Niech te derby się nie kończą!

Piotr Niedźwiedzki i Hubert Wyszkowski popsuli koszykarską sobotę dla wrocławskich kibiców. W trzecim meczu Górnik Wałbrzych pokonał pewnie Śląsk Wrocław 100-91, a Czarni Słupsk wygrali na wyjeździe z WKK 99-73.

Miałem to szczęście w nieszczęściu, że w czasie imprezy urodzinowej syna udało mi się obejrzeć pierwszą połowę meczu WKK z Czarnymi oraz drugą połowę Górnika ze Śląskiem.

Czarni Słupsk zaczęli mecz na rzadko spotykanej skuteczności i po pierwszej kwarcie trafili 10 z 12 rzutów za trzy (cały mecz zakończyli z prawie 61% skutecznością), a zespół trenera Niedbalskiego po pierwszy w trakcie tej rywalizacji raził nieskutecznością. Łukasz Uberna zakończył mecz z 5 punktami (2/8 z gry), Bartosz Ciechociński z 12 (3/9 z gry), a Damian Pieloch z 14 (5/11 z gry). Na swoim poziomie zagrał tylko Michał Jędrzejewski, który trafił 7 z 11 rzutów (18 punktów) i rozdał 6 asyst. W drużynie gości gorącą ręką mogło się pochwalić czterech zawodników: Wojciech Jakubiak trafił 4/9 za trzy (18pkt), Łukasz Seweryn 4/5 (14 pkt), Hubert Wyszkowski 3/5 (21 pkt) a Patryk Pełka 4/6 (16 pkt). W sumie trafili oni o pięć trójek więcej, niż cała drużyna z Wrocławia. Dodatkowo, Czarni zdominowali deskę wygrywając ten element 40-20 (8-3 w zbiórkach ofensywnych) i mogli się pochwalić wyjątkowo zespołową grą – na 34 celne rzuty z gry aż 26 było asystowanych.

Czytaj dalej Niech te derby się nie kończą!

Podsumowanie sezonu zasadniczego Bucks

Niedługo minie 18 lat odkąd podjąłem świadomą decyzję o nieoglądaniu wszystkich drużyn w NBA, a śledzeniu tylko jednej ekipy: Milwaukee Bucks. Rok 2002 uważam za przełomowy w mojej przygodzie z koszykówką, bo nic mnie nie nauczyło radzenia sobie z porażkami, jak te wszystkie lata z przeciętnymi/fatalnymi Kozłami. Wszystko sprawdza się jednak do tego momentu – Bucks są najlepszą drużyną po sezonie zasadniczym i po raz pierwszy odkąd pamiętam, zaczynają playoffy z pozycji faworyta nie tylko w pierwszej rundzie, ale również mają duże szanse na awans do finałów. A mimo wszystko, z wrodzonej przekory, nadal uważam, że nie mogli wybrać gorszego czasu na wygrywanie.

Zanim zaczniemy, krótka podróż w czasie. W czerwcu 2012 roku pisałem o Bucks, jako najprzeciętniejszej drużynie w NBA:

Nie chcę siać za bardzo fatalizmu, czy narzekać na swój biedny, kibicowski los, ale cholera jasna, czy jest w tej chwili drużyna, która stałaby bardziej w miejscu niż Kozły? Jedne drużyny zaliczają wzloty i upadki i przynajmniej odnosi się wrażenie, że coś się tam dzieje. Przeczytałem na jednym z blogów o Kozłach taneczną analogię, że Kozły w tej chwili robią jeden krok do przodu, potem jeden do tyłu. Dwa do przodu i dwa do tyłu. I tak w kółko.

Fajnie jest być fanem najbardziej przeciętnej i jednej z najnudniejszych drużyn w NBA, bo kiedy w końcu coś się uda, będzie się jedną z niewielu osób, które szczerze będą mogły powiedzieć: „W KOŃCU, k***a!” Minusem jest niewątpliwie ciągła świadomość tego, że raczej niemożliwym jest ściągnięcie superstara oferując mu nawet maksymalny kontrakt. Boli wieczne przeświadczenie, że jak tylko klub przestanie być rentowny, to nie będzie ani jednego argumentu pozwalającego nie przenosić go do innego miasta. I po trzecie, bycie w sytuacji, w jakiej są teraz Bucks, jest trochę jak granie w Eurobiznes, posiadanie jednego hotelu, czternastu zastawionych nieruchomości i żadnej gotówki. Wiesz, że się odbijesz od dna pod warunkiem, że będziesz miał na tyle szczęścia i ktoś stanie akurat na tym jednym jedynym polu na planszy. Tym polem dla Bucks wydaje się być draft.

Czytaj dalej Podsumowanie sezonu zasadniczego Bucks

WKS i WKK wygrywają swoje pierwsze mecze.

To był dobry dzień dla wrocławskiej koszykówki. Swoje pierwsze mecze w playoffach wygrał zarówno Śląsk (94-72 z Górnikiem) jak i WKK (92-90 na wyjeździe z Czarnymi). I choć w perspektywie walki o awans do PLK były to dopiero nieśmiale postawione pierwsze kroki, to nauczony brakiem jakichkolwiek sukcesów dolnośląskich drużyn, nie mam zamiaru deprecjonować dzisiejszych wygranych.

Śląsk Wrocław – Górnik Wałbrzych 94-72

Wrocławianie zaczęli ten mecz bardzo podobnie do ostatniego spotkania z Sokołem Łańcut – dzisiaj też zaczęło się od wysoko wygranej pierwszej połowy 46-24 i mimo walki do ostatniego gwizdka, gościom ani na moment nie udało się zmniejszyć strat do chociażby 15 punktów.

Na całej linii zawiódł dzisiaj świeżo upieczony MVP sezonu zasadniczego Aleksander Dziewa, dla którego odebranie nagrody było najjaśniejszym punktem sobotniego popołudnia. Później zniknął w cieniu górującego nad nim przez cały Piotra Niedźwiedzkiego. 5 punktów i 5 zbiórek w 31 minut, do tego trafienie tylko 1/4 rzutów z gry oraz 1/4 z wolnych, spowodowało, że skandowane przez garstkę wrocławskich kibiców „MVP! MVP!” miało momentami wręcz szyderczy wydźwięk.

Czytaj dalej WKS i WKK wygrywają swoje pierwsze mecze.