Recap

Wygraliśmy z Wizards 110-103, Delly znokautował Beala, Kidd znowu pił przed meczem.

Bucks (21-17) @ Wizards (23-17)
110 – 103 

Kiedy po pierwszej kwarcie, w której Giannis rzucił 7 punktów, przegrywaliśmy 24-32, bałem się powtórki z wczorajszego meczu z Raptors. Bucks rzadko wygrywają w B2B, dodatkowo na wyjeździe. Na szczęście w tym zaciętym meczu, który momentami wyglądał jak G7 pierwszej rundy playoffów, to Bucks wyszli z niezwykle ważnym zwycięstwem 110-103. Mimo brzydkiej gry w ataku, czuć było fajną atmosferę przez kilka rzeczy:

  1. Mecz był mega na styku – 53-53 do przerwy, 82-85 po 3KW, w czwartej praktycznie cały czas gra punkt za punkt,
  2. Kidd grał swoją playoffową, 8-osobową kadrą, zajeżdżając Giannisa i Middletona,
  3. Delly zrobił się fizyczny i wyleciał z boiska z flagrant two za faul na Bealu. Więcej o tym za moment.

Nie wygralibyśmy tego, gdyby nie fantastyczny mecz Giannisa: 34 punkty (21 w drugiej połowie, w sumie 12/17 z gry), 12 zbiórek, 7 asyst, 2 przechwyty. Przez pierwszych sześć minut czwartej kwarty grał jako center, potem, jak na boisku pojawił się też Henson, miał trzy ISO z boku boiska z Morrisem, gdzie po post-upie kończył fajnym obrotem i fade-away’em. W ostatnich sekundach wyprowadził nas na 5 punktowe prowadzenie po pewnym rzucie z dalekiego półdystansu po zatrzymaniu. W całym meczu tylko 47% swoich punktów zdobył z pomalowanego, reszta to półdystans i nawet jedna trójka. Fajnie się ogląda spotkania, w których dominuje jak zawsze, ale nie wbija się na chama pod kosz.

Kidd przed meczem zrobił pierwszą od sześciu spotkań zmianę w pierwszej piątce – na ławkę powędrował Snell (10 pkt, 2/7 za 3, mega ważny blok na Bealu w ostatnich sekundach meczu), który w tym roku jest póki co cieniem samego siebie – 4/16 z gry w trzech pierwszych meczach. W jego miejsce trafił Brogdon (10 pkt, 9 zb, 0 asyst, 5/14 z gry), który też niczym szczególnym się nie wyróżnił. Dobrze, że na poziomie All-Star zagrali Middleton (20 pkt, 5 zb) i Bledsoe (21pkt, 4zb i 4as), który oprócz Giannisa był jedynym graczem, który nie bał się brać gry na siebie i kończyć akcji szybkimi wejściami.

Mimo wygranej, ciężko było dzisiaj patrzeć na nasz atak – nie chodzi już o to, że OffRtg było na poziomie 112,7. Bardziej o to, że kompletnie nie było ruchu. Najlepszym przykładem była akcja z czwartej kwarty, w której Bledsoe przez 10 sekund klepał piłkę na obwodzie i dopiero Brogdon zdecydował się ściąć pod kosz, dostał podanie i zakończył łatwym lay-upem.

Na 7:24 przed końcem czwartej kwarty Delly nieco za brutalnie próbował zatrzymać Beala. Przewinienie zostało zakwalifikowane jako flagrant two, Delly wyleciał z boiska z 5 asystami, a po meczu tłumaczył się, że nie chciał zrobić nikomu krzywdy – zobaczył, że Bradley go wyprzedził i poślizgnął się na parkiecie, a on chciał go po prostu złapać…Na powtórkach widać, jak już tuż po upadku Beala, Delly wyciąga ręcę w przepraszającym geście i Bradley nieco zaostrzył całe wydarzenie.

Najważniejsze, że mamy zwycięstwo. A to, że z Hensonem i Makerem na środku daleko nie zajdziemy, to temat na osobny post. Podobnie jak pozycja Kidda, którego najchętniej pozbyliby się kibice, ale pewnie do dymisji nie dojdzie – Kidd ma za szerokie plecy w zarządzie klubu i do końca sezonu pewnie nikt go nie ruszy.

PS.

Skoro mowa o zmianach kadrowych, to ze składem Bucks – po 31 meczach – pożegnał się już Liggins. DeAndre miał kilka meczów, w którym zabłysnął niezłą obroną i hustle, ale ofensywnie zazwyczaj był tym, którego przeciwnicy nie musieli kryć. O tym, że nie będzie dłużej grał w barwach Bucks, Liggins dowiedział się… w przerwie dzisiejszego meczu. Ponieważ nagle w składzie zostało nam tylko 14 graczy i i 5,1 milionów poniżej luxury tax, nieoficjalnie Kozły ściągną do siebie Xaviera Munforda z Wisconsin Herd, dla których zdobywa średnio 24 punkty, 5,4 asyst i 5 zbiórek na mecz.

Kolejny mecz z Indianą w nocy z poniedziałku na wtorek o 1:00.

Reklamy

jeden komentarz

Możliwość komentowania jest wyłączona.