Nie będzie czterech wygranych z rzędu. [recap]

301114rockets

Nawet mocno okrojeni kadrowo Houston okazali się być za mocną drużyną na Bucks, w barwach których na ciepłe słowa zasłużyli jedynie Giannis, Parker i odmłodzony Ersan. Wygrana zapewniłaby nam pierwsze miejsce w Central Division, jednak póki co musimy odłożyć przedwczesne świętowanie i skupić na potwornie trudnym grudniu.

Przed tym meczem potwornie bałem się tego, jak będziemy kryli na odwodzie i niestety moje obawy się sprawdziły. Rockets z łatwością rzucili aż 15 trójek przy 40% skuteczności (tylko Garcia, Johnson i Ariza mieli w sumie 4/19, reszta drużyny aż 11/19), a do tego kompletnie zdominowali deskę wygrywając zbiórki 44-32. Zniszczyli nas Motiejunas z Hardenem, którzy z chirurgiczną dokładnością wykorzystywali każde błędy w naszej obronie. Harden zaczął mieć lekkie problemy dopiero wtedy, jak zamiast Dudley’a krył go Giannis. Ale pamiętaj, LEKKIE problemy.

Najgorsza była akcja w trzeciej kwarcie, gdzie przy jednym posiadaniu piłki Motiejunas i Black dwukrotnie zebrali piłkę po niecielnych rzutach Hardena, w końcu James znowu dostał piłkę, trafił za trzy i do tego z faulem Mayo. Po trafionym osobistym Houston uciekli na 68-52 i było już praktycznie po wszystkim. Trzeba jednak oddać kozłom co rogate, bo walczyli do końca i zabrakło może góra dwóch kolejnych kwart, żeby zmienić wynik na naszą korzyść.

Jabari Parker

W poprzednich meczach oddał w sumie 39 wolnych trafiając jedynie 25 (64%), tak więc jego dzisiejsze agresywne wbijanie pod kosz i 13 na 14 z FT było dużym postępem. Co ciekawe, były to dopiero jego pierwsze wolne rzucane we własnej hali. Do tego był chyba najbardziej agresywnym Kozłem w tym spotkaniu, pobijając samego mistrza-agresywności-Giannisa, przez co oglądanie go było czystą przyjemnością. Plus, wyrównał swój rekord asyst (5) drugi mecz z rzędu.

Larry Sanders

Znowu ta sama historia – świetny początek spotkania, potem w trzeci faul w pierwszej połowie i ława, z której już nie wrócił z tą samą energią. A w czasie jak Larry odpoczywał, swój kolejny dzień konia miał Ersan. Znowu największy problem z obroną Sandersa jest moim zdaniem zbyt częste wyciąganie ręki żeby sfaulować zawodnika, który już go minął, albo starając się zatrzymać kogoś z pomocy. One-on-one w post-upie stoi twardo jak zawsze, gorzej, jak przeciwnicy zaczynają grać przodem do kosza.

Brandon Knight

W końcu wpasował się w moją teorię, że nie jest rozgrywającym i przestał rozgrywać. Ofensywnie również oddał skrzypce Parkerowi i Giannisowi, przez co zaliczył kompletnie niemrawe spotkanie.

OJ Mayo

Chyba nie służy mu gra w pierwszej piątce, bo wrócił do formy z poprzedniego sezonu kiedy był tłusty i na hamburgerowym głodzie ciskał cegłami do kosza. Jego ostatnie trzy mecze to 9/32 z gry (brzmi znajomo?), dzisiaj 2/10. Po pierwszej połowie schodził z parkietu trzymając się za rękę, potem wrócił do gry, jednak bez pozytywnych efektów. Czyli to nie była poważna kontuzja.

Giannis Antek

Też tak masz, że oglądasz jego grę i zastanawiasz się, jakim cudem on dopiero za tydzień skończy 20 lat? Już teraz widać, że Antek przeradza się nie tyle w cichego lidera tego zespołu, ale również w gwiazdę ligi, która lata po cichu poniżej radarów, żeby nagle, pewnego zimowego popołudnia zdecydować: „OK, k*wa, to ten moment. Od dziś jestem gwiazdą.” I to będzie dzień, w którym zapomnisz wszystko, co do tej pory wiedziałeś o koszykówce i zredefiniujesz ją od nowa. Nie da się go zatrzymać bez faulu, jak się rozpędza nad trumną albo jak się ustawia w post-upie i gra tyłem do kosza. Niech tylko popracuje nad rzutem i będzie nie-do-za-trzy-k*wa-mania! No i ten moment, jak złapał Hardena na ofensie, po czym mocnym i pewnym uderzeniem wybił mu piłkę w rąk. Harden spojrzał zza krzaków i lekko odepchnął Antka. Nagle pojawił się Sanders, złapał Hardena jak wielki brat i sprawa ucichła. Nic wielkiego, ale serce rośnie jak się widzi takie akcje.

Ersan

Nie lubię o nim pisać, bo zazwyczaj zmusza mnie do szukania samych negatywów. Od kilku meczów widzimy jednak kolejny szczyt Ersana, przynajmniej jeśli chodzi o dyspozycję rzutową. Oglądanie go bez rzucania knyszami w kierunku kosza nie jest może wielką atrakcją, ale świadomość, że ten lecący cholernie wysokim łukiem rzut dotknie chociaż obręczy jest strasznie uspokajająca.

Skończyliśmy listopad z bilansem 9-7, ale nie liczę na to, że grudzień również skończymy na plusie. Grudzień będzie masakryczny. W czwartek widzimy się w Cleveland.

Cztery wygrane z rzędu? [zapowiedź]

giannisxmas

Nie wiem co jest bardziej absurdalne: to, że jestem w stanie napisać trzeci krótki tekst o Bucks w ciągu jednego dnia, czy to, że w przypadku ewentualnej wygranej z Rockets będziemy mieli cztery wygrane z rzędu (czego nie udało nam się dokonać od 26 marca 2013 roku). Pisałem już dzisiaj, że gracze Houston przyjadą w bardzo okrojonym składzie, co nie zmienia faktu, że odwiedza nas zespół z drugą najlepszą obroną w NBA i imponującym bilansem 12-4. Na szybko dla przypomnienia: z Bucks nie zagrają dzisiaj: Howard, Beverley, Jones i Canaan. Taka szansa na wygraną z topową drużyną zachodu może się już nie powtórzyć.

Powoli też kończymy banalnie prosty grafik z listopada i wchodzimy w cholernie ciężki grudzień. Przed nami spotkania z kolejno z: Houston, Cleveland, Dallas, Miami, Dallas, OKC, Clippers, Phoenix, Portland, Sacto, Clippers, Charlotte, Atlanta, Atlanta, Charlotte i Cleveland. Jedno jest pewne – na koniec roku będziemy wiedzieli na co mniej więcej stać Bucks w tym sezonie. 3-13 to moje absolutne minimum, ale wyciągnięcie 6 wygranych będzie naprawde dużym osiągnięciem dla MKE. Każda dodatkowa wygrana będzie cholernie miłym zaskoczeniem. Dlatego tak ważne jest, żeby dzisiaj w nocy wykorzystać nie tylko okrojony skład Houston, ale i fakt, że dla nich będzie to również back-to-back i urwać niespodziewane zwycięstwo.

Gdy wiesz, że na centrze drużyny przeciwnej wyjdzie Tarik Black, trzymasz kciuki co sił za to, żeby Sanders nie spadł za faule przy śpiewaniu hymnu. Szczególnie, że u nas również pod koszem będzie kiepsko, bo nadal raczej wyjdziemy bez Hensona i Zazy. Dodatkowo, jeśli Bucks uda się ograniczyć Houston do 39% jak Clippers w ostatnim meczu, odpuścimy nieco krycie pod koszem na rzecz dobrej obrony na obwodzie, gdzie rzutem grożą Terry, Harden i Ariza, to nie powinno być tragicznie.

Trzymaj kciuki, zeby znowu udało się zrobić coś takiego:

Widzimy się o 3:00!

Giannis zrobił eurostep spod swojego kosza, a Ersan zersanił Pistons z ławki [recap]

291114pistons

Dzisiaj w nocy Bucks przypomnieli mi o czasach, kiedy nasza ławka rezerwowych była jedną z najlepszych w lidze i często wygrywała przegrane mecze. Mordercą Pistons był Ersan, który ersanił tak, jak nas do tego przyzwyczaił – up-and-under pod koszem, dobitki (3 zbiórki w ataku) i nawet parę otwartych trójek (sic!). I co z tego, że dziurę pod koszem (tylko 11 minut Sandersa – znowu przez faule, Zaza i Henson poza grą) wykorzystał brutalnie Drummond (26 punktów i 20 zbiórek), skoro i tak wygraliśmy deskę (44-39) i ostatecznie po raz drugi w tym sezonie łatwo wygraliśmy z Pistons, tym razem 104-88.

Wydarzeniem spotkania nie był dla mnie jednak najlepszy w tym sezonie mecz Ilyasovy (22 punkty i 9/14 z gry), ale świetny powrót do rozgrywania Marshalla, który kierował ofensywą tak, jak tego cały czas oczekuję od Knighta. Zawsze imponowali mi rozgrywający, którzy prowadzili atak swojego zespołu jednocześnie pozostając praktycznie niewidocznym i dzisiaj takim cichym dyrygentem był Kendall. Udało się nawet kilka razy wykorzystać brak doświadczenia Dinwiddiego i postawić Kendalla na iso, co zgodnie z oczekiwaniami skończyło się łatwymi punktami.

Nie można też przemilczeć kolejnego altruistycznego* występu Parkera, który do bardzo skromnych 8 punktów i 5 zbiórek dorzucił rekordowe w karierze 5 asyst. Zastanawia mnie tylko to, dlaczego ani razu w pierwszej kwarcie nie wykorzystał olbrzymiej przewagi szybkości nad Monroe. Mimo to, był to kolejny mecz Jabariego, w którym pokazuje, że indywidualne statystyki nie są dla niego tak ważne, jak wygrana drużyny.

Poza tym, widziałeś kiedyś żeby ktoś robił eurostep zaczynając na linii za trzy? Dla Giannisa to normalka!

*czytałem ostatnio artykuł o tym, jak szefowie firm na spotkaniach z udziałowcami bardzo często zamiast mówić o stratach, mówią o „negatywnym zysku”, a o koniecznych zwolnieniach grupowych jak o „restrukturyzacji firmy”. Kiepskie dyspozycje rzutowe będą teraz dla mnie „altruistycznym graniem” albo „skupieniem się na defensywie”.

Bucks mieli co prawda najłatwiejszy grafik w listopadzie, ale nie mogę pominąć tego, że był to nasz pierwszy dodatni miesiąc od czasów Skilesa. Poza tym, już wygraliśmy na wyjeździe tyle spotkań, ile w pierwszych 41 meczach poprzedniego sezonu, a 10 wygranych spotkań mieliśmy na koncie dopiero w lutym (przy imponujących 43 porażkach). Dlatego kibice Bucks muszą chodzić z głową w chmurach, bo jest się z czego cieszyć. Kozły nie powalają na kolana, ale zwracają na siebie uwagę całej koszykarskiej Polski i nie tylko przeze mnie są uważani za jedną z największych niespodzianek pierwszego miesiąca rozgrywek.

Przed nami pojedynem podwójnych back-to-backów, bo bez dnia przerwy przyjadą do nas przetrzepani kontuzjami Rockets. Podobno nie będzie Howarda, Beverley’a, Jonesa i nawet Canaana, który połamał się lekko w meczu z Clippers. Okazja, żeby ukraść wartościowe zwycięstwo z zachodem może się już nie powtórzyć.

3-na-4, czyli siedzimy w Milwaukee i dyskutujemy o Bucks

W zeszłym tygodniu zebrało się gremium maniaków, którzy przy dietetycznej coli, sojowych knyszach i wegetariańskich pizzach na cienkim, bezglutenowym cieście zdecydowało się rozwiązać palące problemy naszych miejscowych Kozłów. Spotkaliśmy się z Adamem, Kosmą i Michałem jak zawsze w Zaffirosie przy Farwell Avenue, miejscu, które darzymy wyjątkowym sentymentem. Omówiliśmy rolę Woddy’ego Allena jako pierwszej klasy pimpa, pomachaliśmy zakrwawioną miotłą jak w reklamie Amnesty International, a na moment nawet zająknęliśmy się, czy Krychowiak jest wart 30 baniek. A w przerwach gadaliśmy o koszu.

1. Ze wszystkich obrońców NBA, tylko Bryant, Ellis, DeRozan, Jackson i Curry oddali więcej rzutów od Knighta, ale większym ballhogiem od Brandona, który oddaje rzut średnio po prawie 5,5 kozłach i przeciętnie ma piłkę w rękach przez 5 sekund akcji, jest tylko i wyłącznie Reggie. Czy zaryzykowałbyś ograniczenie minut Knighta lub ewentualne przesunięcie go na SG mimo, że gra najlepszy sezon w karierze, ale jednocześnie wiedząc, że z nim na parkiecie jesteśmy -5,8, a bez niego +12,4?

Michał Kajzerek: Nie, nie ograniczałbym Brandon w ten sposób już na tym etapie sezonu. Bucks muszą wiedzieć w jakiej grają lidze – nie walczą o mistrzostwo, a Knight ciągle się próbuje rozwijać. Jason Kidd musi dać mu czas na poprawę egzekucji w pick-and-rollu. Jeżeli Knight okaże się oporny i nie będzie przyswajał nowej wiedzy, Bucks – tak jak Pistons, gdy zdecydowali się go oddać – będą musieli poszukać innego rozwiązania na jedynkę. Przesunięcie na SG jest ciekawym rozwiązaniem – nie oglądałem Kinghta tak długo, aby wymądrzać się na temat jego gry off-the-ball, ale Kidd może próbować grać nim jako off-guardem, czemu nie.

Adam Szczepański: Spojrzałbym na to nieco inaczej. Knight nie jest playmakerem i raczej nim się nie stanie, ale nie ma jeszcze 23 lat, rozgrywa bardzo dobry sezon, a zaraz będzie trzeba mu zapłacić. Dlatego warto dać mu teraz grać, trzymać piłkę, rozwijać się i popełniać błędy na jedynce, bo to może pomóc w przyszłości, kiedy już Bucks znajdą zawodnika, który obok niego będzie grał jako point guard. W tym momencie nie ma w składzie rozgrywającego, któremu można by oddać piłkę. A jeśli Knight nie spełnia oczekiwań drużyny i nie jest w planach, też warto zostawić jak jest, dalej podbijać jego wartość i wytransferować go przed trade deadline.

Kosma Zatorski: Nie. Brandon Knight gra swój najlepszy sezon w karierze, notuje blisko 10 asyst, ma najwyższy PER w drużynie… Zresztą czy rzeczywiście w tym wypadku powinniśmy bawić się w rygorystycznych statystyków powołujących się na liczbę kozłów? Czy Knight byłby lepszym graczem, gdyby oddawał rzut po czterech kozłach? Statystyki są super, ale czasami mam ich dosyć. Cieszmy się grą. Brandon gra kozacki sezon! Bucks nie tankują! To także olbrzymia jego zasługa. Martwi mnie inna rzecz. Po przyjściu Baylessa zaginął nasz ulubieniec Nate Wolters.

2. Czy już w tej chwili można mówić, że Bucks będą pewniakami do playoffów, jeśli tylko poprawią grę na deskach i skuteczność z gry, czy brakuje jeszcze czegoś więcej?

Michał Kajzerek: Ten zespół jeszcze kilka miesięcy temu wyglądał koszmarnie. Perspektywy Bucks zmieniły się dzięki zdecydowanie lepszej atmosferze wewnątrz ekipy i obraniu konkretnych priorytetów. Skupili się na obronie, a ta wymaga samodyscypliny, co z kolei wpływa na konieczność zbudowania dobrych kontaktów pomiędzy zespołem i trenerem. Kidd nadal sprawdza swoje opcje. Z czasem będzie potrzebował lepszego kreatora na jedynce, ale w tym zakresie wiele zrekompensować może Giannis, jeśli nabierze ogłady jako point-forward, już jest znakomity.

Adam Szczepański: Bucks są bardzo pozytywnym objawieniem w tym momencie, ale jeszcze ostrożnie podchodziłbym do ich szans na playoffy. Co prawda to słaby Wschodu, więc te szanse są spore, zwłaszcza jeśli do bardzo dobrej obrony dołożą skuteczniejszy atak, a liczę, że Giannis i Jabari z biegiem sezonu będą w tym coraz lepsi. Ale… do tej pory mieli bardzo korzystny kalendarz, według basketball-reference.com najsłabszy w całej lidze, pokonali póki co tylko dwie drużyny z dodatnim bilansem, dlatego o pewniakach na playoffy jeszcze bym nie mówił.

Kosma Zatorski: Bucks idą na majstra! A tak na serio, to na dziś (9-7) wszystko wygląda za dobrze. Hawks, Heat czy Cleveland na pewno ich wyprzedzą. U nich wszystko fajnie zagrało. Nagle stali się taką hipsterską ekipką wschodu przejmując ten tytuł od Raptors, którzy w pięknym stylu wkraczają do mainstreamu. Nie wiadomo, czy Bucks chcą playoffów juz teraz. Czy nie zaczną handlować Larrym Sandersem, Ilyasową czy Pachullią (ktoś go jeszcze zechce?) Obaj mają umowy na przyszły sezon za 8-11 milionów.
Koziołki w najlepszym wypadku będą biły się o ósmy spot z Brooklynem. Ponad 40 proc. za trzy w październiku to był klasyczny fluke, ale skuteczność Jabari Parkera czy Antka powinna iść w górę z każdym miesiącem. Deska? Skoro najlepszy jest Larry Sanders ze średnią siedmiu piłek w meczu… Nie mam pomysłu, jak ją poprawić.

3. Giannis grał do tej pory na wszystkich pozycjach, oprócz centra. Grając na czwórce ma przewagę szybkości. Grając na trójce niszczy wzrostem. Czy robienie masy, nastawianie się głównie na post-upy i rzucane praktycznie wyłącznie z pomalowanego to dobry pomysł w tym momencie jego kariery?

Michał Kajzerek: Giannis udowodnił wiele rzeczy w tym sezonie. Widać, że Bucks chcą, aby rozwijał się bez narzucania na niego całego zestawu obowiązków. Ten chłopak ma tak duży potencjał i tak wiele schowanych gdzieś jeszcze umiejętności, że odkrywanie ich po kolei może wyjść mu na dobre. Zadbanie o jego rozwój to jedno z największych wyzwań w historii tej organizacji. Boję się myśląc o ostatecznej wersji Antentokounmpo. To chłopak, który celuje w progi*, które niedawno przekroczył Kevin Durant.

(*dwukrotnie przeczytałem „rogi” 😉 – przyp. daveknot)

Adam Szczepański: Wydaje mi się, że w tym momencie Giannis powinien próbować wszystkiego, bo tak na dobrą sprawę nadal nie wiemy w czym on będzie najlepszy i na jakiej pozycji powinien grać. Post-up to coś nad czym też musi pracować, ale lepiej go nie ograniczać. Póki co jest coraz groźniejszy w penetracjach, a też powinien być w stanie z czasem dołożyć solidny rzut z dystansu. Jest zbyt wszechstronny żeby żyć tylko w paint, ale też czekam aż spróbują go na centrze i będzie rzucał haki jak Kareem. (https://www.facebook.com/video.php?v=10152422069577817)

Kosma Zatorski: Już wiemy, że Giannis nie będzie drugim Durantem. Stał się fizycznym dziwolągiem z łapami centra i może mieć trudności ze zrobieniem ze swojego jumpera znaku firmowego. Antek łapie piłkę, jak piłkarz ręczny. Próbowaliście kiedyś rzucać piłką ręczną do kosza? A propos pytania. Nie wydaje mi się, aby to była najlepsza z dróg. Maciek zauważył już jego zachowanie w post-up. Mi rzuca się w oczy częste matchupowanie wysokich, centrów w obronie. To, co mi szczególnie imponuje, to jego ‚playmaking’ abillites – przepraszam, ale po angielsku to znacznie fajniej brzmi. Podania w czasie penetracji, no-looki i tego typu rzeczy. Jego styl troszeczkę zaczyna mi przypominać Juliusa Ervinga i Magica, przy odpowiednim zachowaniu proporcji. W porównaniu z debituanckim sezonem wszystko u niego poszło w górę. I to dynamicznie. Szybko. Cieszę się, naprawdę się cieszę, z przyjścia Jasona Kidda!

4. Czy choke Parkera od początku sezonu powinien nas martwić, czy Twoim zdaniem nie ma się czym przejmować?

Michał Kajzerek: Nie ma się czym przejmować. Jestem super cierpliwy, jeśli chodzi o graczy, którzy mają coś do udowodnienia, dopóki nie mówią, że nie mają nic do udowodnienia, bo to wyprowadza mnie z równowagi. Pozdrowienia dla 21-letniego Mateusza „nie muszę niczego udowadniać” Ponitki.

Adam Szczepański: Nie martwiłbym się o niego, dopiero uczy się NBA i z biegiem sezonu powinien być w stanie ustabilizować swoją formę. Najważniejsze, że potwierdza swój potencjał. Poza tym, podoba mi się jego gra. Nie oglądałem go wcześniej, ale słysząc co chwilę porównania do Melo spodziewałem się strzelca forsującego swoje akcje, tymczasem on póki co bardzo dobrze wygląda jako team player.

Kosma Zatorski: Przejmować? Nie po to kibicuje się Bucks, żeby się przejmować! Przyszłość należy do Milwaukee. Jabari chce podawać rękę sędziom po wygranym meczu, wędruje po szpitalach i szkołach, odbębnia swoje obowiązki debiutanta. Gra na debiutanckiej skuteczności. Nie robi wielkich rzeczy. Oswaja się. Rzucam takie pytanie na koniec. Który gracz Duke doścignął w NBA swój akademicki hype?

Dzięki wielkie za spotkanie. Do zobaczenia na następnym zjeździe – może tym razem w Arizonie?

Giannis, o dziwo, też miewa gorsze dni.

251114pistons

Ostatnio pisałem o tym, że nasza słaba gra na deskach jest póki co jedną z największych bolączek Bucks i proszę – w kolejnym meczu po tym, jak Kidd przeczytał moje narzekania, wygrywamy zdecydowanie deskę (50-36), dominując nawet na atakowanej tablicy (19-8) i o dziwo nawet Ersan, który ewidentnie podbija swoją wartość przed wyprzedażami w czarny piątek, na spółę z Parkerem i Sandersem miał 9 zbiórek. WOW!

U Kozłów działało wszystko i to najbardziej mnie cieszy. Po dwóch tragicznych meczach, ten z Pistons traktowałem w kategoriach być-nie-być jeśli chodzi o walkę o playoffy (tak, tak, dobrze czytasz, Bucks jeszcze nie są poza playoffami, a mamy już prawie grudzień!) Jeśli nie będzemy wygrywali z zespołami, które w tym roku nie zasługują na wygrane, to nie mamy co myśleć o przedłużeniu sezonu na maj/czerwiec. Pistons nie powinni wygrywać, żeby nie zachęcać innych managerów do podejmowania fatalnych decyzji kadrowych.

Dobry mecz zespołowo przełożył się niestety na najgorszy mecz w karierze Giannisa, który w ataku przeżywał istne katusze. Trzeba być jednak gotowym na to, że takie mecze będą się zdarzały i jest to normalne, dlatego podziwiam Antka za to, że mimo fatalnego dnia rzutowo, dalej świetnie spisywał się w obronie. Jednak ten mecz był doskonałym przypomnieniem, że kiedy pod koszem jesteś permanetnie niszczony przez chociażby takiego Smitha, powinieneś parę razy poratować się rzutem z dystansu. Antek go nie ma, stąd 1/13 z gry po wymuszonych rzutach przez ręce.

Warto odnotować, że w pierwszej piątce po raz pierwszy od grudnia 2013 wyszedł Mayo, co od razu przełożyło się na to, że wyjściowy skład rzucił 65 z 98 punktów (gotowy na wyprzedaż Ersan rzucił prawie połowę wszystkich punktów z ławki).

Popatrz również, co w pierwszej kwarcie zrobił Sanders i jaki byłby z niego wymiatacz, gdyby nie pogrążał się głupimi faulami i utrzymywał boiskową erekcję przez co najmniej 30 minut. 10 punktów przy 6 rzutach i 5 zbiórek po pierwszych 12 minutach wyglądało imponująco, jednak niestety im bliżej końca meczu, tym więcej fauli (w sumie 5) oraz gorsza skuteczność (od drugiej kwarty 6/12 spod kosza). Jednak muszę go pochwalić, bo mam wrażenie, że zagrał pierwszy od zawieszenia mecz z dawką energii, która jest charakterystyczna głównie dla Giannisa. Czyżby ta sama niebieska pigułka?

No i na koniec perełka: 1 strata przy 8 asystach? Proszę cię, Brandon dzisiaj zamknął mi gębę. Augustin nie istniał, a Knight musiał się odszczekać swoim prześladowcom z pańskiego dworu. W pełni zapracował w moich oczach na zawodnika meczu, zabierając ten jakże zaszczytny tytuł Parkerowi, który przed meczem przeciwko Wigginsowi (dzisiaj w nocy!) miał 14 punktów przy 70% z gry. Po raz kolejny dodatkowo imponował grą bez piłki i back door cutami.

Dlaczego podając godzinę mówimy „o’clock”?

welcome_logoOsoby, które dopiero zaczynają się uczyć angielskiego są w bardzo dużym stopniu jak dzieci uczące się świata – ciekawe wszystkiego, co je otacza i zadające mnóstwo dociekliwych pytań. Pewnie dlatego zawsze uwielbiałem prowadzić zajęcia z grupami, które są dopiero na początku swojej przygody z językiem obcym.

Wczoraj zadano mi pytanie – dlaczego przy pełnych godzinach mówimy: o’clock?

Zastanawiałeś się kiedyś nad tym?

Zanim jednak odpowiemy na to pytanie, warto cofnąć się nieco w czasie i przyjrzeć pochodzeniu słowa „clock„. Wg słowników, słowo clock pojawiło się po raz pierwszy w łacinie w formie clocca i oznaczało dzwon. Odnosiło się to do dzwonów w kościołach, które w mniejszych miejscowościach były głównym źródłem podawania czasu mieszkańcom.

Skąd więc wzięła się dziwna forma o’clock? Znowu cofniemy się do czasów, kiedy ludzie powoli odchodzili od klepsydr i patrzenia na położenie słońca na niebie, a zaczęli spoglądać na zegary. Wynalezienie mechanicznego zegara datuje się na 12 wiek i wtedy też po raz pierwszy zaczęto używać zwrotu o’clock. Dokładnie forma ta była ona używana w zdaniu, np.: „It is 2 by the clock” żeby pokazać kontrast między podawaniem godziny z zegara (by the sun), klepsydry, świecy czy innego wodnego wynalazku.

Z biegiem czasu, wraz z popularyzacją zegarów, język uległ drobnej ewolucji i w rezultacie forma „2 by the clock” została skrócona do „2 o’clock”, podobnie jak w formie Jack O’Lantern (o czym postaram się napisać kolejnym razem). Dzisiaj, mimo tego, że tylko co miliardowa osoba patrzy na słońce, żeby sprawdzić godzinę, forma o’clock jest nadal na porządku dziennym.

BigBenAtDuskA skoro jesteśmy przy zegarach, drobne przypomnienie.

Pamiętaj, że „Big Ben”, nie jest oficjalną nazwą najpopularniejszego zegara w Londynie. Pierwotnie nazywał się po prostu Clock Tower, jednak od 2012 roku nosi nazwę Elizabeth Tower na cześć królowej Elżbiety, która dwa lata temu obchodziła 60-lecie wstąpienia na tron. Nazwa Big Ben określa jedynie wielki dzwon, który znajduje się wewnątrz wieży, jednak jest tak popularna, że mało kto pamięta o prawdziwej nazwie.

Bucks dalej przeciętni, ale mamy Giannisa i Parkera.

Minęły dwa lata od momentu, jak okrzyknąłem Bucks najprzeciętniejszą drużyną w NBA.

Po przejrzeniu najnowszych power rankingów dochodzę jednak do wniosku, że czas stanął w miejscu i nic się nie zmieniło. Owszem, Giannis to bestia, Parker musi się w końcu obudzić, a Zaza musi kiedyś skończyć karierę. Po pierwszych 14 meczach, Bucks mają idealnie przeciętny bilans 7-7. Perfekcyjnie się też balansujemy posiadając jedną z lepszych defensyw i jeden z gorszych ataków w lidze. A do tego, wspomniane już na samym początku power rankingi, nie pozostawiają złudzeń, kto dalej rządzi na samych środku ligowej przeciętności.

ESPN.com – Miejsce 16 – tu pada moje ulubione pytanie, które słyszę średnio raz na dzień: „czy możemy już mówić o tym, że Bucks są prawdziwym kandydatem do playoffów?”

Yahoo.com – Miejsce 15

SI.com – Miejsce 15 – sugeruje, żeby jak najszybciej wskoczyć na bandwagon Bucks, bo zostały już tylko miejsca stojące oraz ku mojemu zaskoczeniu, uznaje Bucks za największe pozytywne zaskoczenie w pierwszych czterech tygodniach sezonu.

NBA.com – Miejsce 17Jest to drugi sezon z rzędu, kiedy drużyna Jasona Kidda zajmuje 28 miejsce w lidze w procencie zbieranych piłek.

Te zbiórki to niezwykle ciekawa sprawa. W zeszłym roku zbieraliśmy jedynie 71,4% wszystkich piłek w obronie. W tym sezonie, póki co, podskoczyliśmy jedynie do 72%, co stawia nas o trzy punkty procentowe poniżej średniej ligi i aż około 8-9 punktów poniżej punktu, w którym możnaby mówić, że należymy do elity. Wzrost o 0,6% jest jak dla mnie zdecydowanym rozczarowaniem, biorąc pod uwagę fakt, że do zespołu dołączył Sanders i do pierwszej piątki wskoczył Giannis, który swoim zasięgiem powinien dodatkowo wspomóc naszą grę na deskach. A w weekend było tragicznie na deskach, które przegraliśmy sromotnie 66-110.

Czyli znowu okupujemy środek tabeli, ale tym razem, jakoś się bardziej z tego cieszę niż dwa lata temu.

Btw, w Milwaukee już zima. Spodziewaj się Giannisa biegającego w krótkich spodenkach na mecz.

milwaukee zima