Auerbach uczy – „Czytajcie zasady!”


Dzień Św. Patryka w roku 1950 nie był wesołym świętem dla drużyny Boston Celtics. Na ostatni mecz sezonu zasadniczego z nowojorskimi Knicks przyszło jedynie około 700 fanów. Celtowie oczywiście przegrali, zakończyli sezon z bilansem 22-46 i drugi rok z rzędu wylądowali poza playoffami. Na domiar złego ich najpopularniejszym zawodnikiem był Tony Lavelli, nie dlatego, że grał dobrze w kosza, ale dlatego, że w przerwach meczów dostarczał kibicom rozrywki grając na akordeonie.

Celtowie przegrali 11 z ostatnich 12 meczów w sezonie, a właściciel drużyny Walter Brown tylko kręcił głowią z niedowierzaniem patrząc na pustą halę. Po ostatnim gwizdku w sezonie Alvin Doogie Julian oficjalnie zrezygnował ze stanowiska głównego trenera mówiąc: „Jestem za miękki na profesjonalną koszykówkę.”Celtowie byli na skraju bankructwa i desperacko potrzebowali nowego szkoleniowca. Wybór padł na 32 letniegoArnolda Auerbacha, który wcześniej był trenerem Washington Capitols i Tri-Cities Blackhawks. Jego przezwisko „Red” wzięło się z tego, iż we wczesnym dzieciństwie jego włosy miały rudawy kolor. Auerbach był z jednej strony marudnym i strasznie skomplikowanym człowiekiem, a z drugiej doskonałym przywódcą i mentorem dla ludzi. Kiedy tylko otrzymał zapewnienie finansowe ze strony właściciela Celtów, a także całkowitą swobodę przy wybieraniu zawodników, Red obrał kurs na doskonałość.

Jako trener i GM drużyny, Red wykazywał się niesamowitym instynktem w wyszukiwaniu utalentowanych graczy. Nie miał żadnych uprzedzeń. Budował drużynę w tylko jednym celu – aby wygrywać. Było to doskonale widoczne wiosną 1950 roku w trakcie pierwszego draftu, kiedy polecił właścicielowi Walterowi Brownowi wybranie Chucka Coopera z uniwersytetu Duquesne. Problem był taki, ze Cooper był murzynem, a żaden murzyn nie został wcześniej wybrany w drafcie NBA. Dwa lata później Red wybrał w drafcie Gene’a Conley’a, który na co dzień był pitcherem w lidze MLB, a następnie wykorzystał swój dar do przekonywania ludzi i namówił go do uprawiania dwóch sportów.

Poza wyżej wymienionymi umiejętnościami, Auerbach znał na pamięć wszystkie zasady i reguły panujące w NBA. W 1953 roku znalazł dziurę w zasadach draftu, która umożliwiła mu wzięcie trzech zawodników z najlepszego uniwersytetu w kraju (wtedy Kentucky Wildcats). Tymi zawodnikami byli: Frank Ramsey (w pierwszej rundzie). Cliff Hagan (trzecia runda) i Lou Tsioropoulos (piąta runda). Wszyscy trzej zawodnicy wrócili jednak na uniwersytet, aby zagrać ostatni rok na uczelni, a Red powtórzył tą samą sztuczkę w drafcie 1978 roku. W czasie trwania draftu, kiedy Celtowie wybierali kolejnych zawodników Wildcats, Ned Irish (właściciel NYK) krzyczał do Reda: „Nie możesz tak robić!”, na co Arnold z wielką satysfakcją oparł się na krześle i odpowiedział: „Przeczytaj reguły.” Kiedy Irish skończył zaznajamianie się z regułami draftu, pokręcił głowią i wykrzyknął:„Można tak robić!”

W czasie pierwszej połowy lat 1950, Celtom udało się osiągnąć umiarkowany sukces, głównie dzięki zawodnikowi, którego Auerbach nigdy nie chciał – Bobowi Cousy’emu. Kiedy w drafcie 1950 roku Boston wybierał w pierwszej rundzie, zamiast gwiazdy Holy Cross zdecydowali się na Chucka Share’a z Bowling Green. Red obawiał się tego, że fani będą za bardzo domagali się wystawiania lokalnej gwiazdy w pierwszym składzie. Cousy jednak trafił do drużyny po tym, jak Chicago Stags wycofali się z rozgrywek jeszcze przed ich rozpoczęciem, a Bostończycy wybrali go w dodatkowym mini-drafcie.

Celtowie awansowali do playoffów przez sześć sezonów z rzędu, jednak wciąż brakowało im ostatniego kawałka układanki, który pozwoliłby im zdobyć wszystko. Największą wadą drużyny była słaba obrona, która była głównym powodem do odważnej i ryzykownej wymiany. Wszystko zaczęło się przed draftem 1956. Celtowie oddali swoją gwiazdę Eda Macauley’a oraz prawa do Cliffa Hagana do St. Louis Hawks w zamian za … numer trzeci w drafcie. Jak wiemy, ten pick posłużył Redowi do wybrania Billa Russella z uniwersytetu San Francisco. W tym samym drafcie Auerbach wybrał dwóch kolejnych zawodników, którzy za kilka lat będą mogli pochwalić się wyśmienitymi wynikami. W drugiej rundzie, również z UFC, do drużyny trafił K.C. Jones, a następnie, z lokalnego Holy Cross, do zespołu dołączył Tom Heinsohn (o którym też będzie dodatkowy materiał, ale dopiero za jakiś czas). W końcu Arnold miał wymarzony przez siebie skład.

Jak doskonale wiemy, Celtowie zdobyli 9 mistrzostw w kolejnych 10 latach. W trakcie swojej przygody z Celtami, Auerbach zdążył przyzwyczaić wszystkich do tego, że potrafił doprowadzać do szewskiej pasji sędziów, przeciwników, komisarza ligi, fanów Celtów, a nawet swoich zawodników. W całej swojej trenerskiej karierze został finansowo ukarany przez ligę częściej, niż jakikolwiek inny zawodnik. Nie ma się co dziwić, skoro raz uderzył pięścią Bena Kernera, właściciela St. Louis Hawks, w trakcie dyskusji na temat wysokości jednego z koszy. Innym razem dostał reprymendę od właściciela Celtics, któremu z kolei poskarżyli się kibice mający dosyć słuchania przekleństw trenera na ławce. Vince Boryla, zawodnik NYK powiedział kiedyś o Auerbachu: „Nikt nie musi mnie specjalnie motywować do gry przeciwko Celtom. Wystarczy, że spojrzę na tego skurwiela.”

Latem 1965 Red ogłosił zakończenie kariery wraz z końcem sezonu, ale wcześniej chciał jeszcze raz dać możliwość wszystkim swoim „fanom” aby się na nim zemścili. Jak zapowiedział, tak zrobił i od pierwszego gwizdka biegał wokół linii, przeklinał, wyzywał, zdecydowanie za bardzo gestykulował i, co najważniejsze, dalej wygrywał. Jego ostatnim meczem na ławce Celtów było siódme finałowe spotkanie z Los Angeles Lakers. Wchodzimy do meczu 30 sekund przed jego końcem, kiedy wynik na tablicy przedstawiał 95-85 na korzyść Bostończyków. Do Reda powoli zaczynali podchodzić ludzie z zapalniczkami do odpalenia zwycięskiego cygara. Ekstaza na trybunach dodała trenerowi dodatkowej pewności. Zapalił cygaro i zaciągnął się z satysfakcją czekając na końcowy gwizdek. W między czasie, Lakersi po raz ostatni zebrali się w sobie i ruszyli w szaleńczy pościg. Na 4 sekundy przed końcem, Celtowie prowadzili już tylko 2 punktami. Wszyscy zebrani w hali, zawodnicy i kibice, a także fani oglądający spotkanie przed telewizorami nie mogli pozbyć się wrażenia, że Red za chwilę zje ze złości wciąż palące się cygaro. Cygaro, którym przez lata torturował wszystkich swoich przeciwników (mimo, że zawsze oficjalnie mówił, że pali cygara ponieważ kochał ich smak, wszyscy i tak wiedzieli, jaka była prawda [myślnikowa incepcja – po tym jak Auerbach zakończył karierę, NBA wycofało możliwość palenia czegokolwiek na ławce trenerskiej – niekoniecznie ze względów zdrowotnych. Podobno.]) Na szczęście dla wszystkich kibiców bostońskiej drużyny, Lakersi przegrali 93-95 i kolejne mistrzostwo powędrowało do Celtów. Red został zniesiony na rękach przez setkę fanów, którzy w euforii wbiegli na parkiet. W szatni, rozebrany jedynie do podkoszulka Auerbach został wrzucony pod prysznic – co było tradycją w drużynie. Do końca dnia zostało wypalone niejedno cygaro…

Auerbach, już na emeryturze, został poproszony o prowadzenie drużyny wschodu podczas meczu gwiazd w 1967 roku, ale już w pierwszej połowie został wyrzucony przez sędziów (co było jedynym przypadkiem usunięcie trenera podczas meczu gwiazd w historii). Siedem lat później, w zastępstwie chorego trenera Celtów Tommy’ego Heinsohna, zgodził się ponownie poprowadzić drużynę w jednym meczu. Podczas tego meczu wdał się w następującą wymianę zdań z sędzią Richim Powersem:

Red:” Richie, ten gwizdek był gorszy od kurzego gówna!”

Powers: „Przewinienie techniczne dla Auerbacha!”

Red: „A wiesz, że dalej masz królicze uszy?”

Powers: „Masz całkowitą rację [ drugi techiczny] Wynoś się stąd.”

Red: „Za co to? Przecież ani razu nie przeklnąłem!”

Powers: „A kurze gówno?”

Red: „To nie jest przekleństwo.”

Auerbach, w swoim pociągu do zwycięstw nie oszczędzał nikogo – przeciwników, własnych zawodników, pracowników klubu czy kibiców. Raz za jego sprawą zwolniono wieloletnego zegarowego Tony’ego Nota, którego wolna ręka przyczyniła się do straty punktów przez Celtów. Trener był tak rozwścieczony, że podbiegł do stolika sędziowskiego, uderzył go z całej siły w twarz i zwolnił przy pełnej hali kibiców (Nota odzyskał pracę szybko, bo już następnego dnia). Tego typu porywcze zachowanie był znienawidzone nawet przez jego własnych zawodników. Jim Loscutoff, były zawodnik Celtów, zapytany o podejście do swojego dawnego trenera odpowiedział: „Nie mogłem się doczekać momentu, aż przestanę grać w koszykówkę i będę mógł mu w końcu przypieprzyć.” To się jednak nigdy nie stało. Zamiast tego, Loscutoff zaczął wierzyć w swojego genialnego trenera. Ponieważ, gdyby nie porywczość Reda, wielu zawodników pokroju Loscutoffa mogłoby nigdy nie być częścią najbardziej utytułowanego klubu w historii NBA.

Po zakończeniu kariery trenerskiej, Red przyjął posadę GMa klubu. Siedział za masywnym biurkiem, na którym stały otwarte opakowania po chińszczyźnie, w ręku miał zawsze cygaro. Jego praca polegała na tym, żeby rozmawiać z innymi managerami klubów, którzy byli naiwni na tyle, że mieli nadzieję na wynegocjowanie lepszych warunków niż on proponował. Kiedyś, w momencie lekkiej zadumy, Red powiedział o sobie: „W sumie to wydaje mi się, że dobrze się spisałem – nawet jak na kolesia, który nigdy nie trafił do kosza.”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s