Skip to content

Bad Boys 2


Oto ostatni projekt „odzysku” (jeśli można to tak nazwać) zastosowany przez Larry’ego Browna. Znajduje się na przedmieściach Detroit – obszarze potrzebującym solidnej pomocy. I nie mówię tu o zapchanej sieci autostrad, które bez wątpienia są jednymi z najbardziej skomplikowanymi konstrukcjami na świecie. Chcesz, żeby wołali na Ciebie GENIUSZ, trenerze? Spróbuj uporządkować ten bałagan. Doprowadziłeś Clippers do playoffs, wszystko inne powinno przyjść łatwiej, niż politykom kłamstwa.

Brown zrobił to dla Denver, dla Indiany, dla Jersey, dla San Antonio, dla Filadelfii. Brał przegranych i, czasem tylko na krótki czas, zamieniał ich w zwycięzców. To jest po prostu to, co on robi. Niektórzy trenerzy to typowi front-runners, którzy nie pojawią się na scenie, dopóki wszystkie części układanki nie będą na miejscu. Brown jest inny. Prawdopodobnie pokochałby pracę Reda Klotz’a i pracę z Washington Generals – pewnie pokazałby tym Globetrotters’om gdzie raki zimują. Brown po prostu uwielbia uczyć. Dla niego koszykówka to nie atletyzm i wdzięk, ale przede wszystkim ciężka fizyczna praca i odpowiednie przygotowanie fizyczne.

Niestety mamy tu w Detroit mały problem. Tegoroczni Pistons nie są po prostu niedomytą grupą nieszczęśników, których Brown poprzednio trenował. Rok temu grali przecież w finale konferencji. Ich skład jest głęboki i wypełniony mieszanką złożoną z młodych talentów oraz wyróżniających się gwiazd. Pistons są tak naładowani, że mogli sobie pozwolić na wykorzystanie drugiego picku w drafcie ’03 na wybór 18-letniego Serba Darko Milicica, który najprawdopodobniej wcześniej będzie mógł legalnie pić alkohol, niż wyjdzie w wyjściowej piątce swojej drużyny. I to są ci Pistons, którzy nie muszą powstawać z prochów – muszą tylko postawić kolejny krok……. albo dwa.

Tak więc zawodnicy wrócili z powrotem do szkół, uczą się podstawowych rzeczy o koszykówce. Każdy kto spędził ostatnie 6 lat z Brownem w Philly zna jego slogan: „Play the right way”, który wkrótce zostanie wprowadzony w życie również w Detroit. Do diabła, przecież kilku obecnych graczy JUŻ ma go dosyć! Wszyscy bowiem zostali zaprogramowani. Podaj piłkę. Zagraj inside-out. Broń za wszelką cenę. Pomagaj. Zbieraj. Wszystkie rzeczy, których nie zobaczycie w TOP10. To jest koszykówka Larry’ego Browna, który nie akceptuje niczego innego. I to, jego zdaniem, wniesie Detroit na szczyt konferencji wschodniej – oraz daleko poza nią. „On jest procesorem” – mówi Rip Hamilton. „Każda nawet najmniejsza część gry to rzecz, której musisz oczekiwać i z której on jest znany.”

A ćwiczenia? Ćwiczenia polegają na prostej zasadzie: start. Stop. Start. Stop. Kiedy ktoś zapytał Iversona o różnicę w treningach prowadzonych przez Browna i obecnego trenera Sixers, Randy Ayers’a. Allen nie potrzebował wiele czasu na odpowiedź: gwizdek nie rozbrzmiewał już co 30 sekund. Oczywiście, AI niekoniecznie jest najlepszą osobą do opowiadania o Brownie, wiadomo przecież, że nie byli za bardzo przyjaciółmi i raczej nie zasiedli by razem do Playstation. Brown z pewnością dał upust swoim prawdziwym uczuciom, kiedy na pierwszej konferencji prasowej w Detroit określił ostatnie 6 lat pracy z Philly jako „piekło”.

No, ale starczy już historii. Cały czas mówimy o koszykówce Pistons, a jeszcze nie znaleźliśmy czasu, żeby wspomnieć o Benie Wallace’ie. Aż do tej pory…..

W tym roku niewątpliwie zobaczycie nowego Big Bena. Mimo, że nadal wygląda jak Artis Gilmore z tym swoim starym-jak-świat afro, to jednak kibice dalej chętnie wieszają na wieszakach koszulki „Fear the Fro”. Jego biceps jest nadal większy niż uda większości dorosłych mężczyzn. Dalej charakteryzuje go solidna etyka pracy. Zmiana w tym roku będzie taka, że Ben zacznie się udzielać w ofensywie. Naprawdę. Planuje nawet rzucać ponad 10 punktów co mecz. Rzucać z pół dystansu. Może nawet próbować haków, albo pivotów. Tayshaun Prince powiedział: „W tym roku pozwolimy Benowi oddawać kilka rzutów na mecz i zobaczymy jak zdobywa wiele punktów”.

Wallace może nawet od czasu do czasu się uśmiechnie. W Detroit nastał bowiem nowy czas. No bo kto się przejmuje tym, że Brown nie ma jeszcze mistrzostwa na swoim koncie? Nigdy bowiem nie miał tak wiele na starcie. Zawsze zaczynał pracę praktycznie od zera. Tym razem przeprowadza się do nowego, wielkiego domu. Skończy robić piwnicę. Doda patio*, może nawet jaccuzzi. Później urządzi wielką imprezę. Elden Campbell: „Widziałem już wielu trenerów, ale Brown jest inny. Dokładnie to jego styl jest inny, bo wymaga wiele od wszystkich, a nie tylko od pojedynczych jednostek, a to jest coś, co się szanuje.”

Ben Wallace był wściekły. Był tak wściekły, że nawet nie zwracał uwagi na to kto słuchał tego, co ma do powiedzenia. Rok temu w pierwszej rundzie playoffs Pistons przegrywali z Orlando już 1-3. W szatni przeciwników, T-Mac spekulował już na temat tego, jak jego drużynie powiedzie się w półfinałach konferencji. Pistons nie czuli się tym urażeni. Ben owszem. Wybuchnął w momencie, kiedy miał przed sobą wszystkie media. Trzeba jednak było znać Bena, żeby tak naprawdę zrozumieć, jak wielki to był moment. Jeśli Wallace miał jakieś obwieszczenia, albo jeśli wyzywał kogoś na pojedynek to musiały być big news.
„Jeśli już on coś mówi, to wiesz, że myślał nad tym przez jakiś czas. Trzymał wszystko w sobie, ale w końcu udało mu się to z siebie wyrzucić. Nam pozostaje tylko przyjąć to, co mówi bo, wiecie co? On ma racje.” – mówił Chauncey Billups.

I Wallace miał rację. Pistons podążyli jego tropem. Drużyna, która była szanowana z ciężkiej pracy i fizycznej gry pozwoliła McGrady’emu robić to co potrafi, a debiutantowi Drew Gooden’owi dominować pod koszem. Tylko tego Pistons potrzebowali. Wzięli się z powrotem do pracy i wygrali trzy mecze z rzędu przeciwko Magic, wysyłając Tracy’ego do jego rezydencji nad jeziorkiem zamiast do drugiej rundy playoffs. Później w półfinałach poradzili sobie gładko z Philly. Ciężka praca wróciła. To było to, czego Pistons najbardziej potrzebowali.

Pistons byli uznawani za najciężej pracującą drużynę w NBA za czasów Ricka Carlisle, typa upartego i surowego, typa który robił wszystko, żeby tylko nikt się nie dowiedział gdzie mieszka, jak i gdzie spędza wolny czas, czy nosi bokserki czy slipy. Kryli każdy swego, każdej nocy robili testy na obecność testosteronu. Obrońcy angażowali się w walkę wręcz na obwodzie, a Wallace miażdżył każdego głupca, któremu udało się dostać w strefę podkoszową. Teraz to się nie zmieniło. Mimo tego, że system Browna jest nieco bardziej skomplikowany (wprowadzenie strefy, większej ilości pomocy oraz pułapek), Pistons dalej co noc poddawani są testowi męskości. Jeśli uważasz, że w ostatnich latach Pistons grali brzydką koszykówkę, to poczekaj na ten sezon. Przykład? Proszę bardzo: co najmniej jedna drużyna nie przekroczy 70 punktów w meczu z Detroit. Słuchacie mnie Atlanta i Utah? „To jest logo tej drużyny. Oni pokażą, co to znaczy walka na całego” – mówił Campbell.

Do tej pory Pistons kojarzyli się głównie z rozróbami oraz tym, że jako jedna z niewielu drużyn w NBA naprawdę dokładnie odzwierciedlali zachowania swoich fanów. Detroit i jego rozciągające się okolice są jak pokryty piaskiem gulasz. Nawet w eleganckich okolicach Bloomfield Hills i Grosse Pointe, gdzie dzieciaki grają głównie w piłkę nożną i miejscowe licea mają Starbucks w bufetach, pełno jest tej charakterystycznej dla Rust Belt zadziorności, odwagi i wytrzymałości. Oczywiście gwiazdom nie spodobałoby się to, że ich fani nie są tak szaleni jak kibice Red Wings (na I-96 nie zobaczycie wielu flag Pistons wywieszonych z aut), a każde przypadkowe nawet uderzenie łokciem któregoś z zawodników Wings od razu wędruje na pierwsze strony gazet. Brown raczej nie osiągnie niczego wielkiego w Hockeytown od razu, ale może za to zagwarantować, że jego ekipa będzie dalej grała twardo jak bohaterowie grani przez Vin’a Diesel’a .

Jeśli wszsytko dobrze pójdzie, Pistons powinni również rzucać więcej punktów. Ich skład nie tylko zawiera największą kolekcję talentów do gry w ataku, ale Brown jest gotów używać ich wszystkich. Rok temu zdarzało się, że po pięknym zastawieniu pod koszem Ben czekał na podanie, a Billups i Hamilton uparcie nie grali do środka. Nie było w tym nic osobistego – na tym po prostu polegała ich gra. Carlise zabronił przecież tego typu zagrań. Co więcej, Brown zalecił Mike’owi Woodson’owi pracę z Wallacem , a dokładniej nad jego rzutem oraz pracą nóg w strefie podkoszowej. Nie chodzi tu o stworzenie Shaq’a 2, ale jego gra inside-outside wymaga ciągłego wykorzystywania gracza podkoszowego. Mierzący rzekomo 6-9 Wallace, który charakteryzuje się zaskakująco dobrym rzutem (przynajmniej na treningach), jest bardzo zadowolony z tej strategii: „ Kiedy pozwalasz grać wszystkim w koszykówkę, nie pozwalasz im zawiesić swoich umiejętności na wieszaku. To była zawsze moja największa bolączka, przez ostatnie sezony miałem nie zdobywać punktów. Wszystko polegało na tym, że w ataku odsuwałem się do kąta pozwalając kryjącemu mnie zawodnikowi usiąść na ławkę i odpocząć. A trzeba go zatrudnić w defensywie. Spowodować, żeby ciężko harował. Nie obchodzi mnie, czy zdobywam dużo punktów. Po prostu nie chcę, żeby kryjący mnie zawodnik nie odpoczywał w czasie naszych akcji ofensywnych.” – mówi Ben.

Jeśli Brown robi coś po swojemu, to każdy członek drużyny musi pracować w obronie tak samo ciężko – inaczej zapłaci za to słoną karę. Oznacza to obronę zarówno na obwodzie, jak i pod koszem, bieganie za piłką, przebijanie się na zasłonach. Rok temu Detroit polegali zbyt mocno na rzutach trzypunktowych, które są specjalnością Billupsa. Mogę się założyć, że w tym roku to się już nie powtórzy. Za czasów pracy w Philly, na Browna spadała wielka krytyka, że nie tylko bardzo ograniczał rzuty za trzy, ale również zabraniał tego robić zawodnikom, którzy byli od tego specjalistami. Być może dlatego wyrzucił drużyny Michael’a Curry, który z jednej strony był specjalistą od obrony, ale jego gra na przeciwnej stronie boiska ograniczała się tylko i wyłącznie do bezczynnego stania za łukiem i czekania na podanie. Teraz już wiemy, dlaczego nie chciał zatrudnić kolejnej maszynki od rzutów za trzy – Johna Barry’ego.
„Granie inside-outside ściąga ze mnie i Chaunsey’a wielką odpowiedzialność. Kiedy przeciwnik musi uważać też na środkowych, nie skupia się tak bardzo na obrońcach” – zauważył Rip Hamilton.

Wszsytko to brzmi doskonale w teorii, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę Hamiltona, który niedawno nie tylko podpisał największy w historii klubu kontrakt opiewający na $63 miliony, ale również zaczął oddawać znacznie mniej rzutów za trzy punkty. Teraz zajmuje się on głównie uciekaniem na zasłonach i oddawaniem rzutów z pół dystansu, co z pewnością uczyni z niego zawodnika formatu All-Star pod opieką Browna. I pomimo jego wielkiego kontraktu, wszystko wskazuje na to, że Rip będzie dalej prezentował się tak dobrze, jak do tej pory. Albo przynamniej najbliżej tego, jak się da. Wtedy Brown na pewno będzie zadowolony…

org. art.: Bad Boys 2 :: In it to Win it
tłumaczenie: Dawid Księżarczyk

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: