Wielka analiza mistrzostw

Nie miałem szczęścia, żeby pojechać do Turcji na mistrzostwa, ale udało mi się za to oduzależnić od TVP Sport jeśli chodzi o oglądanie meczów  za sprawą FIBATV. Dzięki temu planuję kilka rzeczy: (1) wzbogacić swój materiał badawczy w pracy o kolejne kilkadziesiąt zanalizowanych meczów, (2) opracować ogólny wzór komentarza koszykarskiego mistrzostw, (3) jeśli będą gdzieś dostępne torrenty z meczami półfinałowymi i finałami (małym i dużym) z TVP Sport, zanalizuję tą samą metodą polski komentarz a następnie (4) porównam go z angielskim i (5) przygotuję finalne wnioski. Zabawa nie dość, że będzie genialna, to jeszcze być może zrobi się z tego kolejna publikacja.

W czasie komentarza można usłyszeć z góry ustalone frazy i zwroty, zajmowałem się nimi w magisterce, zajmuję się również nimi w doktoracie i wezmę je na tapetę także w czasie tych mistrzostw. Tymi charakterystycznymi elementami komentarza koszykarskiego są:

1. Modyfikatory (HM)
Najczęściej spotykany element komentarza – są to wszystkie dodatkowe informacje, jakie komentator podaje o jakimś zawodniku, opisując jego wygląd, zwracając się do niego po przezwisku, mówiąc na jakiej gra pozycji itd.

2. Odnośniki do bliskiej i dalekiej historii (RH / H)
Coś, co pojawia się głównie w trakcie przerw i innych czasów – ustalmy, że bliska historia zamyka się w wydarzeniach, które miały miejsce całkiem niedawno, natomiast odległa historia dotyczy się zawodników (czasów) z poprzedniej generacji.

3. Emocje komentatora (AE)
Element ten pozwala widzowi na stwierdzenie obiektywności i subiektywności komentatora, ponieważ język komentarza sportowego, szczególnie w transmisjach lokalnych, jest przesiąknięty subiektywnymi zwrotami, komentarzami i opiniami. Ciekawe, jak to będzie wyglądało przy komentarzu mistrzostw świata.

4. Ocena (EV)
Mimo, że równica między emocjami a oceną wydaje się być płynna, postaram się to odpowiedni rozdzielić. Nie zawsze przecież „głupie podanie” będzie odzwierciedlać nastawienie komentatora – często jest to po prostu jego subiektywna ocena co do danego zagrania.

5. Opis akcji (AD)
Serce każdej relacji, czy to telewizyjnej, radiowej czy zczubowej.

6. Strategia (ST)
Mimo, ze rzadko pojawia się w transmisji, nie wolno jej pominąć. Też chyba nie trzeba tłumaczyć na czym polega.

7. Podawanie wyniku i czasu (SC / TE)
Rzecz drobna, ale mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak często podawany jest czas i wynik meczu mimo, że cały czas mamy przed oczami grafikę z aktualnym wynikiem i czasem.

8. Statystyki (SS)
Wszystkie cyferki inne od czasu i wyniku. Ile kto ma punktów, zbiórek i asyst, podawane na bieżąco.

9. Przewidywanie przyszłości (FT)
Wszelkie próby zgadywania tego, co będzie dalej. Czy drużyna wyjdzie z grupy, na kogo trafi, co będzie, jak nie trafią tego rzutu itd. Typowe gdybanie.

Jeszcze taka jedna uwaga; ponieważ wszystkie mecze będę analizował „na żywo”, pomijam analizę gramatyczną (typu inwersje czy uproszczenia), bo po prostu nie będę miał na to czasu. Jestem jednak pewny, że efekt dokładnej analizy tak wielu spotkań będzie naprawdę warty mojej pracy (jeszcze jakby mi się udało porównać z komentarzem polskim to byłoby w ogóle pięknie).

Dziś zaczynam pracę już od meczu Litwinów, potem zahaczam o Chorwatów a na końcu ląduję w Argentyńskiej koszulce. Do dzieła!

LBJ is a bitch!

Refren łatwy – można szybko się nauczyć i sobie nucić pod nosem w drodze do pracy/na klopie

To póki co największy diss Lebrona jaki słyszałem, bolący tym bardziej, że śpiewa go koleś z wąsem, który zrobił by z niego sławnego aktora taniego porno już po pierwszych dwóch scenach rodem z Willy Wanka and the Chocolate Cum Factory (swoją drogą polecam film i pozdrawiam koleżanki z planu).

ENJOY!

Boykins domknie listę rogrywających Bucks?

Wszystko wskazuje na to, że mój ulubiony kieszonkowy koszykarz zagra w przyszłym roku w moich ulubionych zielonych strojach. Będzie to tym samym powrót do Milwaukee, który grał już u nas w sezonie 2006-07 i w tym czasie dwukrotnie zdobył 36 punktów (co do dziś jest jego rekordem kariery). Earl jest ciekawą opcją za minimum dla weteranów – mając w składzie Jennings, Douglasa-Robersta, Doolinga czy Salmonsa, ciężko prognozować mu zbyt wiele minut na parkiecie, ale na pewno jako trzecia opcja będzie czasem przydatny.

Ciekawe tylko, jakie będą kolejne ruchy Kozłów – po podpisaniu kontraktu przez Boykinsa, będziemy mieli w składzie 14 zawodników. Podobno najmniejsze szanse na granie w Milwaukee ma Tiny Gallon, czego osobiście żałuję (nie mniej patrząc na rotację pod koszem trudno byłoby mu wywalczyć solidną pozycję). Jak mówi jego agent, główną opcją Gallona jest teraz wyjazd do Europy, gdzie będzie chciał szlifować swoje umiejętności jak chociażby Elyasova.

I właśnie po raz kolejny złapałem się na tym, że siedzę z Wojakiem w ręku i patrzę na skład Bucks. I nie wiem, czy to te super-mocne 9% uderza mi do głowy, czy też udało mi się znaleźć kolejny powód, dla których będzie warto oglądać Kozły w przyszłym sezonie. Nie ulega wątpliwości, że numerem jeden pod względem atrakcyjności i efektowności będą Heat, którzy (mówię to bardzo niechętnie) chyba mają najciekawiej wyglądającą drużynę od czasów showtime’u Lakersów czy 70-12 Byków. Nie można jednak pominąć tego, że mamy w Milwaukee będziemy mogli oglądać twardą, brudno-grającą drużynę, która nie boi się sprzedać łokcia pod koszem, wbić się na chama pod kosz czy sprowokować kilka technicznych.

Tak na marginesie: czy kiedyś wyobrażaliście sobie Bosha w bójce na parkiecie? Na przykład z Shawnem Bradley’em? To byłoby jak oglądanie Pinokia, który na chudych, drewianych nóżkach ucieka przed czarnoskórą dziewczynką zapałkami, które co chwila plątałyby się jej w warkoczyki.

Ale wracając do twardości gry – Skiles jest w stanie po raz kolejny zaszczepić w Kozły twardą, bezwzględną obronę i nieustępliwość w ataku. Samym talentem czy indywidualnymi zdolnościami nie mamy za bardzo czego szukać w playoffach, natomiast grając zespołowo i zaszczepiając odpowiednią pewność siebie dla rezerwowych, skład Bucks może być na tyle głęboki, że zaskoczy nie raz. I wcale nie boję się powiedzieć tego, że Bucks, razem z Bostonem, mogą być najtwardziej grającą drużyną na wschodzie.

78 dni do pierwszego meczu Kozłów

Kalendarz na nowy sezon już jest gotowy, można więc podzielić się pierwszymi wrażeniami z tego, co zobaczyłem.

1. Pierwszy mecz zagramy jak zwykle na wyjeździe, tym razem w Nowym Orleanie 27 października. Potem mamy dzień przerwy, lecimy do Minnesoty, znowu 24 godziny spokoju, a w końcu w sobotę otwarcie sezonu w Bradley Center z Bobkami. Tak więc na papierze mamy stosunkowo łatwe mecze na dzień dobry i jest realna szansa, żeby wystartować z kopyta.

2. Kozły tylko w dwóch miesiącach będą grali więcej meczów u siebie niż na wyjeździe: w lutym (7 dom / 5 wyjazd) oraz w marcu (10 / 5). Również wczytując się w terminarz mam wrażenie, że najgorsze powinny być dla nas pierwsze tygodnie stycznia oraz cały grudzień, gdzie przyjdzie nam seryjnie grać na zachodzie (6 meczów) oraz to właśnie wtedy rozegramy 8 z 9 meczów z drużynami biorącymi udział w minionych playoffach.

3. Jest też szansa na mecze na Davce – 7 spotkań będzie puszczanych na międzynarodowych stacjach i co miłe, jedno/dwa z nich może uda się wygrać. Oto lista tych spotkań: Boston i Miami na wyjeździe oraz Golden State, Boston (znowu), Orlando, Denver  i Chicago u siebie.

4. To, co najbardziej boli to back-to-backi – zagramy ich najwięcej ze wszystkich drużyn w lidze oraz najwięcej od 16 lat (jednak tylko 11 z nich to b2b na wyjeździe). Żeby tego było mało, mamy tylko 22 dni jednodniowej przerwy od gry (najmniej w lidze), 19 dni dwudniowej przerwy (najwięcej w lidze) i 5 dni z +3 dniami przerwy (przedostatnie miejsce w lidze). Tak więc grafik takie trochę ekstremalny, z jednego bieguna na drugi.

5. Jeśli zaś chodzi o spotkania z drużynami ze wschodu, to spotkamy się z nimi dwa razy u siebie i dwa razy na wyjeździe. Wyjątkiem jest tylko Boston i Waszyngton (po 1 meczu u siebie), a także Charlotte i New Jersey (po 1 meczu na wyjeździe).

Się nie mogę doczekać!

Prokom poza ligą? WTF?

Właśnie podniosłem szczękę z podłogi, wytarłem ją nieco z kurzu i wsadziłem z powrotem na miejsce po przeczytaniu informacji w GW, że Gdynianie nie będą grali w tym roku w sezonie zasadniczym, a zamiast tego dołączą do rozgrywek VTB.

I tak sobie myślę, czy można było wyprowadzić jeszcze mocniejszego sierpowego lidze?

I czy liga może jeszcze jakoś dodatkowo strzelić sobie w kolano?

Pomijając wszelkie aspekty finansowe i dodatkowe korzyści sportowe, jakie osiągnie Prokom w lidze VTB, zaczynam się zastanawiać, jaki jest sens takiej sytuacji? Z jednej strony prowadząc drużynę, która nie ma sobie równych w lidze i ma z góry wygraną większość spotkań, mogą pojawiać się problemy motywacyjne. Ale z drugiej strony, uważam, że jak tylko liga zacznie pobłażliwie patrzeć na takie zagrywki, to niedługo przyjdzie nam oglądać rywalizacje jak w prywatnych ligach fantasy. Do grupy dostaną się tylko wybrańcy, a dla reszty zostanie granie „tylko” w lidze.Piękna wizja.

Po drugie, jak możemy mówić o zwiększaniu zainteresowania koszykówką, kiedy przez większą część roku, największe gwiazdy nie będą grały na żadnym parkiecie?

Jak mają czuć się kibice drużyn, które harują od początku sezonu na drugie miejsce w sezonie zasadniczym?

Co za absurd, żeby drużyna dostawała dziką kartę na połowę rozgrywek na podstawie poprzednich sezonów! Jestem przeciwnikiem nawet dzikich kart do Euroligi, bo to dodatkowo blokuje motywację do zdobycia mistrzostwa przez inne drużyny. Dodawanie do tego wolnego wstępu do playoffów i to w dodatku z pierwszego miejsca jest dla mnie tak samo sprawiedliwe jak wystawianie w konkursie miss mokrego podkoszulka Scarlett Johanson przeciwko bliźniaczkom Olsen. Kretynizm!

Po trzecie, wiem, jak ciężko jest się zmotywować do meczów o nic kiedy ma się za sobą back-to-back-to-back-to-back-to-back-to-back-to-back-to-back itd. mistrzostw (przeżyłem to samo we wronba :P), ale ani razu nie przyszło mi do głowy, że może w sumie zagramy w wyższej lidze a do reszty cieciów dołączymy dopiero w play-offach.

Gdzie jest tradycja? Gdzie czekanie na przyjazd najlepszej drużyny w lidze, żeby skopać jej tyłek (albo wyjść z 50)?

Nie wiem, jak patrzyłbym na to jako kibic Śląska w latach jego świetności, ale domyślam się, że każdy fan koszykówki bez konkretnej przynależności klubowej, nie byłby do końca zadowolony (chociaż z drugiej strony, jakby wycofano Prokom z regulara w czasie Jagodnika czy Slaniny, byłbym prze szczęśliwy).

Po czwarte – polska koszykówka nie znajduje się na topie moich zainteresowań, podobnie jak Europejska i dlatego nie orientuję się, czy jest to ewenement na skale Europejską, czy tylko krajową. Przypomina mi się jednak sytuacja sprzed kilku lat, kiedy planowano dołączyć CSKA i kilka najlepszych drużyn do NBA (co na szczęście nigdy nie wypali). Wtedy też był to kretynizm na miarę tego.

Co zrobić? Jestem za tym, żeby jak najbardziej puścić Prokom do innej, mocniejszej ligi. Niech promują PLK w innych miastach, niech ćwiczą formę i zarabiają kasę. Ale nie kosztem ligi – tutaj można ogrywać rezerwy i dawać szanse zawodnikom, którzy nie dostają czasu do gry. A że będą słabsi i nie zapewnią pierwszego miejsca przed play-offami? Jeśli drużyna jest tak dobra, to pewnie i z ostatniego miejsca poradziliby sobie ze zdobyciem mistrzostwa.

Jestem potwornie zniesmaczony.

Czemu Panathinaikos czy Maccabi dalej męczą się w swoich ligach w sezonie zasadniczym?

Czemu pozwolono Lakersom grać w RS i wygrać 33 mecze pod rząd, albo Bykom, kiedy zaczęli sezon od bodaj 45-3?

Cholera, dawno nie było tak chaotycznego wpisu w historii blogów. Ale to nie moja wina.