Artykuły

Matt Steven: niewidomy strzelec

0311reilly_576x3245

Do końca meczu pozostało tylko kilka sekund. Zwycięstwo jego drużyny zależy od tego, czy trafi oba wolne czy nie. Przełyka ślinę, co rozchodzi się echem na wypełnionej po brzegi hali. Wszyscy wstrzymali oddech. Słychać tylko delikatne dźwięki laski stukającej w tył tablicy. Tak, laski. Pod koszem stoi brat rzucającego zawodnika i rytmicznie uderza w tablicę. Wszystko przez to, że strzelec, Matt Steven, jest niewidomy.

Dlaczego niewidomy chłopak bierze udział w oficjalnym meczu drużyn licealnych?

Ponieważ nie lubi pudłować rzutów osobistych.

Historia jakich mało. Kiedyś wspominałem o Sugarfoocie, atlecie który wskoczył do serc wszystkich fanów sportów na jednej nodze. Dzisiaj spotkamy się z Mattem, który chodzi do ostatniej klasy szkoły średniej St. Laurence. I mimo, że od ponad roku jest w szerokiej kadrze zespołu, to ani razu nie wyszedł jeszcze na parkiet. Nigdy nawet na to nie liczył.

„Cieszy się po prostu z tego, że jest częścią drużyny.” – mówi brat Matta, a zarazem trener drużyny, Joe. Matt rzuca osobiste na każdym treningu i mimo, że trafia tylko połowę z nich, jest najszczęśliwszym zawodnikiem na parkiecie.

Przed rozpoczęciem turnieju charytatywnego w lutym, Joe zapytał trenerów innych drużyn, czy mieliby coś przeciwko temu, żeby Matt rzucał wszystkie osobiste w jego drużynie. Ku wielkiemu zaskoczeniu nawet trenera St. Lawrence, wszyscy się zgodzili. Nawet sędziowie. Od tego momentu, niewidomy chłopak stał się głównym strzelcem drużyny… i rzucał lepiej od Shaqa.

Czy Matt bardzo denerwował się tą sytuacją? „Wcale się nie denerwowałem. Przecież rzucam osobiste codziennie na treningach.” W pierwszym meczu Matt, ku absolutnemu zdziwieniu publiczności, trafił pierwsze dwa wolne. Po chwili został odprowadzony na ławkę przez kolegów, a na jego twarzy widniał uśmiech, jakby właśnie dostał wielkiego buziaka od każdej cheerleaderki w drużynie. Cały mecz zakończył trafiając 4 z 8 wolnych.

Matt jest bardzo małomówny, ponieważ strasznie się jąka, dlatego jak tylko wrócił z Joem do domu, mama zapytała się starszego brata: „Dlaczego Matt cały czas się uśmiecha?”

Joe ziewnął, bagatelizując jakby całą sytuację i powiedział: „A, nic się nie stało. Matt tylko rzucał wszystkie wolne naszej drużyny dzisiaj. I jutro też będzie.”

Joan, matka chłopców, o mało nie upuściła talerza z obiadem. Czy lubi jak Matt idzie pojeździć na rowerze, albo wyskakuje na łyżwy? Bardzo. Ale za każdym razem strasznie się boi, że jej syn wróci do domu pokaleczony.

Matt jednak już teraz bardzo dobrze wie, co to kalectwo. Urodził się z nieodwracalną wadą wzroku, przez co w piątej klasie musieli mu wyciąć lewe oko, a rok później prawe. Ból stał się jeszcze większy, kiedy został wysłany do szkoły dla niewidomych dzieci, kiedy ostatnią rzeczą jakiej pragnął w życiu to bycie otoczonym przez takich jak on. A Matt cały czas chce być wokół innych dzieci. Marzy o tym, aby traktowano go normalnie i nie mówiono „świetnie sobie radzisz jak na niewidomego.”

Dlatego te rzuty osobiste tak wiele dla niego znaczą. Najpierw błagał rodziców, żeby przenieśli go do normalnego liceum, a później prosił swojego brata, żeby pozwolił mu dołączyć do drużyny. A później, po raz pierwszy, koszykówka stała się częścią jego życia.

To sprowadza nas do sytuacji z początku artykułu. We wspomnianym meczu chybił pierwsze 6 rzutów i jego drużyna przegrywała ośmioma punktami z St. Philomena. Ostre krycie na całym parkiecie pozwoliło im zmniejszyć straty do zaledwie 1 punktu na 10 sekund przed końcem meczu. Wtedy właśnie najlepszy strzelec St. Lawrence Ryan Haley był faulowany. Oczywiście, kiedy zwycięstwo wisi na włosku, wszyscy oczekiwali od lidera, żeby wykonywał te wolne.

Na trybunach siedziała mama Matta i modliła się, żeby tak się stało.

Haley faktycznie miał zamiar rzucać, dopóki nie spojrzał na Matta, siedzącego na ławce. „Pomyślałem sobie, że przychodzi na każdy trening, nigdy nie upuścił meczu, zawsze nas dopinguje. Zasługuje na to, żeby oddawać te rzuty.”

Tak więc Matt podniósł się z ławki i po raz pierwszy czuje się normalny.

Piłka odbija się od parkietu i ląduje pewnie w jego dłoni. Raz, drugi, trzeci…

Słyszymy dźwięk laski odbijanej od tablicy.

Matt rzuca, piłka odbija się od deski i wpada. Na tablicy remis. Tłum szaleje. Po chwili znowu się ucisza. Słyszymy kozłowanie. Stukanie.

Rzut.

Deska.

Siatka.

Wyprowadza drużynę na jednopunktowe prowadzenie. Kibice krzyczą tak głośno, że szyby w oknach ledwo wytrzymują.

Joe powiedział później: „Myślę, ze w tej sytuacji pomogło mu to, że był niewidomy i nie widział tłumu, wyniku, czy twarzy swoich kolegów.”

Zawodnicy St. Phil’s nie dają czasu, aby Matt został sprowadzony z boiska i szybko wyprowadzają piłkę. Dziewięć osób biega obok Matta, który próbuje znaleźć bezpieczną drogę na ławkę. Panuje chaos, niedowierzanie, ale i zadowolenie.

Rzut desperacji graczy St. Phil’s mija się z celem i mecz się kończy.

A życie Matta nabiera nieznanego dotąd wyrazu, zadowolenia i szczęścia. Koledzy nadają mu ksywkę „strzelec”. Jedna z dziewczyn siedzących na trybunach podchodzi do niego i mówi, że wiele o nim słyszała, a Matt zastanawia się, czy nie zaprosić jej na studniówkę.

Mam nadzieję, że się zgodzi. Byłaby to najlepsza randka w ciemno w jej życiu.

Org. art.: Life of Reilly
Autor: Rick Railly
Tłumaczenie: daveknot

Reklamy

2 komentarze

  1. Po prostu kapitalne są takie historie. Pokazują prawdziwe piękno tego sportu i całą pasję jaką można w niego włożyć. Dla takich ludzi należy się ogromny szacunek. Nie wiadomo czy nie większy niż wielu zblazowanym i rozpuszczonym graczom NBA.

    Tutaj podobna historia:

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.