Larry Sanders – dlaczego odszedłem z NBA.

[ciąg dalszy zaraz, bo pisałem odręcznie i muszę przepisać]

Siódma wygrana z rzędu u siebie.

bucksnuggets

Gdy wygrywasz 9 z ostatnich 10 meczów, to nawet granie w osłabieniu i trafianie z nieco ponad 40% skutecznością nie są w stanie odebrać ci zwycięstwa. 8 punktów z rzędu Hensona w ostatnich 7 minutach trzeciej kwarty i run 20-7 pozwolił nam wyjść na prowadzenie, którego nie oddaliśmy już do samego końca spotkania, wygrywając je ostatecznie 89-81.

Znowu kluczem do zwycięstwa była świetna obrona: w całym meczu Nuggets rzucali z 35% skutecznością, a w ostatnich 12 minutach ograniczyliśmy ich do nieco ponad 30% (5/16 z gry). Po raz kolejny widzieliśmy również popis zespołowej koszykówki – 6 zawodników zdobyło ponad 10 punktów, a aż pięciu zawodników oddało między 10 a 13 rzutów.

Z lekką kontuzją dalej walczy MCW, dlatego jeszcze nie zobaczyliśmy go na parkiecie. Plumlee, chociaż się ubrał w strój, całe spotkanie przesiedział na ławce. Z nowych nabytków, na boisko wybiegł jedynie Ennis, który w 18 minut zdążył popełnić trzy straty, rozdać dwie asysty i zdobyć cztery punkty.

Na słowa pochwały zasłużył Bayless, który oprócz 11 punktów nabił sobie 8 asyst i 7 zbiórek. Giannis zaprezentował rzutową formę z weekendu gwiazd: miał nawet taką samą skuteczność, jak ze wsadów – 3 celne na 13 prób. W sumie skończył mecz z 10 punktami i 9 zbiórkami. Liderem punktowym był Middleton, który skończył mecz z 15 punktami (4/10 z gry), do których dołożył po 4 zbiórki i asysty.

Po wygranej siódmego rzeczu z rzędu na własnym parkiecie, szykujemy się powoli na niedzielny pojedynek z Atlantą (C+, 21:30) i przedłużenie serii do ośmiu spotkań bez porażki w BC.

Carter-Williams za Knighta.

wacky

Jason Kidd ewidentnie ma plan na zbudowanie wyjściowej piątki, która rozkładając ręce będzie w stanie pokryć całe boisko. Wzdłuż.

Wczorajszy szalony wieczór nie pozostawił złudzeń, że Bucks nie są już tą samą miernie zarządzaną drużyną, co jeszcze parę lat temu. Wysłanie Knighta do Phoenix za Cartera-Williamsa, Milesa Plumlee i Tylera Ennisa to odważny ruch, który nieco upośledza naszą umiejętność zdobywania punktów jumperami, ale sprowadza rozgrywającego, u którego możemy liczyć na asysty.

williamsknightPierwszy rzut okiem na statystyki z basketball-reference nie pozostawia złudzeń – Carter-Williams będzie zupełnie innym rozgrywającym niż Knight. Brandon niszczy go pod względem skuteczności z dystansu (gdzie ze swoim 56 TS% był jednym z lepiej rzucających rozgrywających w lidze), ale MCW przenosi naszą grę tam, gdzie czujemy się najlepiej – pod kosz. MCW oddaje 50% swoich rzutów z okolic trumny, Knight jedynie 36%. Zmieni to pewnie drastycznie nasz spacing i pozwoli strzelcom z dystansu, jakim jak Middleton, Dudley czy Ersan, na swobodniejsze znalezienie miejsca na obwodzie.

Najwięksa różnica między tymi dwoma rozgrywającymi to asysty. Spodziewam się po cichu dwóch rzeczy: (1) USG% MCW spadnie z 27% z racji na to że będzie grał ze znacznie lepszymi zawodnikami w Bucks niż w Sixers, a po (2), spodziewam się wzrostu średniej asyst. MCW kreuje asystami prawie 25 puntów na mecz, przy zaledwie 17 Knighta. Do tego podejscie „najpierw podanie, potem rzut”, coraz rzadziej spotykane w NBA, jest wielkim atutem Williamsa, który mam nadzieje pozwoli wykorzystywać mismatche i zwiększy efektywność swingowania piłki z jednego skrzydła na drugie.

Nie możemy również zapomnieć o tym, co MCW wniesie w defensywie. DRPM Cartera jest drugie w lidze (tylko za Wallem), a Sixers byli o 7 punktów na 100 lepsi w defensywie, kiedy MCW był na parkiecie. Dodanie go do naszego i tak już mocno defensywnie nastawionego składu, dodatkowo wzmocni nas w tym elemencie przed playoffami.

Popatrz też na zaoszczędzoną kasę – Knight jako RFA już pewnie po tym sezonie będzie walczył o coś w pobliżu maksa, MCW ma jeszcze dwa lata w kontrakcie debiutanckim, za które dostanie w sumie niespełna 6 milionów. Jeśli tylko Sanders w końcu zdecyduje się odejść, teoretycznie będziemy w stanie zaoferować komuś maksa w te wakacje. I co więcej, z tak młodym i perspektywicznym składem, wcale nie są skazani na niepowodzenie w czasie tegorocznego szaleństwa na rynku wolnych agentów. Spodziewałbyś się tego?

Dobra, ale nie samym MCW żyjemy.

„Podający-nie-pakujący” z braci Plumlee na pewno będzie cichym i spokojnym centrem z ławki, po którym raczej ne spodziewam się farejwerków, raczej szybkiego biegania do kontry i solidnego bronienia pod koszem. Mimo jego ewidentnie słabych stron, jak obrona w postup, zbiórki (ktoś mu wytłumaczy, co to boxout?) czy zasysanie piłek pod koszem, myślę, że na kilka minut wytchnienia dla Sandersa Hensona, na pewno się przyda.

A Ennis w końcu będzie miał czas, żeby się pokazać, bo za zbyt wiele minut w Phoenix nie mógł liczyć. To kolejny rozgrywający w naszym składzie, który ma mentalność pass first, którą nadrabia brak szybkości i efektownej gry. Może w końcu dostanie szansę, żeby się wykazać z ławki, szczególnie że Kendall Marshall nie jest już Bucks.

Bucks dodatkowo planują zwolnienie Kenyona Martina, który w 11 meczach zdobywał dla nas średnio 1,8 punktów i zbierał 1,7 piłek.

Podsumowując, jestem bardzo zadowolony z tej wymiany. Wymianę można podsumować jednym zdaniem: oddaliśmy zawodnika, który po sezonie i tak raczej by od nas odszedł (albo zarządał maksa) w zamian za trzech zawodników z 2-4 latami debiutanckiego kontraktu. A do tego przed nami granie piątką z mega zasięgiem:

MCW – 6’7    Middleton – 6’10   Giannis – 7’4   Jabari – 6’11   Henson – 7’5”

i już się nie mogę doczekać przyszłego sezonu, żeby zobaczyć zgranego MCW i zdrowego Parkera w składzie. Do tego nasza pierwsza piątka będzie zarabiała około 20 milionów:

No i, co równie ważne, nie spieprzyliśmy składu poprzez bezsensowne ściąganie weterana, tylko dodatkowo obudowaliśmy się młodymi zawodnikami. Plus, byliśmy w stanie przejść przez trade deadline nie handlując ani jednym pickiem w drafcie.

Piękny i szalony wieczór. Łukasz, jak się czujesz?

O Bucks, whisky, dzikach i cygarach.

BucksPlayoffs

Kto jak kto, ale ty doskonale wiesz, o czym piszę.

To uczucie towarzyszy ci od lat i mimo, że co jakiś czas próbujesz się go pozbyć, wraca do ciebie częściej niż twój samotny i bezdzietny przyjaciel wraca do tej samej luksusowej dziwki każdego czwartkowego popołudnia. Najlepiej w przerwie między lunchem, a spotkaniem z klientem. Praca w korpo ssie.

A ty wracasz z pracy do domu po 21, cała rodzina śpi, nawet kot nie wychyla głowy z kuwety i możesz przysiąc, że jego oblepiona piachem łapa pokazuje ci faka, a oczy każą ci wypierd@l@ć. W kuchni przytula cię Bowmore Legend, i już po chwili ciemnozłoty trunek nastawia na ciebie uszu i z ciekawością wysłuchuje o twoim dniu. Idziesz do pustego salonu, nastawiasz płytę , włączasz boczne światło i odpalasz komputer.

Nagle, twój wielki świat złożony z miliarda drobnych problemów kurczy się do rozmiarów muszki, desperacko walczącej o przeżycie w szklance z 40% cieczą. „Twoje zdrowie” – mówisz głośno w myślach i kątem oka łapiesz spojrzenie eleganckiego przystojniaka w lustrze. Nie przejmujesz się świadomością pobudki o 5 i pracy do 21. Zapominasz o podatkach, zusach, koniecznością ogarnięcia i zorganizowania wszystkiego i wszystkich. Twój dzień świstaka chociaż na moment zaczyna się inną zmieniać. Cieszysz się z prostych rzeczy, chociaż przez ten krótki moment, kiedy twój 50ml przyjaciel dopinguje cię do rzeczy, które od 13 lat (z krókimi przerwami) dają ci poczucie ciszy i spokoju.

Znasz to, prawda?

Jeśli nie, to witaj w moim świecie.

1. Sportbusiness Journal podaje, że oglądalność meczów Bucks w TV w stosunku do poprzedniego sezonu wzrosła o 323%.  Pobiliśmy dwukrotnie nawet Cavs i powrót Jamesa (wzrost o 150%).

2. Larry Sanders ma jednak wielkie serce, jednak dalej go szczerze nietrawię. W o wiele bardziej pogodnym tonie informuje o jego obecnej sytuacji Maciek, i nie widzę potrzeby, żeby dublować jego pracę. Szczególnie, że nic nowego nie dodam.

3. Krążą plotki, że Knight jest w kręgu zainteresowań kilku klubów, nie tylko dlatego, że rozgrywa jeden z lepszych sezonów (przez przerwą na ASG miał 14 kolejnych meczów z +5 asystami), ale również z powodu swojego kontraktu. Jako RFA, jeśli zdecyduje się na zostanie w Bucks, po sezonie będziemy mogli chociaż pozornie dyktować warunki. A potem jednym bezlitosnym rzutem kart na stół powiedzieć: „NIE!” i puścić do w cholerę w przypadku przepłaconego kontraktu. A, odnośnie przepłacania zawodników – Dragić obiecał, że będzie moim gościem specjalnym jak już podpisze tego prawie maksa z Lakers albo Knicks. Yikes!

W Bucks póki co nikt nie myśli o pozbywaniu się zawodników – mowa raczej o kolejnych wzmocnieniach przez playoffami. Dlatego na tapecie pojawił się

4. Enes Kanter. Jazz nie dają mu minut i Enes jest smutny. A smutny Enes, który podobnie jak Knight, po sezonie będzie RFA, to Enes, którego chcesz przytulić za każdym razem jak miniesz go szybkim pivotem albo rzucisz mu game winnera półhakiem z 2 metra. Poza tym, jego wartość jest w tej chwili strasznie trudna do ustalenia. W perspektywie utraty Sandersa, zawodnik, który w meczach przeciwko nam rzucał średnio 19 punktów i zbierał 9 punktów, może być przydaty. Pytanie tylko, za ile i za kogo?

5. Przed nami moja ulubiona część sezonu. Trade-deadline to początek prawdziwej koszykówki, ostatecznej walki o jak najlepszą pozycję przed playoffami.

My zaczniemy już w piątek meczem z Denver i nie pozostaje nam nic innego jak trzymać kciuki za to, żeby Bucks utrzymali poziom i wytrzymali trudy sezonu.

Pozbawieni doświadczenia, przetrzepani przez kontuzje, z lekko szalonym dyrygenten z ławki. Aż się chce oglądać.

No i miałeś rację. 50ml to za mało jak na 500 znaków.

Déjà vu w Toronto [błyskawiczna zapowiedź]

Cofamy się w czasie do listopada, kiedy byliśmy na fali po wygraniu trzech meczów z rzędu, w tym trzydogrywkowego horroru z Nets. Jedziemy do Toronto po pewne zwycięstwo, a w zamian na 10 minut przed końcem meczu przegrywamy 59-106. „Kanadyjczycy rozjechali nas z taką brutalnością, że momentami miałem wrażenie, że gramy pod prysznicem, a zawodnicy Bucks celowo rzucają mydła na podłogę.”

I ta mydlana perspektywa mnie nieco przeraża. Znowu mamy serię trzech wyganych meczów i ponownie jesteśmy trzy mecze ponad .500. Ta sama sytuacja, ten sam przeciwnik, który jest w tej chwili drugim najgorętszym zespołem na wschodzie z sześcioma wygranym z rzędu.

Boję się powtórki z rozrywki, bo Raptors już niejednokrotnie w tym sezonie pokazali całkowitą dominację pod koszami, a w naszych szeregach dalej niepewni są Zaza i Ersan. W ostatnim spotkaniu z Raptors mieliśmy pełną moc pod koszami, a mimo to daliśmy sobie zebrać 20 piłek w ataku. Ciężko wierzyć w to, że O’Bryant III i Martin będą w stanie zatrzymać podkoszowe bestie Raptors.

Zapowiada się jednak ciekawy mecz. Ostatnie pieć meczów, to popisy ofensywne obu zespołów: od 24 stycznia Raptors mogą się pochwalić 50,5% skutecznością z gry, Bucks niewiele gorszą – 49,9%.