Dlaczego podając godzinę mówimy „o’clock”?

welcome_logoOsoby, które dopiero zaczynają się uczyć angielskiego są w bardzo dużym stopniu jak dzieci uczące się świata – ciekawe wszystkiego, co je otacza i zadające mnóstwo dociekliwych pytań. Pewnie dlatego zawsze uwielbiałem prowadzić zajęcia z grupami, które są dopiero na początku swojej przygody z językiem obcym.

Wczoraj zadano mi pytanie – dlaczego przy pełnych godzinach mówimy: o’clock?

Zastanawiałeś się kiedyś nad tym?

Zanim jednak odpowiemy na to pytanie, warto cofnąć się nieco w czasie i przyjrzeć pochodzeniu słowa „clock„. Wg słowników, słowo clock pojawiło się po raz pierwszy w łacinie w formie clocca i oznaczało dzwon. Odnosiło się to do dzwonów w kościołach, które w mniejszych miejscowościach były głównym źródłem podawania czasu mieszkańcom.

Skąd więc wzięła się dziwna forma o’clock? Znowu cofniemy się do czasów, kiedy ludzie powoli odchodzili od klepsydr i patrzenia na położenie słońca na niebie, a zaczęli spoglądać na zegary. Wynalezienie mechanicznego zegara datuje się na 12 wiek i wtedy też po raz pierwszy zaczęto używać zwrotu o’clock. Dokładnie forma ta była ona używana w zdaniu, np.: „It is 2 by the clock” żeby pokazać kontrast między podawaniem godziny z zegara (by the sun), klepsydry, świecy czy innego wodnego wynalazku.

Z biegiem czasu, wraz z popularyzacją zegarów, język uległ drobnej ewolucji i w rezultacie forma „2 by the clock” została skrócona do „2 o’clock”, podobnie jak w formie Jack O’Lantern (o czym postaram się napisać kolejnym razem). Dzisiaj, mimo tego, że tylko co miliardowa osoba patrzy na słońce, żeby sprawdzić godzinę, forma o’clock jest nadal na porządku dziennym.

BigBenAtDuskA skoro jesteśmy przy zegarach, drobne przypomnienie.

Pamiętaj, że „Big Ben”, nie jest oficjalną nazwą najpopularniejszego zegara w Londynie. Pierwotnie nazywał się po prostu Clock Tower, jednak od 2012 roku nosi nazwę Elizabeth Tower na cześć królowej Elżbiety, która dwa lata temu obchodziła 60-lecie wstąpienia na tron. Nazwa Big Ben określa jedynie wielki dzwon, który znajduje się wewnątrz wieży, jednak jest tak popularna, że mało kto pamięta o prawdziwej nazwie.

Bucks dalej przeciętni, ale mamy Giannisa i Parkera.

Minęły dwa lata od momentu, jak okrzyknąłem Bucks najprzeciętniejszą drużyną w NBA.

Po przejrzeniu najnowszych power rankingów dochodzę jednak do wniosku, że czas stanął w miejscu i nic się nie zmieniło. Owszem, Giannis to bestia, Parker musi się w końcu obudzić, a Zaza musi kiedyś skończyć karierę. Po pierwszych 14 meczach, Bucks mają idealnie przeciętny bilans 7-7. Perfekcyjnie się też balansujemy posiadając jedną z lepszych defensyw i jeden z gorszych ataków w lidze. A do tego, wspomniane już na samym początku power rankingi, nie pozostawiają złudzeń, kto dalej rządzi na samych środku ligowej przeciętności.

ESPN.com – Miejsce 16 – tu pada moje ulubione pytanie, które słyszę średnio raz na dzień: „czy możemy już mówić o tym, że Bucks są prawdziwym kandydatem do playoffów?”

Yahoo.com – Miejsce 15

SI.com – Miejsce 15 – sugeruje, żeby jak najszybciej wskoczyć na bandwagon Bucks, bo zostały już tylko miejsca stojące oraz ku mojemu zaskoczeniu, uznaje Bucks za największe pozytywne zaskoczenie w pierwszych czterech tygodniach sezonu.

NBA.com – Miejsce 17Jest to drugi sezon z rzędu, kiedy drużyna Jasona Kidda zajmuje 28 miejsce w lidze w procencie zbieranych piłek.

Te zbiórki to niezwykle ciekawa sprawa. W zeszłym roku zbieraliśmy jedynie 71,4% wszystkich piłek w obronie. W tym sezonie, póki co, podskoczyliśmy jedynie do 72%, co stawia nas o trzy punkty procentowe poniżej średniej ligi i aż około 8-9 punktów poniżej punktu, w którym możnaby mówić, że należymy do elity. Wzrost o 0,6% jest jak dla mnie zdecydowanym rozczarowaniem, biorąc pod uwagę fakt, że do zespołu dołączył Sanders i do pierwszej piątki wskoczył Giannis, który swoim zasięgiem powinien dodatkowo wspomóc naszą grę na deskach. A w weekend było tragicznie na deskach, które przegraliśmy sromotnie 66-110.

Czyli znowu okupujemy środek tabeli, ale tym razem, jakoś się bardziej z tego cieszę niż dwa lata temu.

Btw, w Milwaukee już zima. Spodziewaj się Giannisa biegającego w krótkich spodenkach na mecz.

milwaukee zima