Wymieniać Sandersa, nie wymieniać Sandersa?

Kosma chce oddać Sandersa za Splittera.

Maciek widzi wymianę z udziałem Sandersa i Pekovicia.

Ja biłem się z myślami oddania Sandersa za między innymi pick w pierwszej dziesiątce nadchodzącego draftu, z nadzieją, że będziemy mogli wyciągnąć Embiida.

Dużo mówi się o tym, że Larry z pięknej czarnej post-op królewny zamienił się w wielkiego czarnego cancera, który wyżera życie z i tak powoli zdychających w mękach Kozłów. Nie byłoby problemów z Larrym, gdyby nie jego fantastyczny poprzedni sezon, który narobił nam apetytu na drugiego najlepszego podkoszowego obrońcę po Howardzie. Jak pięknie by to nie brzmiało, fakty są zgoła inne. Po pierwsze – Sanders zagrał póki co jeden dobry sezon w swojej karierze. Dziwnym zbiegiem okoliczności akurat ten sezon w contract year, co czyni go póki co zawodnikiem pokroju Bobby’ego Simmonsa, czy Johna Salmonsa. Gdyby nie to, że mam w pamięci jego grę w poprzednim sezonie, nie miałbym nic przeciwko temu, żeby go oddać już teraz. Ale wtedy odzywa się we mnie głos, który przypomina, że Larry ma dopiero 25 lat i potencjał, który teoretycznie jest ciężki do odgadnięcia. Jest też drugi głos, który szepcze po cichu, że z psychiką Larry’ego nie jest dobrze…I walka z myślami trwa nadal.

Strasznie źle się czuję, pisząc te słowa, bo jeszcze rok temu Larry był moim ulubionym graczem Bucks, a nie lubię zmieniać swojej opinii na temat zawodników z sezonu na sezon. Fakty jednak przemawiają na niekorzyść naszego środkowego. Jego wartość nie będzie już niższa w tym sezonie, to raz. Dwa, nieustannie sprawia wrażenie zmęczonego samym faktem wyjścia na kosz. Brak w nim agresji, pasji i zaangażowania, które było tak charakterystyczne rok temu. W biznesie nie ma sentymentów, nie można rozliczać nikogo za dobre chęci i świetne wyniki w przeszłości. Dla dobra Bucks ktoś musi zadać sobie pytanie, czy Sanders jest w tej chwili wartościowym aktywem. Bo jeśli nie, to nie ma sensu trzymać go na siłę, tylko dlatego, że dopiero deklarował się być zbawcą i przyszłości Milwaukee. Gdyby to ode mnie zależało, zaprosiłbym go na rozmowę w cztery oczy, solidnie skopał dupę i kazał wziąć się do roboty, a potem spieprzał gdzie pieprz rośnie.

Najważniejsze pytanie, które sobie stawiam od kilku tygodni (dokładnie od powrotu Sandersa po kontuzji) jest to, czy Larry może się dobrze uzupełniać z Hensonem. Statystycznie Bucks są w tej chwili +8,8 punktów/100 posiadań, kiedy oboje są na parkiecie. Oboje są też najlepszymi podkoszowymi obrońcami wg zaawansowanych statystyk jak ASPM czy ezPM. Ciężko jednak ocenić ich wspólną grę w perspektywie najbliższych lat, bo Larry Drew nie daje im zbyt wiele czasu na grę razem. Z Sandersem na parkiecie trafimy średnio 101,8pkt/100poss, bez niego 106,3/100poss. Co ciekawe, wpływ Hensona na defensywę jest znacznie gorszy – z nim mamy 107,9/100poss, bez niego zaledwie 103,4/100poss.

Wniosek póki co nasuwa mi się jeden. Zostawmy Sandersa. Co najmniej do offseason, gdy będzie już wiadomo, kogo mamy w drafcie. Mimo, że Sanders moim zdaniem zdecydowanie nie dorósł do swojego kontraktu i swojej roli w zespole, nie można go jeszcze skreślać. Zamiast go wykopywać – należy do niego dotrzeć, a to już rola trenera. Podobno z każdym z debiutantów prowadzi codziennie, 30 minutowe rozmowy. Może warto by było dołączyć do tego grona również Sandersa, żeby po pierwsze przypomnieć mu o jego roli w zespole, a po drugie, nie dopuszczać do sytuacji, w których traci temperament i wybucha gniewem w szatni. Po trzecie, musi być ktoś w drużynie, kto będzie w stanie ostudzić jego charakter na parkiecie, żeby ograniczyć liczbę głupich fauli popełnianych na początku spotkania. Ehh, gdyby tylko Sanders miał boiskową mentalność charyzmę i energię Farrieda…

Tankujmy dalej, cieszmy się każdą porażką i trzymajmy kciuki za losowanie w drafcie. A potem zastanowimy się, która z poniższych opcji będzie stosowniejsza:

1. Wiggins/Parker w drafcie – przesuwamy Antka na SG i ściągamy doświadczonego PG z FA, żeby ogarnął początkowy chaos na parkiecie.

2. Exum w drafcie – możemy odetchnąć z ulgą i pozbyć się Knighta albo Ridnoura.

3. Embiid w drafcie – pozbywamy się Sandersa.

Dla mnie w tej chwili kompletnie nie do ruszenia szkieletem przyszłych Bucks są: Wolters, Giannis, Henson i Middleton. Reszta zależy od tego, ile będziemy mieli szczęścia w drafcie.

„Moim darem jest NBA. To, co teraz doświadczam, to coś niesamowitego.” Antek przemówił.

Na Brewhoop pojawiło się tłumaczenie ostatniego wpisu Giannisa z jego bloga. Ponieważ prowadzi bloga po grecku, ciężko jest na bieżąco przeglądać nowości. Bucks mają jednak fanów na całym świecie i dlatego możemy się cieszyć najpierw angielskim, a teraz również polskim tłumaczeniem. Miłej lektury.

Witam wszystkich,

Życzę wam wszystkiego najlepszego w nowym roku, dużo zdrowia i spełnienia marzeń. Jeśli tylko czegoś bardzo chcecie, możecie to osiągnąć. Jestem tego przykładem. Czy ktoś spodziewał się, że tu będę? Że będę w pierwszej piątce drużyny NBA? Wszyscy, no prawie wszyscy, myśleli, że w moim pierwszym sezonie w NBA będę chłopcem od podawania wody, ręczników czy lodu. Pogodziłem się z tym wiedząc, że taka jest kolej rzeczy, nie mniej jednak wiedziałem, że jak od września będę ciężko pracował, przyciągnie to tylko dobre rzeczy.

Zastanawiałem się: czy jestem w stanie coś wnieść do drużyny? 

Powoli zacząłem zdobywać szacunek w zespole i pewnego ranka trener Larry Drew poinformował mnie, że wyjdę w pierwszej piątce. Dziwnie się czułem. Pięknie. Inaczej. Szczerze mówiąc, nie jestem w stanie nazwać tego uczucia. Zacząłem się zastanawiać: „Czy jestem gotowy, żeby wyjść w pierwszej piątce? Czy zagram dobrze? Czy pomogę drużynie?” Przypomniałem sobie, że moje początki w Filathlitikos był bardzo podobne. Byłem w zespole nastolatków, a teraz muszę się nauczyć ciężko pracować w zespole pełnym mężczyzn. Muszę zdobyć wszystkich szacunek. Szacunek nie jest czymś, co jest nam dane odgórnie, ale musimy na niego zapracować ciężką pracą.

Bardzo pomaga mi to, że trener rozmawia ze mną każdego dnia. Widuje każdego debiutanta codziennie, na rozmowie w cztery oczy, przez około 10 minut. Pyta się nas, jak się czujemy w drużynie, co nam się nie podoba i co chcemy poprawić w naszej grze. Te spotkania są bardzo owocne, szczególnie że wiemy że mamy miejsce, gdzie możemy się otworzyć i szzerze porozmawiać.

To wspaniałe uczucie móc cieszyć się zaufaniem trenera Drew. Widzę w jego oczach jak bardzo mi ufa. Wszyscy w zespole mi ufają i chcą, żebym w każdym meczu był co raz lepszy. Sam czuję, że robię postępy, ale muszę być bardziej konsekwentny. Zdaję sobie sprawę z tego, że mój wkład w drużynę jest bardzo różny. Kiedy jestem na parkiecie, daję z siebie wszystko. Gram w defensywie dla siebie i mojej drużyny. Mam łatać dziury i nie zapominać o tym, żeby z determinacją podchodzić do każdej akcji w ataku Jestem zainteresowany ciągłym rozwojem i dorastaniem wraz z każdym meczem. Uczyć się na własnych błędach, ale też na pomyłkach innych. Czuję, że robię postępy, ale muszę dalej być bardziej konsekwentny.

W meczu z Nets miałem pierwsze double-double w karierze: 16 punktów i 10 zbiórek. Bardzo się z tego ucieszyłem i chciałbym, żeby to się częściej powtarzało. Oczywiście nie podoba mi się wcale to, że tylko przegrywamy. Jestem trochę samolubny i lubię wygrywać, ale mieliśmy wiele kontuzji, które wybiły nas z rytmu.

Moim darem jest NBA. To, co teraz doświadczam, to coś niesamowitego. 

Ostatnie dni były dla mnie dziwne. Chodzi mi konkretnie o Święta. Po raz pierwszy w życiu nie spędziłem ich z rodziną. Z dobrych informacji było to, że mój brat przyjechał do Milwaukee na kilka dni i chociaż na chwilę nie czułem się samotny. Odpoczęliśmy w domu, dobrze pojedliśmy, obejrzeliśmy kilka filmów, posłuchaliśmy muzyki i trochę powoziliśmy się samochodem (tak, mam już prawo jazdy). Chciałem wysłać prezenty moim młodszym braciom w Grecji, ale paczki by szły trzy tygodnie, dlatego zamiast ego przelałem im pieniądze, żeby sobie kupili na co mają ochotę.

Moim darem jest NBA. To, co teraz doświadczam, to coś niesamowitego. Nawet teraz, kiedy wychodzę na parkiet zastanawiam się, czy to sen. Jeszcze 7 miesięcy temu grałem w w ESKA i A2 [czyt.: nic nie liczące się ligi w Grecji], a teraz nagle jestem w NBA. Jeśli to nie jest dar, to jak to nazwać?

Sanders … mnie rozpieszcza.

Otrzymałem drogi prezent od Larry’ego Sandersa, który podarował mi buty od Gucciego. Powiedziałem mu, że nie musiał mi kupować takiego drogiego prezentu. Odpowiedział: „Jesteś moim debiutantem i muszę o ciebie zadbać”. Może daje mi prezenty po to, żebym rzucał mu więcej podań nad obręcz?

Wszyscy weterani w klubie bardzo dobrze przyjęli zarówno mnie, jak i innych debiutantów. Jesteśmy jak jedna rodzina i bardzo i się to podoba. Muszę przyznać, że moje szczęście jest podwójne, bo udało mi się znaleźć idealną drużynę w idealnym momencie, dzięki czemu od razu mam szansę na grę. Przy takiej ilości meczów i podroży, siedzenie na ławce byłoby torturą! Na treningach ćwiczy się podstawy, dlatego jak nie grasz w meczach, to nie masz wyzwań Ale, na szczęście, mam ten luksus, że dostaję wiele minut i mogę poprawiać swoją grę w czasie meczów. 

Mam spojrzenie Kobego Bryanta! Żartuję! 

Jednym z pięknych momentów był podróż do LA i mecz z Lakers. Niestety, Kobe ponownie nie zagrał z powodu kontuzji. Jak tylko wszedłem na parkiet, zaczął go szukać wzrokiem. Chciałem zobaczy z bliska jak wygląda, jak się porusza, jak jest wysoki. Mówimy przecież o jednym z najlepszych zawodników wszech czasów. W czasie jednego z timeoutów, zobaczyłem go na ławce. Miał to mordercze spojrzenie, mimo że siedział w eleganckim stroju. Ja też mam takie spojrzenie! Nie, tylko żartuję!

Nie miałem jeszcze okazji zobaczyć nikogo sławnego na trybunach, ale raz o mało nie doznałem poważnej kontuzji. Przed końcem meczu w walce o zbiórkę poleciałem mocno na plecy. Wszyscy się pytali, czy nic mi nie jest. Bardzo bolało, ale starałem się tego nie pokazać. Na ławce trener podszedł do mnie i zapytał, czy będę rzucał wolne. Odpowiedziałem: „Oczywiście, że ja. A kto inny?”

Lubię się szwendać jak gramy na wyjeździe.

Los Angeles bardzo mi się podobało. Miło było odpocząć od ostrej zimy w Milwaukee. Zatrzymaliśmy się w hotelu Marina Del Rey, poza L.A. Miałem na sobie tylko T-Shirt i jeździłem na wypożyczonym rowerze. Sanders miał pojeździć ze mną, ale był zajęty, w końcu miał czas, żeby się spotkać z rodziną. Ogólnie bardzo lubię wychodzić z hotelu i zwiedzać każde miasto, w jakim jesteśmy. Lubię po prostu chodzić, bez szczególnego celu w głowie. Wiem, że w każdej chwili mogę zawołać taksówkę i wrócić do hotelu. Kiedy jesteśmy na wyjeździe, po porannym treningu nie mamy nic innego do roboty i trzeba jakoś zająć sobie czas. Czasami w wolnym czasie spotykam się z Natem, z którym zazwyczaj siedzę też w samolocie.

Jestem pod wielki wrażeniem tego, jak wielkie zamieszanie wywołuje moje imię w Grecji. Nie spodziewałem się tego. Za pośrednictwem NBA Greece śledzę, co się o mnie pisze, czytam też komentarze na moim profilu na facebooku. Miło mi, ale z drugiej strony czuję się trochę niekomfortowo, bo nie jestem przyzwyczajony do ściągania na siebie tyle uwagi. Mam nadzieję, że moja obecność w NBA zmotywuje innych greckich koszykarzy, żeby tu przyjechali. Mam nadzieję, że następnym zawodnikiem będzie mój brat Thanasis, a potem młodsi bracia, Kostas i Aleksandros! Ale by była zabawa! Wierzę, że tacy zawodnicy jak też by sobie tutaj poradzili.

Nie mogę się doczekać Weekendu Gwiazd. 

Nie mogę się doczekać lutego żeby zagrać w Rookie Challenge. Będę pierwszym Grekiem, który weźmie udział w weekendzie gwiazd. Z tego co wiem, zagrał w tym meczu. Mam nadzieję, że wyjdę w pierwszej piątce i że Nate też tam będzie.

Zimno w Milwaukee jest już nie do zniesienia. Nigdzie nie można iść na piechotę, bo można zamarznąć. Tak dużo śniegu!

Jeszcze raz, życzę wszystkim szczęśliwego nowego roku!

Uważajcie na siebie i oglądajcie Bucks!

Giannis.

Statsy to potwierdzają. Giannis jest najlepszy w Bucks. Kropka.

To, że Bucks mają w tym roku wyjątkowo fatalną ofensywę nie muszę nikomu przypominać.

Nie trzeba też nikomu mówić o tym, jak ważnym elementem drużyny jest Antetokounmpo (który razem z Hensonem tworzy w tej chwili chyba jedyny możliwy do oglądania duet w Bucks).

Ponieważ dzisiaj z samego rana wzięło mnie na przeglądanie zaawansowanych statystyk (dzięki Przemek), doszedłem do wielu ciekawych wniosków. Zabawa z basketball-reference daje wiele radości, a jeśli to połączyć z nba.com/stats, synergy i ezPM, można doszukać się masy niewidocznych a pierwszy rzut oka informacji.

Bucks w tym sezonie (po 32 meczach i bilansie 7-25) rzucają nieco ponad 96 punktów na 100 posiadań (przy średniej ligi prawie 103/100 poss, na marginesie). Jedynym zawodnikiem, który w tej chwili przekracza średnią ligi jest Miroslav Raduljica z wynikiem 103,7. O jego zadziwiająco wysokim współczynniku PER36 pisałem już dzisiaj w czasie porannej sesji z basketball-reference:

https://twitter.com/daveknot/status/420075954682077184

Ciężko jednak brać za punkt odniesienia zawodnika, który prawie połowę z czasu, spędził na parkiecie (dokładnie 93 z 207 minut) kiedy drużyna przegrywała ponad 10 punktami. Stąd też bierze się problem. Jakiś czas temu (bodajże po meczu z Phoenix) pisałem na Twitterze, że momentami ofensywa Bucks przypomina mecze z trzeciej ligi wronba, gdzie jedna z drużyn ma problemy z rozbiciem strefy i wymusza rzuty z nieprzygotowanych pozycji, co z kolei prowadzi do fatalnej skuteczności. Na potwierdzenie tych słów możemy popatrzeć na shot chart, który udostępniam za pośrednictwem nba.com

bucksshotchart

Tym samym dochodzimy do sedna tego tekstu. Kiedy Giannis jest na parkiecie rzucamy 102,5 punktu / 100 poss, co jest drugim wynikiem w drużynie (po wspomnianym wcześniej Miroslavie). Póki co nie doszliśmy jeszcze do momentu, że spędza więcej czasu na parkiecie niż na ławce (odpowiednio 617 / 954 minut), ale wiemy już o nim tyle, że:

1. 1,45 ppp zdobywa po ścięciach pod kosz, gdy gramy halfcourt offence.
2. Jest cholernie przydatny w kontrach, po których zdobywa 1,19ppp.

Dwa powyższe punkty składają się na 57,8 TS%, które jest jedną z wyższych w drużynie (Mayo w najlepszym punkcie kariery miał 56 TS%, w tej chwili ma 51%.). Wiadomo, że Giannis dalej popełnia masę błędów (głuuupich błędów, średnio 17,5 strat na 100 posiadań), ale z racji na swój młody wiek i kompletny brak doświadczenia na najwyższym poziomie, ma do tego prawo.

NBA.com/stats podaje nam jeszcze jedną interesującą i moim zdaniem najważniejszą informację na temat Antka. Zczajcie to:

Bucks zdobywają 15% wszystkich swoich punktów z kontry, kiedy Antek jest na parkiecie. Kiedy siedzi na ławce, odsetek ten spada do 11%.

Tylko 16% ze wszystkich naszych rzutów oddajemy z półdystansu, kiedy Antek jest na parkiecie. Kiedy siedzi na ławce, rzucamy aż prawie 23% z tej odległości.

Stosunek oddawanych osobistych do rzutów z gry wynosi .202 (ostatnie miejsce w lidze) kiedy nie mamy Antka i wzrasta do .309, kiedy Grek wraca na parkiet (miejsce w TOP10 ligi).

On niedawno skończył 19 lat. Wcześniej grał w drugiej lidze greckiej. Niedawno jeszcze nie miał pojęcia, jak z bliska wyglądają pryszcze Griffina. Teraz, po nieco ponad 30 meczach, już jesteśmy w stanie powiedzieć, jak duży wpływ ma na ofensywę swojego zespołu. Strach pomyśleć, co będzie za dwa, trzy lata, kiedy jego talent zacznie eksplodować pełną parą (miejmy nadzieję). Słuchając ostatnio nbaTV dowiedziałem się, że Antek ma trzy niesamowicie ważne zalety: (1) jest doskonałym słuchaczem, (2) cholernie szybko się uczy i (3) jest o wiele bardziej dojrzały na parkiecie, niż można by to wywnioskować z jego twittów, czy zamieszczanych plików wideo.

Nam nie pozostaje nic innego jak dalej siedzieć w #AntekBandwagon, dokładnie śledzić każdy jego krok na parkiecie. Z innych statystyk zapamiętajcie, że póki co Antek ma:

1. 34,6 posiadań na mecz (w sumie 933 razy był do tej pory przy piłce), z czego 23,4 w ofensywie. Przekłada się to średnio na 0,21 punktu na każde posiadanie.

2. Wykonuje 26,3 podań na mecz, co dało w sumie 39 asyst. Każda jego asysta przyczynia się średnio do zdobywania 3,4 punktów.

3. Broniąc pod koszem ogranicza przeciwników do zaledwie 42 FG% (dla porównania Hibbert i Durant mają 40%)

4. 33% wszystkich jego zbiorek było pod presją (tylko 1,6 na mecz uncontested zbiórki na mecz i 3,2 contested)

5. 47% swoich punktów zdobywa po wjazdach pod kosz. W sumie po wejściach pod kosz zdobył 29 punktów (1,7 drives per game)

6. 61,5% punktów zdobył spod samego kosza, 25% po catch and shoot i 35% po pullupie. W sumie 51,5 eFG% (Garnett w tym sezonie ma tragiczne 26 eFG%, by the way).

Nie zapominajcie oglądać Bucks dla Antka. Albo chociaż obszerne skróty z tym, co robi na parkiecie. Warto.

Czy Bucks powinni handlować Mayo?

lat-sp-mayo-photo-20131230_grittyBiję się z myślami od dłuższego czasu – czy Mayo powinien zostać być ważnym elementem naszej przebudowy, czy można powoli zacząć myśleć nad tym, żeby go wymienić. Wczoraj przed snem szukałem argumentów za tym, żeby go zostawić w klubie (nie znalazłem i szybko zasnąłem). Dzisiaj obudziłem się o 4:32, prawie pół godziny przed ulubionym budzikiem i, o dziwo, trzeźwo popatrzyłem na sytuację z OJem. I wiecie do czego doszedłem? Że OJ jest kolejnym przypadkiem zawodnika, który trafia do Milwaukee i znacznie obniża swoje loty. Czy poniższe zestawienie coś Wam mówi:

2008 – Richard Jefferson
2009 – Michael Redd (przegapienie szansy na pozbycie się maksymalnego kontraktu, zanim stracił kolana),
2010 – Corey Maggette
2011 – Stephen Jackson (John Salmons?)
2012 – Monta Ellis
2013 – OJ Mayo

To lista zawodników, których Hammond zatrudnił zgodnie z uwielbianą przez Kohla zasadą „wygrać już dziś” (albo „awansować do playoffów z ósmego miejsca i dać sobie skopać dupę w pierwszej rundzie”). Monta w zeszłym roku otwarcie przyznawał, że nie grał na 100% w Bucks, czy możemy podejrzewać o podobne podejście zawodnika, który do sezonu 2015-16 będzie zarabiał po 8 milionów rocznie?

Powiedzenie, że Mayo póki co nie zachwyca skutecznością byłoby lekkim nadużyciem.

39% FG, 35% za trzy, 91% z wolnych, 51 TS%, 46 eFG%, 24 USG%

I moje ulubione: ORtg – 91, DRtg – 106 oraz NetRTG: -14,9

– 14,9!

Mayo miał NetRTG na poziomie -2 w zeszłym sezonie, który śmiało można określić jako jego najlepszy (TS na poziomie 56%). Skoro jego najlepszy sezon w karierze i tak był rozczarowujący, czym kierował się Hammond zatrudniając go na pozycję pierwszego SG w tym roku? W najlepszym wypadku, jego statystyki się nie pogorszą – ciężko zakładać i przewidywać, że pójdą w górę w kolejnych latach. To taka kolejna dziwna zależność, którą zaobserwowałem oglądając Bucks od lat. Niektórzy zawodnicy sprawiają wrażenie, jakby tracili swoje talenty, kiedy tylko przenoszą się do Wisconsin. Coś na zasadzie Kosmicznego Meczu i piłki, która zabrała wszystkie umiejętności graczom NBA. Tylko, że tutaj jest magiczny kombajn, który jeździ po polach w Milwaukee i kosi wszelką ambicję zawodników, którzy nie czują się tu jak w domu. Śmiało, popatrzcie jak wielu zawodników w wieku 25-30 podniosło swoje statystyki po przeprowadzce do Bucks. I dare you.

Nie mam nic przeciwko temu, żeby Mayo był naszą częścią tankowania w tym roku. Ale nasz cap space jest już i tak zapchany na przyszły sezon. Mamy zaklepane 2 miliony, nie licząc cholernie ważnych nowych kontraktów dla Hensona i Middletona, nie mówiąc o debiutantach. Ich kontakty kończą się dopiero po zakończeniu przyszłego sezonu, ale biorąc pod uwagę ich wartość, powinniśmy zrobić nieco miejsca na ich wymagania już teraz. Zakładam, że po sezonie pożegnamy się z Ersanem, Zazą, Delfino. Czy powinniśmy jeszcze dorzucić Mayo, żeby złapać oddech finansowo?

Realistycznie patrząc, oddanie Mayo za kogoś z wygasającym kontraktem albo za jakieś picki w drafcie może być potwornie ciężkie. Po pierwsze, OJ nie wyrobił sobie opinii zawodnika, którego warto mieć w drużynie. Po przybyciu do Bucks przybrał na wadze. Gdyby Hammond do mnie zadzwonił i chciał mi go sprzedać, popatrzyłbym na Mayo, na to jak gra, jak wygląda, ile ma lat, ile zarabia, ile wnosi do gry Bucks i powiedziałbym „Nie dziękuję.” Po drugie, jedynie drużyny aspirujące do walki o mistrzostwo mogłyby sobie pozwolić na to, żeby zatrudnić weterana na SG (dziwnie się piszę o 25-latku jako o weteranie, ale mam wrażenie, jakby Mayo minął już swój szczyt w karierze). Nie jestem zainteresowany oddawaniem go za wszelką ceną, tylko po to, żeby ściągnąć innego zawodnika, który też nie będzie nic wnosił i uwali nas też na kolejne lata.

Czy wygasające kontrakty Charliego V, albo Bena Gordona by pomogły? Obawiam się, że oglądanie któregokolwiek z nich w Bucks nie jest warte czekania dwóch lat do wygaśnięcia kontraktu Mayo. Dlatego moim zdaniem, mimo wszystkich wad, lepiej zacisnąć zęby i zostawić Mayo w drużynie. Po pierwsze, dwa lata to wcale nie taki długi kontrakt. Po drugie, 8 milionów jakoś nam specjalnie nie związuje rąk. Może regres kolejnego zawodnika po przyjściu do Bucks otworzy oczy Kohlowi, ile kasy Hammond zaprzepaścił za pseudo gwiazdy, które nie wnoszą nic dobrego do naszej gry i wyciągnie odpowiednie wnioski w przyszłości.

A teraz przeczytajcie, co o OJu mówiło się tuż przed jego przyjściem do NBA. Śmiało, klikaj.

Tak wyglądał najlepszy mecz Mayo w tym sezonie. Nacieszcie oczy, póki jeszcze OJ oficjalnie nie domaga się wymiany.

Kolejne szczegóły odnośnie przyszłości Bucks.

herb-kohl_grittyKolejny doskonały artykuł na temat przyszłości Bucks pojawił się na saveourbucks.com. Chętnych do czytania całości zapraszam do podanego linka (i śledzenia strony oczywiście), poniżej zamieszczę tylko najważniejsze informacje.

1. David Aldridge z NBA.com rozmawiał niedawno z Kohlem na temat budowy nowej hali w Milwaukee. Ponieważ Kohl rzadko decyduje się na wywiady z dziennikarzami, spotkanie z Aldridgem zostało odebrane trochę jak reklama produktu, który chce sprzedać (Bucks). Dla nas najważniejsze jest to, że po raz pierwszy procentowo określił, ile sam jest w stanie wyłożyć na budowę nowego obiektu i ile pieniędzy będzie potrzebnych, żeby Bucks w przyszłości nie uciekli z Milwaukee.

“If I could write a check all by myself, I would. First of all, I can’t. But it should be a community endeavor. I said I would make a generous contribution, and I will. But it should be a community project, and I think it will be. And it’s only just starting.”

2. Kohl już kilka razy dokładał prywatne pieniądze do Milwaukee. W 1995 wyłożył 25 milionów na Uniwersytet Wisconsin, w 1998 otworzył Kohl Center, które kosztowało go 75 milionów. We wspomnianym wyżej wywiadzie wspomina o tym, że na budowę nowej hali potrzebne będzie około 450milionów dolarów, z czego połowa będzie wpłacona przez prywatnych inwestorów, a druga ze środków publicznych. Łatwo zatem obliczyć, że w takiej sytuacji Kohl musiałby z własnej kieszeni wyciągnąć na raz 225 milionów. Problem w tym, że go na to nie stać. Jego majątek (bez Bucks) ocenia się na około 100-175 milionów dolarów, co powoduje, że nie ma żadnych szans na to, żeby samodzielnie sfinansował tak duże przedsięwzięcie.  Popatrzmy chociaż na Toma Bensona, właściciela Hornets, którego majątek wycenia się na 1,5 miliardów dolarów, a klub kupił sobie za 338 milionów. Idąc dalej, wg Forbesa, co najmniej połowa właścicieli klubów w NBA to miliarderzy. Kohl ze swoimi marnymi około 100-170 milionami wygląda nieco jak biedak.

3. Podobno w Milwaukee przeprowadzono ankietę, w której jedno z pytań brzmiało:

If it were necessary to keep the Milwaukee Bucks in town, and owner Herb Kohl contributed 50% of the cost, would you support a sales tax to build a new arena?

Jest to kolejne podejście do tego, aby wybadać grunt przed dołożeniem publicznych pieniędzy na klub. Szkoda, że nie da się tego zrobić jak we Wrocławiu, gdzie miasto szykuje się do sprzedaży klubu firmie, która nie będzie robiła żadnych problemów z praniem miejskich pieniędzy. Kohl wychodząc do dziennikarzy i szukając rozgłosu szuka takich osób jak Lloyda Pettita, który w 1985 dołożył około 75 milionów na budowę Bradley Center czy Jerome’a Frautschiego, który zainwestował ponad 200 milionów na postawienie Overture Cener for Arts w Medison. Kohl nigdzie nie powiedział, ile będzie chciał sam włożyć w budowę hali. Ale wiedząc, że prywatni inwestorzy mają włożyć około 225 milionów pozwala mniej więcej zacieśnić krąg poszukiwanych lokalnych bogaczy.

4. Kohl już zrezygnował z około 200-300 milionów zysków, jakie by miał sprzedając drużynę do Seattle. Oblicza się, że przez chęć zatrzymania Bucks w Milwaukee, obok nosa przejdzie mu nawet 400-500 milionów dolarów.

5. Znowu pojawia się kwestia zarządu i draftu 2014. Na większe ruchy trzeba będzie poczekać raczej na koniec tego sezonu. Niesamowicie ważne będzie to, jak rozegramy przyszły off-season. Jak tylko inwestorzy zobaczą szanse na rozwój klubu, nie będą mieli oporów przed wyłożeniem większej ilości pieniędzy na utrzymanie klubu w Milwaukee.

Knight ma dzień konia. Antek ma nową ksywę [video]

Bucks @ Lakers 94 – 79

anteklotnaplecy

Bardzo szybko, bo pogoda ładna i aż się prosi, żeby wziąć piłkę i iść z młodym na spacer na stadion.

1. Knight ustanowił nowy rekord kariery w punktach – 37.

2. Antek prawie stracił plecy po upadku na parkiet 15 sekund przed końcem meczu. Na szczęście nic się nie stało. Mamy jednak dla niego nową ksywę:

https://twitter.com/daveknot/status/418297172829167616

3. Krótkie streszczenie z tego, co udało mi się pisać na bieżąco w trakcie meczu:

https://twitter.com/daveknot/status/418258638630047744

https://twitter.com/daveknot/status/418250590083612672

https://twitter.com/daveknot/status/418248510463807489

https://twitter.com/daveknot/status/418245991633289216

https://twitter.com/daveknot/status/418244044524109824

https://twitter.com/daveknot/status/418239394315636736

3. Dla Bucks była to dopiero druga wygrana w sylwestra od 1969 roku. Pokonali wtedy San Diego Rockets 143-126, a 35 punktów rzucił Jabbar.  Dla Lakers z kolei była to dopiero 2 porażka w sylwka od przeprowadzki do LA.