Artykuły

Różnice kulturowe i przynależność społeczna jako główne czynniki braku sukcesów polskiej koszykówki na tle amerykańskich rówieśników.

discourse-studies-scribd_12353763877681Przeciwstawne style gry polskich i amerykańskich koszykarzy można tłumaczyć różnicami natury fizjologicznej, psychicznej, czy też socjologicznej. Różnice psychofizyczne można najłatwiej uzasadnić na podstawie jakże prawdziwego stereotypu, który mówi, że czarnoskórzy zawodnicy skaczą wyżej, biegają szybciej, poruszają się po parkiecie z większą gracją i w bezpośrednich pojedynkach z białoskórymi przeciwnikami zawszą są faworytami. Na dowód tej tezy wystarczy przytoczyć film z 1992 roku, pt.: „Biali nie potrafią skakać”, w którym dwaj przeciwnie grający zawodnicy (biały i czarny, szalony i spokojny), grają w jednej drużynie i zarabiają w ten sposób na życie. W niniejszym artykule chciałbym udowodnić, że różnice między polskimi a amerykańskimi koszykarzami nie biorą się z rasistowskich podziałów, a z otoczenia, w jakim gracze kształtują swoją koszykarską osobowość. Jestem zdania, że nie kolor skóry czy wrodzony atletyzm predysponują nas do grania na wysokim poziomie, ale to w jaki sposób uczymy się koszykówki, stawiając pierwsze kroki na osiedlowych boiskach. Właśnie tutaj zaznacza się największa przepaść między polską a amerykańską koszykówką.

O tym jak bardzo różnice rasowe są widoczne w zawodowej koszykówce w Stanach Zjednoczonych świadczą badania przeprowadzone przez Normana Yetmana, Stanley’a Eitzena (1972) oraz przez Buda Poliquina (1981). Zbadali oni, że na przełomie lat 70 i 80, pomimo tego, że Czarnoskórzy stanowili zaledwie 11% społeczeństwa amerykańskiego, profesjonalna liga NBA składała się aż w 73% z Afroamerykanów. Odsetek ten byłby zapewne jeszcze wyższy, gdyby Murzyni nie spotykali się z rasistowskimi uwagami podczas wielu meczów, kiedy wyzwiska, zastraszania czy nawet pobicia na tle rasowym były na porządku dziennym. W ówczesnych czasach sytuacja wyglądała również tragicznie, jeśli chodzi o zatrudnianie europejskich graczy. W roku 1990 w NBA grało sześciu graczy ze Starego Kontynentu, co stanowiło 0,8% wszystkich graczy, natomiast 10 lat później było ich już 17 (2%). Punkt zwrotny miał dopiero miejsce w 2004 roku, kiedy europejscy gracze urodzeni w latach 1979/80 zaczęli odnosić sukcesy, co zbiegło się w czasie z ogólnoświatowym rozwojem NBA i propagowaniem najlepszej koszykarskiej ligi na całym świecie. Od tego sezonu do zawodowej ligi NBA trafiło aż 55 zawodników z Europy, z czego zaledwie 6 czarnoskórych. [1]

Nie będzie zatem przesadą mówienie, że koszykówka jest zdominowana przez czarnoskórych graczy. Koszykówka prezentowana przez afroamerykańskich zawodników opisywana jest jako pełna polotu i finezji, nieograniczonej wyobraźni oraz kreatywności. Ich indywidualne sukcesy zależą od ilości zwodów, zmyłek, wsadów oraz dryblingu. Dla przeciwieństwa, koszykówka białoskórych graczy przede wszystkim uważana jest za zdyscyplinowaną, precyzyjną, bazującą na cieżkiej pracy, stawianiu zasłon oraz rzucaniu z dystansu z wysoką skutecznością. Stereotypy te wywodzą się ze środowiska, w jakim młodzi adepci koszykówki uczą się swojej gry. Grając wiele lat zarówno w „polską” jak i „amerykańską” koszykówkę, zaobserwowałem jak bardzo różnią się one od siebie, co bardzo często jest pomijane przez badaczy zajmujących się różnicami w prezentowanym poziomie gry.

Pierwszą i niezwykle istotną kwestią dotyczącą różnic jest pochodzenie oraz miejsce wychowania polskich i amerykańskich graczy. Ci drudzy w wielu przypadkach pochodzą z patologicznych rodzin, wychowują się bez ojcowskich wzorców i są zmuszeni do bardzo szybkiego dorastania. Koszykówka stanowi więc dla nich nie tylko odskocznię od codziennych problemów, ale jest kluczem, który może zapewnić im godne życie w przyszłości. Stąd w wielu przypadkach można sie spotkać ze zbyt dużym naciskiem, jaki rodzice kładą na sportowy rozwój swojego dziecka, tylko po to, aby zainteresować trenerów sławnych drużyn. Jest to również spowodowane faktem, że w dzisiejszych czasach umowy reklamowe oraz sponsorskie podpisywane są już nawet z 13-14 letnimi zawodnikami, którzy wykazują się niecodziennymi umiejętnościami. Polscy korzykarze nie mają ani odpowiedniego zaplecza treningowego, aby rozwijać się w taki sposób jak amerykańscy, ani również tak wielkiej motywacji do uprawiania sportu. Dla młodych Polaków koszykówka jest ledwie dodatkiem do codziennych obowiązków domowych, czy edukacji. Brak presji oraz konieczności odniesienia sukcesu na arenie sportowej w dużym stopniu determinuje brak przyszłych sukcesów.

Drugim istotnym czynnikiem kształtującym polskich i amerykańskich koszykarzy są miejsca gry oraz różne reguły spotkań. Czarnoskórzy zawodnicy rozpoczynają swoją sportową karierę na zatłoczonych boiskach, gdzie aby grać należy co dzień wspinać się na szczyt swoich możliwości. W Polsce z kolei, panuje tendencja do grania na pustych boiskach szkolnych, gdzie spotyka się kilku znajomych, aby trochę potrenować rzuty i ewentualnie zagrać mecz na jeden kosz. Poniżej prezentuję główne i najistotniejsze różnice w zasadach i sposobie gry w naszym kraju i w Stanach Zjednoczonych.

Przede wszystkim czarnoskórzy gracze wychowują się w większości przypadków w dzielnicach, w których na kilku boiskach musi się zmieścić bardzo duża ilość graczy. Tak gęste zaludnienie boisk od samego początku kariery uczy graczy, że aby grać trzeba być najlepszym. Tylko w momencie uzyskania przychylności zebranych wokół boiska widzów oraz graczy, można liczyć na to, że w kolejnym meczu wyjdzie się na parkiet a nie dołączy do siedzących na ławkach kibiców. Tak duża presja towarzysząca już od początku przygody z koszykówką ma duży wpływ na radzenie sobie ze stresem w późniejszym życiu. Przeciwną sytuację można spotkać w naszym kraju, gdzie boiska koszykarskie w większości świecą pustkami. Brak wielu chętnych do gry nie tylko eliminuje obecność publiczności, ale również niweluje konieczność stałego współzawodnictwa. Bardzo często zatem polska młodzież rozwija swoje koszykarskie umiejętności w samotności oddając rzuty na pusty kosz, ewentualnie grając krótkie mecze, po których niezależnie od wyniku i tak będziemy mieli pewność, że zagramy w kolejnej rozgrywce. To osamotnione rzucanie na kosz ma duży wpływ na kształtowanie sie typowego stylu gry dla polskich koszykarzy.

Druga zasadnicza różnica w stylu gry bierze się z tego, iż już od pierwszego posiadania piłki przez czarnoskórego gracza, ktoś chce mu ją odebrać. Stąd też muszą oni bardzo szybko opanować do perfekcji umiejętności blokowania piłki, niskiego kozła, doskonałej kontroli nad piłką oraz koordynacji ruchowej. Wszystkie te obroty, zwody, kozły stanowią od samego początku fundamentalne umiejętności, który każdy zawodnik musi posiąść, aby nie czuć presji przed atakującym go zawodnikiem oraz przy rzutach, kiedy jest się mocno krytym. Czynnik ten jest prawie całkowicie nieobecny w przypadku koszykówki w Polsce. Kiedy rzucamy w małym gronie na kosz nie potrzebujemy rozwijać umiejętności niskiego i szybkiego kozłowania, zastawiania się ciałem, czy blokowania piłki. Przez brak presji i naciskania zawodnika atakującego, nie wyrabia on nawyków, które później mógłby automatycznie wykorzystywać w czasie meczu. Zamiast tego, nasi koszykarze muszą sobie nawzajem imponować trafiając jak największą ilość rzutów z czystych pozycji. To właśnie powoduje, że cechą charakterystyczną polskich zawodników jest umiejętność trafiania z tak zwanej „klepki”, czyli miejsca na parkiecie, z którego sporadycznie się myli. Problemy pojawiają się dopiero w momencie, kiedy pojawia się obrońca i przeszkadza w oddaniu rzutu. Dlatego też polski koszykarz będzie się czuł najbardziej komfortowo, kiedy będzie mógł oddać „swój” rzut, który dokładnie wiele setek razy przećwiczył na własnym boisku pod domem.

Trzecią i niezwykle istotną różnicą są zasady gry w Polsce oraz w Stanach Zjednoczonych. Bardzo często jesteśmy świadkami zmian reguł, kiedy wybierani są nowi zawodnicy, jednak w zdecydowanej większości zasady są z góry ustalone i rzetelnie przestrzegane. Ci, którzy nie przestrzegają reguł gry, są z niej wyłączani poprzez albo niepodawanie im piłki, albo poprzez liczne werbalne komunikaty, groźby, czy ośmieszania, które dla zawodników o słabej psychice stanowią barierę nie do pokonania. Charakter graczy kształtowany jest jednak nie tylko poprzez negowanie jego gry, ale poprzez pozytywne wzmocnienia, przekazywane albo podaniem dłoni, klepnięciem po plecach czy po prostu pochwaleniem zagrywki.

Zanim jednak rozpocznie się gra, zawodnicy muszą mieć ustalone drużyny, które w warunkach amerykańskich wybierane są przez kapitanów. Kapitanem zostaje zazwyczaj wybrana osoba, która darzona jest największym szacunkiem ze względu na umiejętności albo doświadczenie. Każdy lider musi bezustannie pamiętać o tym, że tylko w przypadku wygranej jego drużyna będzie mogła rozegrać kolejny mecz. W ciągu dnia na boisku może pojawić się nawet 200 graczy chętnych do gry i najgorsi gracze czasem siedzą na obrzeżach boiska przez kilka godzin, aby chociaż na kilka minut móc zagrać z najlepszymi. Tego typu zasady mają za zadanie wspieranie najlepszych, umożliwianie im jak najszybszego rozwoju umiejętności, zawsze kosztem najsłabszych graczy. Zgodnie z tym, na boisku przetrwają tylko ci najlepiej przystosowani, najszybsi, najsilniejsi i najlepsi gracze.

W polskiej koszykówce spotykamy się z zupełnie inną sytuacją. Tutaj drużyny wybierane są nie przez kapitanów, ale przez wszystkich graczy, po to, aby siły dwóch stron były mniej więcej wyrównane. Bardzo częste są sytuacje zmian składów w połowie meczu, kiedy widać, że jedna z drużyn zdecydowanie góruje nad drugą. Mamy tu więc przykład nie tyle braku promowania najlepszych, co dostosowywania swojego poziomu gry do najgorszych. Dominacja jednego zawodnika czy jednej drużyny nie jest mile widziana i może spowodować nawet odmowę kontynuacji gry, jeśli nie zajdą żadne zmiany w składach. Kolejne różnice widoczne są w czasie rozgywania meczu. Czarnoskórzy gracze, z powodu ilości przeciwników czekających na pojedynek, muszą grać bardzo krótkie spotkania, dzięki temu większa ilość graczy będzie mogła się pokazać, a jednocześnie promowani będą nowi liderzy drużyn. Gdy mecz się skończy, wygrana drużyna zostaje na boisku, a przegrani muszą czekać na swoją kolejną szansę. Polacy praktycznie nie muszą zmieniać drużyn, stąd bardzo często mecze trwają nawet po kilkanaście minut. Zawodnicy często sami zgłaszają się do krycia konkretnych zawodników, tak aby szanse obu ekip były mniej więcej wyrównane. Widać więc, że koszykówka grana w Ameryce ma na celu wspomaganie rozwoju tych zawodników, którzy mają największe szanse grania w profesjonalnych składach, a wszyscy słabi gracze są dodatkowo odpychani na dalszy plan. Z kolei w naszym kraju spotykamy się z tendencją ujednolicania poziomu, przez co rzadko kto wybija się ponad przeciętność.

Przy meczach rozgrywanych na jednej połówce boiska do jednego kosza możemy spotkać się z dwoma sposobami gry, które obowiązują zarówno w Polsce, jak i w Ameryce. Pierwszy z nich polega na tym, że drużyna która zdobywa kosza utrzymuje się przy piłce aż do momentu spudłowania. Tym samym, przegrana drużyna może zejść z boiska ani razu nie będąc w posiadaniu piłki. Należy jednak zaznaczyć, że ten styl grania jest w Polsce mniej popularny i stosuje się go głównie w turniejach bądź meczach, gdzie występuje większa ilość graczy. Najbardziej rozpowszechniony styl wśród naszych rodaków polega na tym, że po zdobytych punktach piłka przyznawana jest automatycznie zawodnikom, którzy w poprzedniej akcji grali w obronie. Takie równomiernie dzielenie się posiadaniem piłki ma na celu wyrównanie szans obu ekip i nie faworyzowanie lepszych graczy.

Istotne różnice w meczu na jeden kosz widoczne są również przy wprowadzaniu piłki do gry oraz przy zbiórkach. Zawodnik wprowadzający piłkę do gry w Stanach Zjednoczonych nie musi podawać jej żadnemu partnerowi z drużyny, wystarczy tylko, że upewni sie, że obrońca jest już gotowy do gry. Również i w naszym kraju jest to już coraz częściej praktykowany sposób gry, jednak w wielu przypadkach dalej można trafić na boiska, gdzie gracz musi podać piłkę do kogoś w drużynie, aby mecz był oficjalnie wznowiony. Taki sposób gry również ma na celu propagowanie gry zespołowej, gdzie liczy się drużyna, a nie jednostki. Największa różnica widoczna jest w zasadach określających zbieranie piłki. W znanej nam koszykówce, jeśli zawodnik z drużyny przeciwnej nie trafi rzutu, a ktoś z naszej druzyny zbierze piłkę, będzie ją musiał wyprowadzić za wcześniej ustaloną granicę (najczęściej jest to linia rzutów za trzy punkty). Metoda ta nie dość, że zwalnia tempo gry, to jeszcze nie wyrabia w zawodnikach swoistego instynktu do walki na atakowanej tablicy. W koszykówce granej przez czarnoskórych zawodników piłkę można dobijać od razu po zbiórce, bez wyprowadzania jej za specjalną strefę. Po pierwsze przyspiesza to tempo gry, a po drugie uczy zawodników odpowiedniego zastanawia się pod koszem, zajmowania dogodnej pozycji do zbiórki, czy przewidywania toru lotu piłki.

Brak podobieństw widoczny jest też w ogólnym stylu gry. W amerykańskiej koszykówce liczą się odważne, indywidualne akcje, zakończone dobrym rzutem. Dobry rzut definiowany jest tam jako taki, który oddajemy często i nie jest wymuszony. Dlatego też do takiego rzutu zaliczymy zarówno rzut z czystej pozycji, jak i ten z „obrońcą na twarzy”. W Polsce za dobry rzut uznawany jest ten, który został oddany z czystej pozycji, po idealnie pionowym wyjściu w górę, czyli dokładnie taki, jaki ćwiczony jest za każdym razem w samotności. Sprowadza się to do kolejnej kwestii, mianowicie określenia produktywności danego zawodnika. Czarnoskórzy gracze mają nie bać się rzucać, a ci, którzy nie rzucają i nie stanowią zagrożenia dla przeciwników, nie są wybierani do kolejnych meczów. Przeciwnie w Polsce – tutaj akcja zakończona natychmiastowym rzutem jednego zawodnika jest uznawana za zbyt indywidualną. Progagowany jest u nas styl z co najmniej kilkoma podaniami albo rozrzucić obronę oraz żeby wyprowadzić któregoś z zawodników na idealnie czystą pozycję. Ma to później przełożenie na meczu w profesjonalnych klubach: czarnoskórzy zawodnicy nie boją się podejmowania ryzykownych decyzji, często kończą akcję w jej pierwszych sekundach, w czasie gdy polscy koszykarze preferują długie konstruowanie akcji, stawianie zasłon, pomaganie swoim kolegom w celu umożliwienia im rzutu z czystej pozycji.

Ostatnia różnica dotyczy bardziej fizycznych aspektów gry, mianowicie odgwizdywaniu fauli. Jedną z cech charakterystycznych koszykówki ulicznej jest to, że mecze sędziowane są przez samych graczy. To oni decydują, kiedy byli faulowani, kiedy ktoś zrobił kroki albo wyszedł za linię, a pozostali zawodnicy z reguły respektują decyzję podjętą przez zawodnika, który zgłosił przewinienie. Duży dysonans widoczny jest w częstotliwości odgwizdywania przewinień w koszykówce polskiej i amerykańskiej. W tej pierwszej, nawet najmniejsze dotknięcie w rękę podczas rzutu może być impulsem do przerwania gry i rozpoczęcia jej z linii bocznej boiska. Przeciwnie wśród afroamerykanów, którzy niejako propagują bardziej fizyczną grę, z mniejszą ilością fauli. Nawet kiedy przeciwnicy niesportowo przeszkadzają w oddaniu rzutu, gracze za wszelką cenę starają się dokończyć akcję. Sytuacja ta może być wytłumaczona tym, że polscy koszykarze, uczeni od najmłodszych lat zespołowej obrony, nie czują się specjalnie poszkodowani, kiedy są faulowani. Przeciwnie amerykanie, dla których każde posiadanie piłki jest indywidualnym pojedynkiem między atakującym a obrońcą. Dla nich nie liczy się tak bardzo dobro drużyny, jak indywidualne wyniki. Dlatego też, gdy zawodnik jest faulowany i nie przyznaje się do tego, w następnej akcji zrobi wszystko, aby jego przeciwnik nie zdobył punktów.

W tej krótkiej analizie pragnąłem przedstawić fakt, że główne różnice między amerykańskimi a polskimi koszykarzami nie mają swojego podłoża jedynie w pochodzeniu, ale przede wszystkim w różnicach kulturowych oraz przynależności społecznej. Pochodzący z biednych środowisk czarnoskórzy amerykanie prezentują grę o wiele bardziej indywidualną, polegającą na własnych umiejętnościach i sprawności, a nie na zespołowej grze. Ciągła presja, której na okrągło poddawani są gracze za oceanem bardzo szybko przyczynia się do rozwinięcia kluczowych umiejętności, które są nabywane przez polskich zawodników dopiero, gdy trafiają pod opiekę profesjonalnych trenerów.Wielka otchłań, jaka dzieli naszych koszykarzy i ich amerykańskich czarnoskórych rówieśników nie jest zatem spowodowana zaledwie fizycznymi uwarunkowaniami, ale przede wszystkim podejściem do sportu oraz kulturą gry. Niestety, badania na poruszany przeze mnie temat nie są zbyt często prowadzone, nie mniej jednak jestem zdania, że różnice w „białej” i „czarnej” koszykarskiej mentalności mogłyby zostać nieco zmiejszone, gdyby pokusić się o wprowadzenie w naszym kraju zasad panujących na amerykańskich boiskach. Z racji na to, że takie przeniesienie sposobu myślenia z jednego kraju do drugiego nie jest możliwe, wszystkim fanom koszykówki w Polsce nie pozostaje nic innego, jak tylko czekanie na powolną ewolucję naszej rodzimej koszykówki.

Literatura:

B. Poliquin, Trouble With a Capital T: Empty Seats Put NBA in a BIND, w: The Sporting News,
21 luty 1981.

N. Yetman, S. Eitzen, Black Americans in Sports: Unequal Opportunity for Equal Ability, w:
Civil Rights Digest, 1972, tom 5, strony 20-34.

Źródła internetowe:

F. Cappelletti, European Players and the NBA: State of the puddle. 13 styczeń 2009
http://www.ballineurope.com/european-basketball/euroleague/european-players-and-the-nba/


[1] F. Cappelletti, European Players and the NBA (Europejczycy w NBA), 2009, źródło internetowe.

Reklamy

11 komentarzy

  1. „Najbardziej rozpowszechniony styl wśród naszych rodaków polega na tym, że po zdobytych punktach piłka przyznawana jest automatycznie zawodnikom, którzy w poprzedniej akcji grali w obronie. Takie równomiernie dzielenie się posiadaniem piłki ma na celu wyrównanie szans obu ekip i nie faworyzowanie lepszych graczy. ”

    A nie uwazasz, ze wynika to z przepisow gry w koszykowke?

  2. dodalbym jaka tam jest dostepnosc sal, ukierunkowanie na sport, u nas co lato trwa 4miesiace, a pozniej lekcje na marnych salach, po malo godzin;/ pamietam jak byl boom na NBA w latach 90, mecze hey hey tu nba, czy magazyny, i mozliwosc przebywania na sali w sobote po 6h, tez najwiecej grali najlepsi, chetnych bylo wielu, a poziom naprawde fajny, ale sksy sie pozniej skonczyly.

  3. bardzo dobry artykuł, słuszne spostrzeżenia i wnioski. dużo racji znalazłem też w słowach sobriquet, szczeglnie na temat faworyzowania zawodników w danej chwili najlepiej rozwiniętych fizycznie. jest to absolutna prawda. nie ma u nas myślenia typu – ten chłopak ma szansę rozwoju, nie docenia się często zaangażowania i chęci do ciężkiej pracy która na dłuższą metę tworzy dobrego gracza. również miałem to szczęście że zaczynałem przygodę z koszykówka w latach 90 i wtedy naprawdę można było zobaczyć rywalizację na boiskach. teraz jest z tym kiepsko. mam nadzieje ze coś się wkrótce ruszy. w każdym razie dzięki za kapitalny artykuł!!!

  4. Większość zajęć WF to ćwiczenia „ma macie” czyli „macie piłkę i grajcie” potem Wuefista wraca do kantorka i pije kawę z panią od polskiego.
    Mam nadzieję że Mistrzostwa Europy choć trochę pomogą spopularyzować ten sport na podwórkach.

  5. Ciekawa sprawa ale szczerze mówiąc nie przeceniałbym wpływu jaki gra podwórkowa ma na ogólną kondycję koszykówki. Przede wszystkim wszystkie różnice o jakich pisałeś wynikają z jednej rzeczy: W Stanach więcej ludzi gra w koszykówkę. To jest to o czym wspomniał blitz, kiedy w latach 90 koszykówka była popularna to grało i u nas sporo osób i wtedy wyglądało to podobnie do opisanych przez Ciebie sytuacji z amerykańskich boisk. U mnie boisko zawsze było pełne i też musiałem czekać aż wreszcie dostanę szansę od lepszych ode mnie. I też trzeba było się wyróżniać, żeby w ogóle mieć szansę zagrać. Problem moim zdaniem tkwi więc przede wszystkim w popularności. U nas się nie gra więc zwyczajnie nie możemy nawet wytworzyć takiego systemu gry jak w Stanach.

    Druga rzecz. Nie przeceniałbym wpływu nawyków z podwórek na późniejszą jakość gry. Na profesjonalnym treningu (jeśli zacznie się go odpowiednio wcześnie) można nauczyć się wszystkiego, co najważniejsze w koszykówce. Problem kondycji naszej koszykówki nie wynika z „kultury grania” ale z systemu. W Stanach dla wielu dzieciaków koszykówka to całe życie, dzięki niej można skończyć świetną szkołę i Uniwerek. W Polsce to nie jest możliwe. Dodatkowo jakość szkolenia jest jednak fatalna. No bo jak można oczekiwać, że wfista będzie się przykładał do trenowanie dzieciaków jeśli mu za to tak naprawdę nie płacą? Jeśli już ktoś ma szczęście trafić do klubu, gdzie może trenować pod okiem fachowca to i tak nigdy może się nie rozwinąć bo nasz system zakłada promocję tych, którzy w swoim wieku przewyższają fizycznie swoich kolegów. Chce się natychmiastowych sukcesów w każdej kategorii wiekowej zamiast dać dzieciakom szansę rozwoju. Zwracanie uwagi na predyspozycje fizyczne to jedno a dyskryminowanie ze względu na nie to drugie. Przeżyłem to na własnej skórze bo jako dziecko byłem bardzo niski. Wobec tego byłem przez kolejnych trenerów ignorowany. Co z tego, że po kilku latach przybyło mi centymetrów skoro zaległości z dzieciństwa już nigdy nie mogłem odrobić? W Polsce nawet jeśli masz talent do tego sportu to i tak możesz być traktowany gorzej niż Twoi wyżsi, czy masywniejsi koledzy, którzy po prostu w tym wieku mają nad Tobą przewagę. W Polsce Nate Robinson czy Chris Paul wypłynęliby tylko jeśli byliby naprawdę strasznie zdeterminowani ale jestem pewni, że trenerzy skutecznie zniechęciliby ich do tego sportu. To nie przypadek, że ze świecą w Polsce szukać dobrych jedynek i dwójek a na pęczki mamy wielkich drewniaków.

    To w ogóle jest świetny temat do większej dyskusji. Może coś wypłodzę u siebie na ten temat:)

  6. Bardzo ciekawy artykuł, przypominam sobie lata 95-00 u mnie w mieście, boiska do kosza na każdym osiedlu i przy prawie wszystkich szkołach. Przy boisku około 20 chętnych do gry, dwóch najlepszych graczy kompletuje drużyny, reszta obserwuję i czeka na swoją szansę. Aby gra była bardziej zacięta, każdy zawodnik drużyny przeciwnej musiał wykonać ilość pompek równą różnicy punktów x 5. Jeżeli zawodnik nie wykonał pompek zaraz po meczu, pompował na drugi dzień zaraz po przyjściu na boisko. Nikt nigdy nie wymigiwał się od „kary”, inaczej nie mógłby zagrać w następnym meczu, niepisane prawo boiska było znane każdemu. Najbardziej podobało mi się zaangażowanie jakie wykazywaliśmy aby utrzymać „nasze boisko” w jak najlepszym stanie. Oficjalnie należało do ogólniaka. Zakończone sukcesem petycje do dyra o zakup nowych tablic, sami kupiliśmy i zamontowaliśmy obręcze, coroczne malowanie tablic. A trzeba przyznać ze z jakiś wyżyn społecznych nie pochodziliśmy, w większości klasa średnia i trochę patologii. W ogólniaku na wakacjach pomagałem na budowie, zarobiłem 900 pln i za 500 kupiłem swoje pierwsze Jordany (uczucie bezcenne). Ale na boisku to się nie liczyło, najważniejsza byłą rywalizacja i zaangażowanie, chcieliśmy być jeszcze szybsi, skuteczniejsi pomimo że większość z nas wiedziała nie ma szans na profesjonalną karierę (choć jeden z kapitanów z naszej ekipy zaliczył epizody I i II lidze ;)) pozdro.

  7. Artykuł jest naprawdę kapitalny i całkowicie zgodny z zaobserwowaną przeze mnie rzeczywistością. I do tego skłania do przemyśleń. Jednym słowem super.

  8. Od zawsze mówiłem ze tak własnie jest. Bardzo dobry artykuł. dzieki.

Możliwość komentowania jest wyłączona.