wczesnego z nich odpadnięcia) zwiększy to szanse O’Neala na tytuł MVP, nawet jeśli ktoś będzie przytomnie zauważy że jak to, przecież Heat w półfinale grali już w roku 2004. Mimo wszystko Shaq będzie POSTRZEGANY jako ten który poprowadził swój zespołów do sukcesów, jakkolwiek wątpliwe by one nie były, i tylko to się liczy.
W walce o wymarzone trofeum Shaq ma jeszcze jedną ogromną przewagę nad Bryantem: swoje wielkie, niezamykające się usta. Jeszcze się sezon nie zaczął a już słyszeliśmy wycieczki w kierunku Kobe’ego w rapowych kawałkach centra Miami. Możecie być pewni że przez całe rozgrywki będzie on nieustannie dogryzać byłemu partnerowi z LAL, przypominając kto jest najlepszy. Media będą o tym pisać z radością, a potem jednoznacznie oddadzą swój głos w publicznych typowaniach MVP.

Kobe natomiast będzie unikał wdawania się w publiczne spory i kłótnie z kimkolwiek…a raczej na pewno miałby z kim (ostatnio choćby z oceniającym jego grę Rayem Allenem, o takich postaciach jak Phil Jackson i Shaq nie wspominając). Będzie chciał przeczekać burzę i udowodnić swoją wartość na boisku.

Tu nie będzie powtórki tegorocznej kampanii przed wyborami prezydenckimi w USA. Jeśli kandydat A atakuje kandydata B, a kandydat B nie odpowiada na zaczepki, to jest postrzegany jako słaby. W tym przypadku, jak łatwo zgadnąć, kandydatem B jest Kobe.

Jest wiele innych ciekawych pytań przed nadchodzącym sezonem. Czy McGrady dogada się z Yao Mingiem w Houston? Czy Steve Francis, Cuttino Mobley i rookie Dwight Howard zaskoczą nas pozytywnie? Jak źle będą grać Bobcats? Kto pierwszy z ekipy Blazers zostanie aresztowany?

Ale gdy przyjdzie do decydujących rozstrzygnięć, tylko dwie sprawy będą się liczyć. O Larry’ego powalczą Wolves, Spurs i Pistons. A Mo może trafić tylko do kogoś z dwójki Kobe-Shaq.

org. art.: n/d
autor: Michael Ventre
tłumaczenie: Piotr Wiąckiewicz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: