Salmons goni za kasą

Zgodnie z wcześniejszymi oczekiwaniami, John Salmons jednak będzie zastrzeżonym wolnym agentem i w czwartek zacznie oficjalnie czekać na oferty od innych klubów. Bucks oczywiście bardzo chcą zatrzymać gracza, który rok temu zdobywał dla nich średnio prawie 20 punktów i walnie przyczynił się do sukcesu w playoffach., jednak trzeba się spodziewać, że nie zaproponuje mu tak dużych pieniędzy, jak inne kluby (podobno kontrakt między 3-5 milionów rocznie to maks na jaki może liczyć zawodnik w Milwaukee).

Najbardziej zawiedziony tą sytuacją jest Douglas-Roberts, który powiedział: „Mam nadzieje, ze John zostanie w naszej drużynie – mam zamiar się od niego sporo uczyć. Widziałem, jaki zrobił ostatnio postęp, a pamiętam jeszcze jak grał z Iversonem w 76ers.”

Mnie ta decyzja wcale nie dziwi. Lepiej zaryzykować i zaproponować krótszy kontrakt za mniejsze pieniądze, niż przepłacać kolejnego 30 latka, który nie zasługuje na duże pieniądze.

Najlepszy okres free agency od lat zaczynamy już jutro!

W obronie Corey’a Maggette

Bardzo rzadko pada pytanie: „Czy Corey jest wystarczająco utalentowany ofensywnie?” Prawdziwa debata (czyli nie taka, jaką mogliśmy oglądać w niedzielę) rozpocznie się, kiedy poruszone zostaną tematy jego samolubnej gry, umiejętności gry w defensywie i dobrego oddziaływania na całą drużynę. Z roku na rok Corey udowadnia, że nie ma problemów ze zdobywaniem punktów i wchodzeniem pod kosz. Jednak jego wielką wadą jest to, że sprawia wrażenie, jakby nie wiedział, że po parkiecie biega jeszcze jego czterech kolegów, do których co jakiś czas można odegrać piłkę. W rezultacie Maggette może wbić się siłą pod kosz i wylądować na linii rzutów wolnych, ale bardzo rzadko widujemy go w sytuacji, że po penetracji odgrywa piłkę do lepiej ustawionego kolegi.

Fani i trenerzy szybko nauczyli się jednak akceptować Corey’a za to, jaki jest. Plusy zdają się przysłaniać minusy, tak więc zawodnik z roku na rok otrzymuje dużą wypłatę i solidną ilość minut na parkiecie. Ale w mojej głowie ciągle słyszę głosy mówiące, że prawdziwe kłopoty zaczną się wtedy, kiedy Corey wyjdzie na parkiet i zacznie mieć problemy w defensywie. Do tego cały czas mam nieodparte wrażenie, że Corey to osoba, która może zepsuć wszystko to, co było naprawdę fajnie w ubiegłorocznych Kozłach.

Kilka minut po tym, jak sfinalizowana została transakcja, Maggette został obwieszczony najsłabszym defensywnym ogniwem w drużynie. Słaba obrona, klapki na oczach i wątpliwe sukcesy drużyn, w których grał wysyłają jasny sygnał, że zespół, z którego gry tak się cieszyliśmy rok temu, właśnie się skończył. Gdy tylko włączyłem statystyki Corey’a z poprzednich lat rzuciło się w oczy to, że skuteczność, z jaką rzucają kryci przez niego gracze jest zdecydowanie wyższa niż u graczy, których rok temu krył Delfino. Jednak jak tylko zagłębiłem się bardziej w cyferki okazało się, jak mylące może być pierwsze wrażenie defensywy Corey’a oraz jak bardzo skrzywdzono go w Golden State.

Zacznijmy zatem od wspomnianej skuteczności zawodników krytych przez Maggettego i porównajmy to z wynikami pierwszej trójki w poprzednim sezonie – Carlosem Delfino. Największa różnica widoczna jest w kryciu post-upów. Maggette rok temu aż 179 razy krył gracza atakującego tyłem do kosza i pozwalał mu zdobyć punkty przy co drugiej okazji  (49,2%). Delfino z kolei krył post-up 69 razy i atakujący gracz zdobywał punkty z 42% skutecznością. Czy zatem Delfino jest zdecydowanie lepszym obrońcą pod koszem niż Maggette? Niekoniecznie. Przyjrzyjmy się bliżej, jakich zawodników musili kryć obaj gracze.

Maggette spędzał czas na parkiecie kryjąc takich graczy jak m.in.: David West, Dirk Nowitzki, Andrea Bargnani i Chris Bosh, Zach Randolph, LaMarcus Aldridge, Kevin Love oraz Charlie Villanueva.

Carlos Delfino z kolei przepychał się z: Luolem Dengiem, Joshem Smithem, Paulem Piercem, Tayshaunem Princem, Shaunem Marionem i Carmelo Anthonym (by wymienić tylko kilku).

Patrząc na te nazwiska można powiedzieć, że Delfino miał zdecydowanie mniej ciała do przepchania pod koszem, a to, że Maggette krył zdecydowanie większych zawodników od siebie, nie jest jego winą. Mam tylko nadzieję, że Skiles nie popełni tych samych błędów co poprzedni trenerzy Corey’a i nie zacznie go wystawiać na nienaturalnej dla zawodnika pozycji silnego skrzydłowego. Dlatego patrząc na jego siłę i atletyzm, można chyba zaryzykować pierwsze stwierdzenie, że nie tylko Corey nie jest słabym obrońcą, ale również sprawdzi się lepiej w kryciu niskich skrzydłowych niż Delfino.

Równolegle do powyższego, pojawiają się pogłoski o tym, ze Corey kryje kiepsko również graczy obwodowych, a już szczególnie nie radzi sobie z obroną rzutów za trzy. W sezonie bowiem rzucano mu trójki sprzed twarzy z 44% skutecznością! W kiepskiej obronie trójek nie wyróżniał sie jednak szczególnie w Golden State, którzy byli zdecydowanie najgorzej broniącą ten element drużyną w NBA (pozwalali sobie pakować trójki z 35,7% skutecznością). Parząc też na kilka meczów Wojowników widać, że nie tylko Corey miał problemy z dobiegnięciem do czystego zawodnika, ale cała drużyna Golden State. I tu pojawia się kolejna dobra informacja – obrona GSW to nie to samo, to obrona Bucks.

Bardzo często kibice Warriors byli świadkami akcji, w których ich zawodnicy po prostu nie nadążali z dobiegnięciem do niekrytego przeciwnika na obwodzie. Rotacja była w takim stopniu leniwa, że nawet jak dobiegli, to ograniczali się jedynie do delikatnego wystawienia rąk w górę. Taki brak zaangażowania i defensywnej zaciętości nie pozwoli Maggettemu spędzać wielu minut na parkiecie w Milwaukee. I o ile można się spodziewać, że Corey nabierze nieco innego spojrzenia na zespołową defensywę, o tyle nigdy nie będziemy mogli zapomnieć o tym, że w podświadomości nie będzie miał zakorzenionego tego, aby automatycznie podbiec najszybciej jak się da do najbliższego niekrytego zawodnika w przypadku zmiany krycia. Tak samo jak niezbyt częstym będzie obrazek Corey’a podającego z kozła do niekrytego zawodnika.

Może właśnie ta nieprzewidywalność robi z Corey’a zawodnika, na któego grę dodatkowo czekamy w następnym sezonie? Łatwo bowiem założyć, że z dobrym trenerem pod ręką zmieni się całkowicie, gorzej jednak, kiedy nasze przepowiednie się nie spełnią i będzie walił defensywna kichę jak w GSW. Dla wszystkich pesymistów chciałbym przypomnieć sytuację Kozłów z pierwszej połowy sezonu, kiedy nie było jeszcze mody na „Fear the Deer”. Wtedy po prostu byliśmy drużyną pełna przypadkowych gości, którzy nie byli pod żadnym względem dopasowani do graczy, których muszą kryć. I tak na przykład Bell notorycznie krył zawodników wyższych od niego o głowę i cięższych o pół-Shaqa. A jak przesuwało się go do krycia rozgrywających, to gubił się po pierwszych kilku krokach i nie nadążał za nimi kompletnie. A przecież był to jeden z wielu obrońców Bucks, którzy mieli z tym problem.

Nic więc dziwnego, że główne priorytety Bucks w offseason to dodanie atletyzmu, wzrostu i kilogramów do składu. Nawet kosztem tego, że gabaryty danego zawodnika są mocno zmniejszane przez szepty sceptyków, którzy nie wierzą w dopasowanie tego gracza do zgranej druzyny.

Niezbyt sekretnym sekretem NBA jest to, że mistrzostwo zdobywają drużyny, które maja masę utalentowanych graczy, którzy są dobrze zbudowani i mają ponad przeciętne umiejętności, a do tego kierowani są przez trenera, który potrafi kupę graczy zmienić w jeden solidny kałowy kopiec. Do tego dochodzi jeszcze kwestia odpowiedniej motywacji i nastawienia różnych ego, tak, aby wszyscy nadawali na tych samych falach i mieli jeden wspólny cel.  Rok temu Skiles osiągnął niemały sukces robiąc z Bucks Drużynę przez duże D. I rok temu dokonał tego, mając w składzie średnio utalentowanych graczy (przez co być może, paradoksalnie, było mu łatwiej ich trenować). Teraz przed Skilesem pojawia się okazja trenowania drużyny „bardziej”. Bardziej utalentowanej, bardziej atletycznej i potencjalnie bardziej sprawiającej problemy. Tak więc pierwszym z wielu zadań trenera Skilesa w trakcie tego offseasonu, będzie odpowiednie zaprogramowanie Corey’a na granie defensywy Bucks. Mam wielką nadzieję, że nie okaże się to tak trudną do spełnienia misją, jak początkowo większość zakładała.

Kim jest Larry Sanders?

OK, po wyborze Sandersa w drafcie część z nas od razu zaczęła przeglądać strony uczelniane w poszukiwaniu dodatkowych informacji o naszym nowym nabytku. Byli jednak i tacy, którzy Sandersa mają głęboko w poważaniu i nie chciało im się przeszukiwać internetu za dodatkowymi newsami o Larrym. I dla nich właśnie będzie poniższy, krótki artykuł, który mam nadzieje nieco przybliży wam osobę Sandersa.

Sanders zagrał w pierwszym meczu koszykówki dopiero w 10 klasie grając w barwach liceum Port St. Lucie na Florydzie. Kiedy tylko piłka wpadła w jego ręce, od razu popędził w stronę kosza i po minięciu wszystkich zawodników zdobył łatwe punkty. Nie był wtedy zbyt dobrym zawodnikiem, dlatego bardzo się cieszył i celebrował każdy zdobyty punkt. Nie inaczej było teraz. W osiągnięciu pełni szczęścia przeszkodziła mu tylko informacja, że zdobył kosza nie dla tej drużyny co trzeba.

„Nikt mi nie powiedział, że po przerwie zmienia się strony boiska. Nie wiedziałem o tym, nigdy wcześniej nie grałem w kosza. Cała sala momentalnie zamilkła po moim koszu – nikt nie wiedział co się stało. Nawet przeciwnicy nie wiedzieli, czy mają wziąć piłkę i wznowić grę czy nie. Na szczęście udało nam się tamten mecz wygrać, a ja teraz z wielkim uśmiechem na ustach wspominam tamten moment.”

Po tym ciężkim starcie, Larry wyrósł na jednego z najbardziej atletycznych graczy w tegorocznym drafcie.

„Nigdy nie spodziewałem się takiego rozwoju sytuacji. Jak dorastałem, nie grałem z rówieśnikami w kosza. Nie umiałem kozłować. Nie potrafiłem robić wsadów, ani tym bardziej rzucać za trzy. Ale kiedy nauczyłem się zasad, zacząłem grać w zorganizowanej drużynie i zobaczyłem, jak bronic, zakochałem się w tym sporcie.”

Sanders spędził ostatnie trzy tygodnie przed draftem latając po całych Stanach i biorąc udział w licznych treningach.

„Ten okres był rewelacyjny. W kilka tygodni zwiedziłem cały kraj. Może to było trochę dziwne, ale wczułem się w podróże niesamowicie. Ciężko pracowałem i mam wrażenie, że zaskoczyłem kilka osób swoją grą.”

Przed samym draftem nie miał żadnych preferencji, w której drużynie grać. „Nie można wybierać, gdzie chce się grać. Będę podekscytowany jeśli w ogóle zostanę wybrany i jakaś z drużyn uzna, że się jej przydam. Dla takiego zawodnika jak ja, sam wybór w drafcie jest spełnieniem wszystkich marzeń.”

Co Kozły zrobiły w drafcie?

Jeremy Schmidt z bucksketall.com twierdzi, że Hammond z pewnością oglądał finały NBA jednocześnie zastanawiając się, czego najbardziej brakuje jego drużynie. W momencie, kiedy Bynum z Gasolem i Odomem zbierali wszystkie piłki w ataku i blokowali rzut po rzucie, musiał zdać sobie sprawę z tego, jak biednie w porównaniu z frontcourtem Lakers wyglądają Bucks. Dlatego zdecydował się zwiększyć nieco siłę rażenia pod koszem, wzmocnić defensywę pod obręczą oraz zapewnić większą ilość zbiórek w każdym meczu. Pomóc w tym mają wybrani:
z #15 Larry Sanders (PF/C ponad 210cm),
z #37 Darrington Hobson (SF, 207 cm),
z #44 *Jerome Jordan (C, ponad 213cm) oraz
z #47 Keith Gallon (PF/C 210cm).

Larry Sanders na pewno nie będzie zbawieniem Bucks, ale być może za jakiś czas może stanie się kimś wyjątkowym w drużynie. Ze swoimi ok. 215 cm wzrostu ma aż 231cm zasięgu ramion, do tego jest wyjątkowo, jak na dużego gracza, przygotowany motorycznie do gry. Wg Hammonda Sanders jest na pewno najszybszym wysokim graczem, jaki był dostępny w tegorocznym drafcie. Do tego jest bardzo skuteczny – w zeszłym zdobywał średnio 14,4 punktów na 53% skuteczności z gry i dokładał do tego 9,1 zbiórki. Mylące może być jednak to, że grał na małej uczelni i przy okazji nie można zapominać tego, że gra w koszykówkę dopiero od 6 lat! Ukształtowanie jego mentalności i zaangażowania w grę leżą teraz głównie po stronie Skilesa, który nie może zapominać o tym, że statystyki bloków Larry’ego spadały z roku na rok na uczelni, co podobno było spowodowane brakiem odpowiedniej motywacji (a mimo tego, w najgorszym dla siebie roku był w pierwszej 30 najlepiej blokujących zawodników w kraju). Kiedy zapytany o elementy gry, które ma już na poziomie NBA, Sanders odpowiedział: „Na pewno jestem gotowy pod względem energii, atletyzmu i tego, jak biegam po boisku. Jestem też gotowy pod względem obrony, ale musze jeszcze nabrać więcej siły.” Brandon Jennings, komentujący na zywo draft na blogu slamonline.com, kiedy zobaczył, że z #15 wybrany został Larry, zgotował mu aż owację na stojąco. Oczywiście bardzo pochwalił wybór; Sanders będzie może w końcu zawodnikiem, do którego można rzucac loby pod kosz, z nadzieją, że zakończy je efektownie z góry (a po odejściu Johnsona i przede wszystkim Warricka, takiej osoby bardzo brakowało w drużynie). Uważa się, ze Larry z miejsca powinien liczyć na około 15-20 minut w meczu, wbijając się jakoś w rotację z Ilyasovą i Mbah a Moutem.

Darren Hobson, skrzydłowy Nowego Meksyku, był pierwszym wyborem kozłów w drugiej rundzie. Na uczelni zdobywał ostatnio średnio 15,9 punktów, 9,2 zbiórek oraz 4,6 asyst, dzięki czemu został wybrany do trzeciej drużyny All-American. Jedną z jego wielu zalet jest wszechstronność, a także łatwość kreowania sytuacji rzutowych. Właśnie ze względu na tą pierwszą cechę, moje pierwsze skojarzenie Hobsona wędruje do Carlosa Delfino. Hobson to też taka trójka, która potrafi robić po trochę wszystkiego, jednak dopóki Carlos ma ważny kontrakt, nie sądzę, żeby Darren dostawał dużo minut w każdym meczu. W ocenie draftu przygotowanej przez Hollingera, zajął 20 miejsce, wyprzedzając takich graczy jak Sanders, Udoh czy Ed Davis. Wielki wpływ miały na to na pewno takie cechy jak solidna ilość zbiórek i asyst oraz niezła skuteczność z gry (44%). Na minus na pewno należy policzyć to, ze w sumie grał w 5 różnych szkołach zanim w końcu trafił do NBA. Póki co, nie wydaje mi się, zeby mógł liczyć na coś więcej niż NBADL.

*Jerome Jordan to kolejny nowy kolos w szeregach Bucks. Grając w Tulsie przez trzy ostatnie lata uczelni zawsze lądował w pierwszej defensywnej drużynie swojej konferencji. Przyszłość zweryfikuje jednak, ile jego 15,4 punktów zdobywanych w college’u będzie oznaczało w NBA. Sądze, że Jordan będzie solidnym zmiennikiem Boguta w przyszłym sezonie.

*Dotarłem już jednak do informacji, że NYC ma prawa do Jordana i że jednak będzie dla Bucks kolejnym wyborem-widmo, jak Szymon Szewczyk. Jak dotrę do oficjalnych newsów to dam znać.

Keith Gallon był kolegą Jenningsa w czasach Oak Hill Academy. Ma ksywkę „Tiny”, ponieważ wygląda jak niedojrzały dzieciak i trochę waży (jedni mówią, że ok.132kg inni, że ponad 140kg). Na szyi ma wytatuowane nawet „misunderstood”. Zobaczymy, na ile jego waga będzie mu przeszkadzała w grze na najwyższym poziomie – być może nawet dopóki się nie doprowadzi do formy będzie musiał spędzić trochę czasu w NBADL. Dziwi też jego decyzja, że zdecydował się tak szybko na draft, skoro dopiero co skończył pierwszy rok studiów. Dobrze radzi sobie w ataku oraz na deskach, ale jak podają statystyki, ma konkretny problem ze stratami – 20% posiadania piłki kończy wkozłowaniem w nogi albo wyrzuceniem jej w trybuny.

Ogólnie draft oceniam jako dobry – miało być dużo wysokich graczy i takich udało się ściągnąć. Mam jednak nadzieję, że za parę lat nie będziemy sobie pluli w twarz, że wzięliśmy Sandersa, kiedy do wzięcia byli jeszcze Babbitt, Jones czy przede wszystkim Poindexter (tak chwalony po treningach w Milwaukee).  Trzeba liczyć się z tym, że czekają nas jeszcze dodatkowe wymiany i zwolnienia, tak więc na tą chwilę jestem jedynie pewny przyszłości Sandersa w Bucks.

Douglas-Roberts w Bucks!

Szybka notka przed draftowa – udało się dogadać z Nets i Douglas-Roberts może się już pakować do Milwaukee. W zamian do New Jersey powędrowały prawa do wyboru w drugiej rundzie draftu 2012 roku.

Douglasa obowiązuje jeszcze rok minimalnego kontraktu dla debiutantów. W pierwszych dwóch sezonach zdobywał średnio 7,9 punktów, miał 2,2 zbiórki oraz 1,9 asysty ma mecz.

Na szybko, przed pracą, napisze tylko, że cholernie się cieszę. Udało się ściągnąć solidnego rezerwowego praktycznie za nic. A, co najważniejsze, Bucks mają aż 4 picki przed dzisiejszym draftem, tak więc spodziewam się jeszcze niejednej wymiany!

Póki co – świetne ruchy! (Jeszcze tylko czekam na zwolnienie Salmonsa)