Skip to content

Bucks wygrywają atakiem! Żartujecie sobie?

Hornets @ Bucks 113-117

Jeszcze do niedawna nie przypuszczałbym, że Bucks są w stanie wygrać mecz ofensywą. Dlatego styl, w jakim wygraliśmy z NOH 117-113 jest dla mnie wielką niespodzianką, szczególnie biorąc pod uwagę to, że na papierze, obie drużyny raczej wygrywają spotkania dzięki defensywie.

Ellis i Jennings zagrali praktycznie bliźniacze spotkanie (po 22 punkty i 9 asyst), jednak Monta zaczął spotkanie decydując się na złe rzuty i nadrabiając chybienia asystami do Dalemberta. Sam po raz kolejny czerpał korzyści z wysokich podań od swoich rozgrywających (przydała się rozmowa motywacyjna, w której powiedział im, żeby przestali dogrywać mu piłki kozłem w nogi, a rzucali je nad obręcz. Potrzeba było 5 meczów, żeby sobie zdali z tego sprawę) i udało mu się zakończyć kolejny już mecz z rzędu z rozsądnymi 15 punktami i 8 zbiórkami. Bardzo dobrze w pierwszej połowie wyglądał również Dunleavy (14 punktów do przerwy) i Jennings (po 11 punktów na połowę) i to w dużej mierze dzięki nim wyszliśmy na prowadzenie 60-58 po pierwszych dwóch kwartach (tak na marginesie, był to trzeci mecz z rzędu, w którym Bucks rzucili co najmniej 60 punktów do przerwy). Fatalnie w tym okresie wyglądała nasza defensywa, kompletnie nie radziliśmy sobie na pick’n’rollach (przez co Hornets trafiali z 66% skutecznością do przerwy, mieli 11 na 17 w pierwszej kwarcie i dopiero w czwartej kwarcie Bucks zatrzymali ich na 38% z gry). Nie ma co ukrywać, że nasze prowadzenie w pierwszej połowie zawdzięczamy głównie dużej przewadze na deskach (12-1 w zbiórkach ofensywnych) oraz mniejszej liczbie popełnionych strat (5-10).

Ellis obudził się po przerwie i w drugiej części gry zdobył 20 ze swoich 22 punktów, często świetnie wchodząc pod kosz i decydując się na kończenie akcji w inny sposób, niż rzutami za trzy (nie trafił żadnej z trzech prób). Parę razy miałem już wrażenie, że mecz skończy się przed czasem z powodu przewagi i kontroli Kozłów, jednak za każdym razem na parkiecie przypominał o sobie Anthony Davis. Debiutant o największych brwiach w historii NBA zdobył 10 ze swoich 28 punktów (rekord kariery) w ostatnich minutach spotkania. Najbardziej boleśnie odczuliśmy jego dwie trzypunktowe akcje pod rząd, które nagle zmniejszyły nasze prowadzenie 110-102 do 110-108 na 2 minuty przed końcem meczu. Tyłek uratował nam Ellis, dwoma rzutami, które doprowadziły mnie do palpitacji serca. Dobrze, że wpadły, bo bym narzekał na niego, że przegrał nam mecz kolejnymi głupimi decyzjami rzutowymi. W ostatnich sekundach w defensywie popisał się nie kto inny jak Sanders, który czysto zablokował Andersona na obręczy, dzięki czemu utrzymaliśmy tymczasową przewagę 114-110, której nie oddaliśmy do końca spotkania.

Kolejny mecz z rzędu, w którym popełniamy całkiem rozsądną liczbę strat. Dzisiejsze 11 sprokurowali głównie Udrih (4) oraz Dalembert (3). Cieszy niezmiernie to, że duet Jennings-Ellis stracili tylko 1 piłkę w cały meczu, niecodzienną statystyką jest też jedynie jedna strata Sandersa (oczywiście przy 5 faulach, ale to już standard. Dalembert powiedział mu ostatnio, żeby się nie przejmował faulami, bo jak ma blokować rzuty, to musi faulować. Prędzej czy później sędziowie się z nim zaprzyjaźnią i przestaną gwizdać każdy jeden kontakt z przeciwnikiem).

Strach pomyśleć, co by było, gdyby nie siedziały nam trójki (13/25) i gdybyśmy nie mieli olbrzymiej przewagi na atakowanej desce (16 – 8). Dalembert z Ersanem zebrali 4 razy w ataku, a trzy dodał Dunleavy. Na plus (ale mały) na pewno trzeba też zaliczyć występ Ilyasovy, który w końcu trafiał spod kosza (5/10 z gry) oraz zrobił swoje na deskach.

Zawiodła na całej linii defensywa. Nie można dopuszczać przeciwników do 52% skuteczności z gry, ani zostawiać tak wiele wolnego miejsca na trójkach (10/21). Do tego, jak już pisałem wcześniej, fatalnie pracowała obrona przeciw pick’n’rollom. Davis trafił 10 z 14 rzutów w drodze do rekordowych w karierze 28 punktów. Nawet Skiles po meczu powiedział, że obrona była embarrasing, przez co zwycięstwo w meczu przesądziła praktycznie jedna akcja w obronie Sandersa i para rzutów Ellisa, która szczęśliwie wpadła w końcówce spotkania.

Kategorie

Recap

One thought on “Bucks wygrywają atakiem! Żartujecie sobie? Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: