Felietony

Euroliga: podsumowanie 2 kolejki

euroleague logo 1Na PAO nadal nie ma mocnych

W pierwszej kolejce w Mediolanie, Panathinaikos grał tak, jakby im się w ogóle nie chciało i gdyby nie podkręcone tempo w czwartej kwarcie przez Spanoulisa, nie wiadomo, jak by się ten mecz skończył. W drugiej kolejce, w Atenach zagościła była drużyna Maćka Lampego – Khimki Moskwa i już po kilku pierwszych akcjach Grecy rozmontowali całkowicie byłego Zielonego Roberta Javtokasa i jego nowych kolegów. Po 10 minutach było 28-14 dla Ateńczyków, a potem przewaga sukcesywnie się powiększała. Panathinaikos pokazywał, że grając na najwyższych obrotach potrafi pokonać przeciwników przewagą 35 punktów, czego nie przewidywał w najgorszych snach trener Rosjan Scalario. A w OAKA Obradovic wykorzystał wszystkich dwunastu zawodników i tylko Calathes nie zdobył żadnego punktu. Pok koszem nie do zatrzymania był Pekovic, nawet wchodząc na kosz z lewej strony kozłując prawą ręką! Diamantidis dołożył do tego potężny mecz – 22 minuty, 25 punktów, 4 asysty. Teraz trzeba się zastanowić nad tym – skoro Barcelona olśniła w meczu w Stambule, to ten drugi mecz Panathinaikosu wysłał sygnał, że nawet takie drużyny jak Barcelona będą miały poważne kłopoty z pokonaniem Ateńczyków w tym roku.

Warto zwrócić na nich uwagę

Kolejną rzeczą, na którą chciałbym zwrócić uwagę jest sposób budowania składów przez drużyny, które nie mają zbyt dużych budżetów. Takie drużyny nie budują się po to, żeby wygrać wszystko, ale po to, żeby się zaadaptować do gry prezentowanej przez najlepszych. Inne kluby wolą wydać większość pieniędzy na zakup dwóch – trzech zawodników o znanych nazwiskach, którzy zapewnią im rozsądne wyniki w nadchodzących meczach. Czasem jednak zdarza się tak, ze drużyny nie mogą pozwolić sobie na zakup znanych zawodników i muszą stawiać na tych, którzy nie wyrobili sobie jeszcze nazwiska, ale rokują dobrze na przyszłość. I to jest właśnie historia Lietuvosu Rytas Wilno oraz Armani Milano.
Roszady przedsezonowe tych dwóch druzyn wzajemnie się przeplatają, bo Lietuvos oddał do Milanu Marjonasa Petraviciusa i tym samym oficjalnie potwierdził, że  ich skład się nie zmieni w porównaniu z poprzednim sezonem (dodali do niego jedynie młodego Arona Baynesa oraz starającego się wyrobić lepszą opinię o sobie Bojana Popovica). a pierwszy rzut oka, gracze z Wilna nie mają składu na nawiązanie wyrównanej walki, a po dwóch kolejkach legitymują się bilansem 2-0, dzięki wygranym na Efesem i Entente. Wygrane te nie były spektakularne, ale dzięki takim zawodnikom jak Gecevicius, Zavackas, Jomantas czy Bjelica, można być pewnym, że jeszcze kilka wygranych w Eurolidze uda im się wyrwać. pod warunkiem, że dalej będą grali jako zespół i nie zaczną bazować za bardzo na indywidualnościach, których im brakuje.

W Milano jest podobnie – kiedy Finley wyrwie się spod kontroli a Acker nie dorzuca do kosza, albo kiedy Petravicus w pojedynkę nie wygra spotkania, bądź tego kiedy Mancinelli będzie pokazywał braku techniczne które kiedyś uniemożliwiły mu przejście do Baskonii, to co mamy w tej drużynie? Odpowiedź jest prosta – mamy włoski kręgosłup. Massimo Bulleri próbował w pojedynkę wgrać z Panathinaikosem, kiedy zdał sobie sprawę z tego, ze jest jedynym zawodnikiem w tym meczu, który potrafi wejść pod kosz. W wygranym meczu z Oldenburgiem, Rocca i Mordente pod koniec czwartek kwarty wzięli grę na swoje barki i zapewnili swojej drużynie wygraną.

Kandydaci do mistrzostwa?

Wszyscy wiemy, że CSKA zdecydowanie obniżyło budżet, ale jeszcze przed tym jak Smodis złamał sobie kręgosłup wszyscy uważaliśmy ich za kandydatów do F4. Tak samo można było myśleć o Caja Laboral, Efesie, czy Olympiacosie. Po dwóch kolejkach może przyszedł czas na zmianę tej opinii. CSKA wygląda jak szkolny zespół, w których kilku doświadczonych nauczycieli (Holden, Siskauskas, Langdon) zostało wezwanych do prowadzenia za rękę młodych uczniów. Sami zawodnicy pewnie nie wierzą w awans do Final 4, dlatego trzeba wykorzystać ten czas na zbieranie doświadczeń przez tych, którzy w przyszłości mają stanowić o sile zespołu.

Do tej pory tacy zawodnicy jak Sokolov czy Vorontsevich powinni bez problemów przejść do kolejnej klasy, natomiast Keyru, Kaun i Ponkrashov koniecznie potrzebują dodatkowych lekcji. W przegranym mecz z Lottomatica strasznie oglądało się Ponkrashova gubiącego piłkę za piłką i podejmującego co chwilę złe decyzje, podczas gdy Planinic (22 punkty w 30 minut) siedział na ławce. W Caja do gry wrócił jeden z kontuzjowanych zawodników – Eliyahu – ale jeszcze do siebie nie przekonał. Tak samo jak nie przekonuje drużyna, która w Rzymie pozwoliła gospodarzom na serię 21-0 przed końcem meczu, co oczywiście zakończyło się porażką przyjezdnych.

Olympiacos z kolei poległ już w pierwszym ważnym sprawdzianie – bez obrony, bez jakiegokolwiek zacięcia w grze, Unicaja miała naprawdę łatwe zadanie w pokonaniu czerwonych. Pojawia się już pierwsze pytanie – czy drużyna tak nafaszerowana gwiazdami nie jest zbyt dużym wyzwaniem dla Yannakisa?

za Ball in Europe (autor Os David)
tłum.: daveknot

Reklamy

2 komentarze

Możliwość komentowania jest wyłączona.