Bucks Recap

Giannis zrobił eurostep spod swojego kosza, a Ersan zersanił Pistons z ławki [recap]

291114pistons

Dzisiaj w nocy Bucks przypomnieli mi o czasach, kiedy nasza ławka rezerwowych była jedną z najlepszych w lidze i często wygrywała przegrane mecze. Mordercą Pistons był Ersan, który ersanił tak, jak nas do tego przyzwyczaił – up-and-under pod koszem, dobitki (3 zbiórki w ataku) i nawet parę otwartych trójek (sic!). I co z tego, że dziurę pod koszem (tylko 11 minut Sandersa – znowu przez faule, Zaza i Henson poza grą) wykorzystał brutalnie Drummond (26 punktów i 20 zbiórek), skoro i tak wygraliśmy deskę (44-39) i ostatecznie po raz drugi w tym sezonie łatwo wygraliśmy z Pistons, tym razem 104-88.

Wydarzeniem spotkania nie był dla mnie jednak najlepszy w tym sezonie mecz Ilyasovy (22 punkty i 9/14 z gry), ale świetny powrót do rozgrywania Marshalla, który kierował ofensywą tak, jak tego cały czas oczekuję od Knighta. Zawsze imponowali mi rozgrywający, którzy prowadzili atak swojego zespołu jednocześnie pozostając praktycznie niewidocznym i dzisiaj takim cichym dyrygentem był Kendall. Udało się nawet kilka razy wykorzystać brak doświadczenia Dinwiddiego i postawić Kendalla na iso, co zgodnie z oczekiwaniami skończyło się łatwymi punktami.

Nie można też przemilczeć kolejnego altruistycznego* występu Parkera, który do bardzo skromnych 8 punktów i 5 zbiórek dorzucił rekordowe w karierze 5 asyst. Zastanawia mnie tylko to, dlaczego ani razu w pierwszej kwarcie nie wykorzystał olbrzymiej przewagi szybkości nad Monroe. Mimo to, był to kolejny mecz Jabariego, w którym pokazuje, że indywidualne statystyki nie są dla niego tak ważne, jak wygrana drużyny.

Poza tym, widziałeś kiedyś żeby ktoś robił eurostep zaczynając na linii za trzy? Dla Giannisa to normalka!

*czytałem ostatnio artykuł o tym, jak szefowie firm na spotkaniach z udziałowcami bardzo często zamiast mówić o stratach, mówią o „negatywnym zysku”, a o koniecznych zwolnieniach grupowych jak o „restrukturyzacji firmy”. Kiepskie dyspozycje rzutowe będą teraz dla mnie „altruistycznym graniem” albo „skupieniem się na defensywie”.

Bucks mieli co prawda najłatwiejszy grafik w listopadzie, ale nie mogę pominąć tego, że był to nasz pierwszy dodatni miesiąc od czasów Skilesa. Poza tym, już wygraliśmy na wyjeździe tyle spotkań, ile w pierwszych 41 meczach poprzedniego sezonu, a 10 wygranych spotkań mieliśmy na koncie dopiero w lutym (przy imponujących 43 porażkach). Dlatego kibice Bucks muszą chodzić z głową w chmurach, bo jest się z czego cieszyć. Kozły nie powalają na kolana, ale zwracają na siebie uwagę całej koszykarskiej Polski i nie tylko przeze mnie są uważani za jedną z największych niespodzianek pierwszego miesiąca rozgrywek.

Przed nami pojedynem podwójnych back-to-backów, bo bez dnia przerwy przyjadą do nas przetrzepani kontuzjami Rockets. Podobno nie będzie Howarda, Beverley’a, Jonesa i nawet Canaana, który połamał się lekko w meczu z Clippers. Okazja, żeby ukraść wartościowe zwycięstwo z zachodem może się już nie powtórzyć.

Reklamy

2 komentarze

Możliwość komentowania jest wyłączona.