Dwa mecze, po których znienawidziłem koszykówkę

Suns @ Knicks 129 – 121

Bucks @ Rockets 84 – 93

Jak tylko żonka dowiedziała się, że mecze zaczynają się o 19.00, jakoś posępniała. Przestała się odzywać, nie jadła i przegapiła chyba pierwszy w życiu odcinek „Jak dobrze wyglądać nago”. Żaden z tych symptomów nie mógł oznaczać niczego dobrego. Kiedy zadzwoniła do mnie z pracy i powiedziała, że nie będzie wracała bezpośrednio do domu ucieszyłem się, że nie rzuciła słuchawką. Kiedy faktycznie nie wróciła o planowanej godzinie, ucieszyłem się jeszcze bardziej.

[czytaj dalej]

 

 

Pacers bez szans ze świetnie broniącymi Bulls

Bulls @ Pacers 86 – 99

Mecz w Conseco Fieldhouse był jednostronnym popisem wyśmienitej defensywy Byków, które od początku spotkania wyszły na prowadzenie, którego nie oddały do końcowego gwizdka. Od pierwszych minut tempo napędzali Rose z Boozerem, a ich intensywność w ataku cały czas szła w parze z doskonałą, twardą zespołową obroną. Thibodeau w końcu wyegzekwował od swojej drużyny agresywność od pierwszych minut, co przełożyło się na przebieg spotkania. Z wielką przyjemnością oglądało się defensywę Bulls – cały czas stali twardo na nogach, nie dawali się nabierać na żadne fake’i, nie skakali bezsensownie w pierwsze tempo i praktycznie o nikim (może oprócz Korvera) nie mogę powiedzieć, że pozwalał na łatwe rzuty. Klasą samą dla siebie byli Deng i Gibson. Ten pierwszy niesamowicie nękał Grangera przez całe spotkanie (do tego 3 bloki), a Taj, który oficjalnie miał 2 bloki, w dwóch kolejnych sytuacjach nieco za bardzo chciał udaremnić rzut i popełniał lekkie faule. Do tego Byki, grające w moich ulubionych alternatywnych czarnych strojach, wyjątkowo dobrze szanowały piłkę: na 9 minut przed końcem trzeciej kwarty miały tylko 4 straty (7 w całym meczu). W ataku, oprócz wspomnianego Boozera i Rose’a, świetnie spisywał się Deng, który co i rusz grał give and go albo szybkie hand offy , które siały wielkie zniszczenie w defensywie Pacers.

[czytaj dalej]

 

Jennings wraca do zdrowia

W końcu jakaś konkretna informacja odnośnie lewej stopy Brandona. W czwartek Jennings w końcu oddał kilka rzutów na treningu i jeśli tylko nie będzie żadnych niespodziewanych problemów, powinien wrócić do gry za dwa tygodnie. Póki co czeka go intensywna rehabilitacja, po której będzie wiadomo, czy w ogóle wystąpi w konkursie wsadów. Sam zawodnik podkreśla, że weźmie w nim udział pod warunkiem, że w pełni sił wróci do gry na początku lutego. W przeciwnym wypadku, trzeba będzie szukać zastępstwa.

Love znowu (prawie) doskonały

Wizards @ Wolves 97 – 109

Miałem nadzieję, że z tym meczem będzie jak z nowo poznaną dziewczyną w barze, która co prawda ma krzywe zęby, zeza i tłuste włosy, ale po dłuższej chwili okazuje się, że ma ciało Halle Berry. Ale przez to, że Wizards nie wygrali jeszcze w tym sezonie na wyjeździe, a Wolves podchodzili do niego z serią pięciu porażek z rzędu nastawiałem się raczej na to, że gdyby ten mecz był kobietą, to miałby brzydką twarz, mówiłby basem, zamiast piersi miałby dwa ugryzienia komarów i do tego płaskostopie i grzybicę stóp. Innymi słowy, bałem się, że gdyby ten mecz był kobietą, byłby jak Kasia Cichopek.

[czytaj dalej]

Boykins niszczy Duncana

Matt Bonner znowu wygrał mecz z Bucks. W zeszłym sezonie trafił 7/10 trójek (w sumie 23 punkty), co Skiles skomentował następująco:

Nothing against Matt. We are Matt Bonner fans. But we know he is going to pump-fake and go right. And he pump-faked and went right over and over and over again. Just closing out, letting him go right, and he made us pay for it.

Dzisiaj miał 7/12 z gry i 17 punktów.

Wszystko przez Maćka i jego artykuł o Bonnerze w najnowszym MVP…

Karma wcale nie jest s**ą… LeBron jest.

Nie zrozumcie mnie źle, wcale tak nie uważam. Wręcz przeciwnie – jestem Jamesowi cholernie wdzięczny, że dzięki jego decyzji, Bucks nie są najrzadziej oglądaną drużyną w lidze i w stosunku 3-2 wygrywają pod względem liczby fanów w Polsce. Trochę jednak śmieszy mnie kolejne wspólne oblewanie się błotem między Jamesem a jego byłym klubem, który potrzebuje w tej chwili wszystkiego, tylko nie jego sarkazmu i cynizmu. Fakt, Cavaliers mocno zranili jego delikatne uczucia, kiedy Dilbert zapowiedział buńczucznie, że zdobędą mistrzostwo przed nim. Ale myślę, że zawodnik tego pokroju co James, powinien wiedzieć, kiedy przestać.

[czytaj dalej]

Delfino wróci za 10-14 dni

Carlos, który nie gra od początku listopada, wczoraj odbył pierwszy 45 minutowy trening i liczy na to, że przez kolejne dwa tygodnie będzie szybko wracał do formy. „Moim celem jest powrót do poprzedniej formy mniej więcej w okolicach weekendu gwiazd. Do tego czasu chciałbym grać jakoś na 80-90% moich możliwości.”

Delfino zakłada, oczywiście w wersji optymistycznej, że wróci do gry już za 10 dni, co jednak uzależnia od postępów jakie będzie robił na treningach. Argentyńczyk opuścił 27 ostatnich spotkań i na pewno nie będzie starał się wrócić na siłę: „Gdybym nie był pewny o stan swojego zdrowia, to bym nie grał. Chcę pomóc drużynie, ale nie kosztem własnego zdrowia.”

Wg Skilesa, Delfino pojedzie z drużyną na jutrzejszy mecz z New Jersey i być może weźmie udział w jakiś ćwiczeniach 1-na-1 albo 2-na-2.