Bucks

Bucks napaleni na Hensona

Po kolejnym treningu przed draftem, wydaje się, że Bucks mają już swojego cichego faworyta. Problem jest tylko taki, że większość mock draftów (chociażby Draft Express, ESPN, czy CBS Sports) informują o tym, że upatrzony przez Kozły zawodnik zniknie z puli graczy przed naszym numerem 12. Mówię o Johnie Hensonie, który po wtorkowych zajęciach oczarował wszystkich.

Henson jest taką trochę niedożywioną wersją Sandersa, który podobnie jak Larry jest prawdziwą maszyną do bloków (wg statystyków zaliczał 2,9 bloków na mecz, z czego ponad połowę swoją słabszą, lewą ręką), do tego świetnie gra na deskach i prawie w ogóle nie fauluje (1,6 faulu na mecz). Nie ma co ukrywać, że jeśli brać pod uwagę tylko jego defensywny potencjał, to ma papiery na bycie podkoszową bestią (z niedowagą). Niestety, problemy z wagą mogą być tym samym problem jak w przypadku Udoha czy Sandersa – zawodnik z potencjałem na świetną defensywę niestety jest na swojej pozycji wypychany spod kosza jak Adaś Miauczyński ze sklepu w Dniu Świra.

Niestety, filigranowa waga to tylko jedna z lepszych wad tego podkoszowego gracza. Jeszcze gorzej prezentuje się jego gra ofensywna. Niby zaliczał średnio prawie 14ppg, ale na 51% true shooting i 51% z osobistych. Mimo, że jest prawo ręczny, większość akcji pod koszem kończy z lewej strony półhakami, albo z góry po udanych podaniach (atletyzmu i skoczności mu nie brakuje). Wszystko do zobaczenia na filmie poniżej.

Moim zdaniem, najważniejszymi zaletami Hensona jest jego dojrzałość (22 lata, jeden ze starszych zawodników którzy zawitali do Milwaukee) oraz fakt ukończenia uniwersytetu Północnej Karoliny. Można zatem założyć w ciemno, że jest typem zwycięzcy, który potrafi ciężko pracować na każdą minutę spędzona na parkiecie.

Niestety, nieważne jak bardzo Kozły pragnęłyby wzmocnić strefę podkoszową od przyszłego sezonu, Henson może być już dawno albo w Toronto (numer 8) albo w Detroit (numer 9). Osobiście nieco obawiam się kolejnego zawodnika gabarytów Sandersa, który przecież też miał nie tylko wzmocnić naszą defensywę z zeszłym roku, ale również brać czynny udział w zdobywaniu punktów spod kosza. Jak się skończyło, wszyscy doskonale wiemy.

Niedługo kolejne treningi i pewnie pojawią się następne nazwiska. Ostatecznie nie miałbym nic przeciwko temu, żeby do Milwaukee trafił Meyers Leonard, który przy dobrych wiatrach byłby takim drugim Tiago Splitterem.

Reklamy

jeden komentarz

Możliwość komentowania jest wyłączona.