oko Saurona skierowane na przedsmak finalow w Milwaukee

rzadko pisze zapowiedzi. jeszcze rzadziej robie to na telefonie w silowni (brb) przerwie między seriami. przed (brb) nami jednak mecz, ktory traktuje wyjatkowo. do milwaukee przyjezdza Durant i Thunder. Spotkaja sie zatem dwie druzyny, ktore juz niedlugo spotkaja sie w wielkim finale. (brb)

mowiac juz calkiem powaznie, jak ktos z was wstanie w nocy na ten fascynujacy pojedynek, pamietajcie o kilku rzeczach:

(brb)

1. KD ma najnizsza srednia zdobywanych punktow w karierze przeciwko bucks . W 8 meczach (brb) meczach z bucks rzuca średnio 23,3pkt,  w czasie gdy jego średnia w lidze wynosi teraz 28,3pkt.

2. (Brb) bucks są na pierwszym miejscu w lidze (razem z  SAS i Indiana) pod względem punktów rzucanych przez przeciwnikow. Tylko 6 zawodnikow rzuciło nam w tym sezonie więcej niż 30pkt.

3. (Brb) po raz pierwszy w tym sezonie na przeciwko siebie staną najlepsi blokujący . Ibaka ostatnio wyprzedził Sandersa i prowadzi o 0,2bl/mecz

4. To będzie też pojedynek dwóch najlepiej (Brb) blokujacych ekip w nba.  Thunder 7,5 bucks 7 bloków na mecz.

5. (Brb) bucks wygrali z Thunder 5 z ostatnich 8 meczów,  ale to przegrali jedyny mecz w zeszłym sezonie 89-109.

5. (Brb) niestety patrząc na zwycięstwo wolves z Thunder,  nie należy się spodziewać powtórnego złego występu OKC. można zatem założyć (Brb) porażkę bucks, ale po szybkim i efektownym widowisku.

Nic nie smakuje tak dobrze jak poranna kawa przy zwycięskim meczu z Lakers.

Lakers @ Bucks 103 – 113

Dwie rzeczy, które gdyby ktoś mi powiedział przed meczem z LAL to bym go wyśmiał:

1. Larry Sanders będzie naszą główną opcją w ataku i nie dość, że nie da się zdominować Dwightowi, to jeszcze skończy mecz z lepszym indywidualnym wynikiem.

Fakt, w kilku akcjach, szczególnie na początku meczu zanim zszedł za dwa szybkie faule, Dwight dominował pod koszem Bucks. Przestawiał Sandersa gdzie i ja tylko chciał, ale odkąd na ofensie złapał go Ilyasova, przestał być tym samym zawodnikiem. A raczej nie dostawał już tylu szans. Biorąc pod uwagę przewagę, jaką mieli pod koszem Lakers, głównie kiedy Ersan udawał, że broni Gasola (co kończyło się prawie za każdym razem podwajaniem), jestem nieco rozczarowany (zaskoczony?) tym, jak mało piłek dostawali wysocy pod kosz.  Sanders z kolei, przeciwko najlepszemu wysokiemu obrońcy w NBA zaliczył swój pierwszy mecz w karierze z ponad 20 punktami, nie marudził i nie kłócił się z sędziami, miał co najmniej tyle samo (albo i więcej) wsadów co Dwight i zaliczył swoje 9 double-double w ostatnich 10 meczach. Pasuje?

2. Nasza pierwsza piątka zdobędzie 84% naszych wszystkich punktów i poprowadzi nas do zwycięstwa zespołową grą.

Nie tylko tyle. Nasza pierwsza piątka miała w tym meczu 54% z gry i 43% za trzy. Jennings wrócił zza światów i po wczorajszej klęsce zagrał solidne spotkanie, kilkukrotnie objeżdżając Nasha w profesorski sposób. Bardzo mnie ciekawi, jak zareaguje na to, że Boylan znowu posadził go na ławce na ostatnie 6 minut meczu. Oficjalne tłumaczenie było takie, że zamierzał go wpuścić w każdej chwili, ale przebywający na parkiecie skład radził sobie doskonale w końcówce i nie chciał niczego zapeszać.

Drugi skład zawiódł całkowicie, nie tylko w statystykach. Kiedy rezerwowi pojawili się na parkiecie na przełomie pierwszej i drugiej kwarty, Lakers zaliczyli w sumie run 18-2 i wyszli na 13 punktową przewagę. Dopiero powrót pierwszej piątki zainicjował szybką serię 18-8 dla Bucks.

Było to kolejne spotkanie, po którym zastanawiam się, co przed czwartą kwartą wącha Ellis, bo znowu widzieliśmy w niej innego zawodnika. Teraz w ostatniej odsłonie zdobył 8 punktów (4/7), ale w ostatnich 5 spotkaniach trafia z 56% skutecznością z gry i 54% za trzy w ostatnich kwartach.

Szybka, radosna koszykówka napędzana przez Jenningsa pozwoliła nam też zdobyć aż 30 punktów z kontry, czego nie widziałem już dawno w wykonaniu Bucks. Ciekawe, czy podanie Ersana przez całe boisko trafi do jakiegoś TOP10, ewentualnie jeden z wielu fake’ów za plecami Jenningsa, który prowadził do łatwych punktów po wsadach Sandersa albo Danielsa.

Zawsze przyjemnie jest wygrać z Lakers, nawet kiedy wygrana nie zwiększa za bardzo naszych szans na poprawę sytuacji przed pierwszą rundą. Było to jednak kolejne spotkanie, które pokazało, że Kozły potrafią grać radosną, szybką i przede wszystkim skuteczną koszykówkę, tyle tylko, że za przeciwników potrzebują przestarzałych i zmęczonych po back-to-backów Lakers. Jakby na to zwycięstwo nie patrzeć, miło było widzieć Larry’ego, który w charakterystyczny dla siebie sposób zachęcał rękami do głośniejszego dopingu na 38 sekund przed końcem meczu, kiedy prowadziliśmy spokojnie 8 punktami. Przyjemnie się też oglądało Danielsa, który dwoił się i troił przy Bryancie, zmuszając go do nabijania punktów z osobistych a nie z gry. Fantastycznym uczuciem było oglądanie Sandersa momentami nie robiącego sobie wiele z obrony Howarda.

Oby tylko to zwycięstwo nie zaostrzyło nieco mojego apetytu przed piątkowym spotkaniem z Thunder…

Jennings 0 punktów, Sanders 0 bloków i anty-run 4-22 na zakończenie meczu z Sixers.

Bucks @ 76ers 92 – 100

Nie chciałbym pisać o kolejnym meczu, który przegraliśmy w czwartej kwarcie, ale nie mam za bardzo wyjścia. Bucks po prostu ewidentnie nie są zainteresowani awansowaniem o pozycję wyżej i koniecznie chcą zabrać się za wyeliminowanie Heat w pierwszej rundzie i sprawie największej sensacji sezonu. Podobny plan mają Celtowie, którzy (nie licząc dzisiejszej wygranej w ostatniej sekundzie) również podłożyli się w 5 ostatnich meczach licząc na to, że mający w miarę rozsądny grafik Kozły będą w stanie ich wyprzedzić.

Niestety, nie udało nam się przerwać pasma porażek, atmosfera w klubie jest fatalna i odnoszę wrażenie, że większość zawodników wolałaby, żeby ten sezon już się skończył (a tu przed nimi mecz z LAL)…

* Jennings był dzisiaj wyjątkowy. Wyjątkowy pod tym względem, że po raz pierwszy w swojej karierze NBA zakończył mecz bez zdobycia ani jednego punktu. 0/3 z gry, 18 minut na parkiecie i cała czwarta kwarta (która zadecydowała o naszej klęsce) przesiedziana na ławce z tępym wyrazem twarzy pomieszanym z olbrzymim, przepraszam za wyrażenie, ale język polski jest zbyt ubogi, żeby oddać pełnię jego spojrzenia, wkurwem.

11 minut przed końcem spotkania prowadziliśmy 83-76 i byliśmy na dobrej drodze, żeby po raz pierwszy od (chyba) 1977 roku wygrać wszystkie mecze w sezonie z 76ers. Niestety, nagle obudził się Dorrell Wright zdobywając 8 punktów z rzędu, potem my popełniliśmy 6 kretyńskich, niewymuszonych na wiele sposobów strat (14 w całym meczu), pozwalając graczom Sixers na imponujący run 22-4, który prawie ustalił wynik (98-87 dla Philly).

Sprowadzony JJ Redick, który JUŻ TERAZ miał pomóc w osiąganiu sukcesów chybił 10 z 12 rzutów (8pkt) i po tej porażce Bucks są już 8-9 od niedawnej wymiany z Orlando.

Niepokojąca rzecz dzieje się też z Sandersem, przynajmniej defensywnie. Najlepszy blokujący ligi 4 raz w tym sezonie zakończył mecz bez żadnego bloku, ale już 3 raz zdarzyło mu się to w marcu. Wcześniej bez żadnego bloku zakończył mecz z Bulls, który odbył się 26/11 ubiegłego roku!

Po czym poznać, że był to mecz dwóch, nie bójmy się słowa, kiepskich zespołów, po których nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać? Bucks zaczęli spotkanie od 20-27, które w drugiej kwarcie nagle urosło go wielkiej przewagi Philly 27-45. Kiedy już myślałem, że mecz się skończy jeszcze przed przerwą, Iliasova, Dunleavy i LRMAM zapoczątkowali run 17-2, potem doczekaliśmy się kolejnej serii Bucks 23-9, po której wyszliśmy na prowadzenie, aż na zakończenie, zobaczyłem wspomnianą wcześniej serię 4-22 ze strony Sixers.

Na szczęście Sixers też nie planują szaleńczego ataku na 8 miejsce, tak więc Kozły mogą spać spokojnie – szczególnie że przed nami Lakers i Thunder, czyli mecze, które przedłużą naszą serię porażek o kolejne dwa imponujące i pełne emocji spotkania na minusie.

Znowu miałem nieodparte wrażenie, że Boylan nie wie do końca co ma robić z drużyną. Momentami dziwnie rotuje składem, szkoda, że zamiast niedającego sobie rady Udoha nie zdecydował się na wpuszczenie Hensona. Znowu jednak można się starać odwrócić te minusy w plusy. Podświadomie czuję, naprawdę mocno, że za rok nie zobaczymy Jenningsa w Milwaukee i że na wygnanie zdecyduje się też Ellis. A to zacznie kolejną, żmudną, ale i konieczną przebudowę zespołu.

Czy powinniśmy się martwić technicznymi Sandersa?

Larry ostatnio zdecydował się na mało popularny ruch w NBA i robi naprawdę dużo, żeby w końcówce sezonu zasadniczego zepsuć to, na co ciężko pracował przez cały rok. W 10 dni zdążył dostać sześć technicznych, trzy razy został wyrzucony z boiska i dodatkowo liga ukarała go 95k grzywny. 10 marca wyleciał z meczu z Waszyngtonem, dwa dni później wdał się w dyskusję z sędziami w meczu z Miami, a 22 marca sędziowie kazali mu sprawdzić czy nie ma go w szatni w końcówce meczu z Indianą. Trzy wycieczki z dala od parkietu przed zakończeniem meczu stały się tematem numer jeden w Milwaukee i jest cholernie szkoda tego, że powoli też dziennikarze zaczynają co raz więcej mówić o jego problemach psychicznych, niż o fantastycznej grze w obronie i olbrzymim postępie, jaki Larry poczynił w tym sezonie.

Zaczyna mnie to martwić z kilku powodów:

1. Boylan ewidentnie nie radzi sobie Larrym, o czym świadczy to, że na pomeczowych konferencjach w kółko tłumaczy jego zachowanie.

„You start playing with fire, you’re going to get burned, and that’s what’s happening right now.”

Rozumiem to, że w końcówce sezonu Kozły były zdeterminowane żeby wskoczyć na co najmniej siódme miejsce na wschodzie  żeby uniknąć szybkiej eliminacji w pierwszej rundzie przez Heat, ale żaden doświadczony trener (albo ewentualnie kapitan drużyny) nie może dopuścić do sytuacji w której zawodnik z taką częstotliwością traktuje sędziów z większą pogardą niż ja mam w stosunku do duetu Ellis-Jennings. Patrząc na to, jak problemy psychiczne powoli rozwalają karierę Cousinsa, nie można biernie przyglądać się temu, jak podobna historia (być może) właśnie zaczyna się na naszych oczach.

2. Przeciwnicy już teraz wiedzą, jakie są ofensywne upośledzenia Larry’ego i wykorzystują to w każdym meczu. W kolejnych meczach zaczniemy oglądać sytuacje, w których wszyscy zaczynają wchodzić do jego głowy, prowokować go i czekać na jego wybuchową reakcję. Rasheed Wallace panie i panowie? Przypatrzcie się meczowi z Pacers. Larry nie trafia w ataku, z drugiej strony Indiana ustawia swoją akcję na izolacje z broniącym Sandersem, bo jest więcej niż pewne, że poirytowany zakończy akcję szybkim faulem.

3. Niebezpiecznie szybko zbliża się też do jedno meczowego zawieszenia przez ligę. Jeszcze trzy i przekroczy magiczną liczbę 16 dachów w sezonie (w tej chwili tylko Kobe ma o jeden więcej od Larry’ego – 14). Nie chodzi o kary finansowe jakie nasz center będzie dostawał, bo to nie mój problem, ale za nic nie chciałbym, żeby Sanders trafił na czarną listę sędziów. Nie ma co ukrywać – w duecie z kiepskim trenerem, byłoby to kolejną taktyczną przeszkodą w końcówkach wielu zaciętych spotkań, które jeszcze przed nami.

Mam nadzieję, że powyższe problemy niedługo przestaną nas nękać i będziemy mogli wrócić do zachwytów nad defensywnymi umiejętnościami Larry’ego, a nie nad jego nagłymi wybuchami agresji.

Mecz, który definitywnie skazał nas na Miami

Hawks @ Bucks 104 – 99

Wiedziałem, że mój twit na początku czwartej kwarty okaże się proroczy.

horror

W ostatnich pięciu minutach meczu, Bucks w istocie zafundowali niemałą huśtawkę nastrojów. Od euforii, kiedy Ellis zdobył 8 punktów z rzędu, trafił dwie trójki pod rząd, wyprowadził Kozły na +5 i wydawało się, że wygrał mecz. Potem było pudło Redicka za trzy z czystej pozycji – trzy punkty zostały zamienione na jeden celny osobisty Ersana. Następnie mieliśmy pasmo juniorskich pudeł z osobistych, bo ani Ellis, ani Ersan czy Larry nie byli w stanie trafić dwóch wolnych z rzędu. Nasze braki zostały bezlitośnie uwypuklone przez profesorsko  i konsekwentnie grających pod kosz Hawks.

Znowu zawiódł Jennings, który zaczął mecz od 1/9 z gry i był na dobrej drodze do powtórzenia swojego najgorszego spotkania w tym sezonie, które niedawno przydarzyło mu się w Indianapolis. Nie patrzcie na asysty i małą liczbę strat. Patrzcie na egzekucję layupów (2/7!) i na trójki (1/5!) które to mają być jego rzekomo najmocniejszą stroną. Dobrze, że końcówka sezonu podkreśla jedno – lider z niego żaden i opieranie przyszłości na niepewnym rzucie i kilku przechwytach w meczu jest niewarte jego finansowych zachcianek.

Chciałem też napisać parę dobrych swój o Ellisie, ale skończę chyba jedynie na jego czwartej kwarcie (minut ostatnia minuta), kiedy zdobył wspomniane wcześniej 8 punktów z rzędu i wyprowadził nas na prowadzenie. Szkoda, że nie widzimy takiego Ellisa częściej, bo w końcu byłby to zawodnik, któremu można oddać piłkę w ostatnich momentach meczu. Niestety, jemu piłkę podaliśmy, to zamiast zamienić akcję na punkty, dostarczył bezcenny rzutostrat (nie wiem jak inaczej nazwać coś, co nie jest ani podaniem ani rzutem, ni to airball ni wyrzucenie piłki w powietrze).

Dobrze, że po kontuzji wrócił już Ersan, który pokazał się ze znanej mi strony. 6 zbiórek w ataku, pewny rzut z półdystansu i dawanie się bezlitośnie objeżdżać w obronie przez każdego, który waży o 2kg więcej od niego i ma nieco ciemniejszy kolor skóry od jego tureckiej szarości pity (a skro już o skórze mowa, to matko!, co się stało z twarzą Korvera?). Przydaje się cholernie mocno, kiedy jest w stanie rozciągać obronę i stwarzać szansę na zbiórki w ataku. Wczoraj rozciągał efektownie, ale nieskutecznie.

Zawiodła obrona, brak dobrego trenera w końcówce meczu i wróciliśmy do stanu poniżej .500, jednocześnie przekreślając szanse na uniknięcie Miami w pierwszej rundzie.