Skip to content

Chris Paul – Nie do zatrzymania

chrispaulrenderPonieważ najnowszy numer SLAMa w końcu znalazł się w firmowej skrzynce na listy, zdecydowałem się poświęcić po kilka minut dziennie, aby przetłumaczyć trochę ciekawych artykułów. Zacznę od tego, co moim zdaniem najlepsze, mianowicie gorąca debata na temat: „Kto jest w tej chwili najlepszym rozgrywającym NBA: Deron Williams czy Chris Paul?” Przed Wami pierwsza z dwóch części obszernych wywiadów z dwoma powyżej nadmienionymi zawodnikami. Zapraszam do lektury oraz do komentowania.

Chris Paul zdążył już uratować koszykówkę w Nowym Orleanie, o mały włos przegrał walkę o tytuł NBA oraz wywalczył złoty medal olimpijski. Biorąc pod uwagę to, że ma dopiero 23 lata można śmiało powiedzieć, że dopiero się rozkręca.

Zapomnijmy o ustalaniu kryteriów, Paul jest zdecydowanie poza nimi. Nie słuchajmy też ludzi, którzy będą chcieli zamydlić nam oczy mówiąc, że niebo jest zielone a trawa niebieska. Chris jest najlepszym rozgrywającym nie tylko w NBA, ale na całym świecie. Koniec. Kropka.

Zaledwie po trzech latach spędzonych w NBA, CP wpisał się już na stałe do jej annałów. Żadna osoba o zdrowych zmysłach nie będzie nigdy kwestionować tego, że został wybrany do meczu All-Star, że zdobył złoto olimpijskie, że wybrano go do pierwszego składu All-NBA i że nie był przecież pierwszym rozgrywającym wybranym w drafcie 2005. Jego statystyki również przemawiają za nim: w zeszłym roku notował 21,1 punktów, 11,6 asyst, 4 zbiórki i 2,7 przechwytów na mecz, prowadząc Hornets do 56 zwycięstw oraz do finałów konferencji. Patrząc na pierwsze tygodnie nowego sezonu można już powoli wnioskować, że jego tegoroczne statystyki będą na podobnym, jak nie na wyższym poziomie.

Koniecznie w tym miejscu trzeba odnotować jedną i najważniejszą statystykę. Chris Paul ma dopiero 23 lata.

Od ponad roku uważam, że Paul będzie zbawicielem NBA. Nagle bowiem w świecie koszykówki pojawia się zawodnik, który jest wzrostu przeciętnego faceta (łatwo można sobie wyobrazić, że to my gramy zamiast niego), ma wyśmienity uśmiech (idealny do wykorzystania w reklamie), a do tego już teraz mówi się, że należy do 50 najlepszych graczy w historii ligi (czyli naprawdę umie grać). Chris Paul jest ucieleśnieniem tego wszystkiego, za czym tęsknimy od rozpadnięcia się Bad Boys z Isiahem Thomasem na czele.

CP3 ma już wszystko. No, może oprócz jednej rzeczy. Ale obiecuje, że nie przestanie grać, dopóki jej nie zdobędzie.

SLAM: Gdybyś nie grał w koszykówkę, jak myślisz, czym byś się zajmował?

CP: Prawdopodobnie dalej bym się uczył. Już jak byłem w szkole średniej marzyłem, aby grać w NBA, ale gdyby mi się nie udało tego osiągnąć, w jakiś sposób i tak byłbym związany z koszykówką, jako trener albo może pracując dla Nike lub Jordan Brand.

Twój brat CJ powiedział mi, że w szkole średniej byłeś strasznie niski. Czy miałeś kiedyś taki moment, że zacząłeś sobie mówić: „kurcze, żeby grać w NBA muszę jeszcze trochę urosnąć”?

Jasne, że tak. Głównie przez to że mój brat i koledzy w kółko to powtarzali. Ale podświadomie cały czas wiedziałem, że potrafię grać, dlatego to co mówili, dodatkowo mnie wzmocniło. Po prostu…, po prostu zawsze strałem się cieżko pracować bazując na tym, co mam.

Słyszałem, że kiedyś ludzie niedoceniali tego, jak jesteś twardy i waleczny. Myślisz, że jest to spowodowane tym, że jesteś jednym z niższych zawodników na boisku?

/śmieje się/ Często spotykam ludzi, szczególnie na wakacjach, którzy podchodzą do mnie po autograf i mówią „myślałem, że jesteś wyższy”. Wszyscy myślą, że koszykarz musi mieć 2 metry wzrostu, a ja mam przecież nieco ponad 180.

chris-paul1Ale mimo wszystko walczysz pod koszami i obijasz się ciałem jakbyś był o wiele większy. Czy można zatem powiedzieć, że skoro nie jesteś najwyższym zawodnikiem na parkiecie, to chociaż najtwardszym?

Tak mi się wydaje. Myślę, że ważne jest nie tylko to jak twardy jestem, ale również to, że nie potrafię przegrywać. Zawsze chcę wygrać, nie ważne przeciwko komu gram; czy to jest najlepszy zawodnik czy najgorszy, najstarszy czy najmłodszy. Nienawidzę przegrywać.

Wiem, że przyjaźnisz się z Lebronem. Czy specjalnie się jakoś mobilizujesz kiedy grasz przeciwko komuś, kogo znasz lepiej?

Wielu moich przyjaciół, szczególnie ktoś taki jak Bron, wie dokładnie wszystko o moich zagraniach. Tak samo jak ja wiem wszystko o jego ruchach. Wiem, kiedy ma zamiar rzucić, a kiedy chce podać. Szczególniej mobilizacji nie ma.

To jest twój dopiero czwarty sezon w NBA a już zająłeś drugie miejsce w głosowaniu na MPV sezonu. Masz też za sobą codzienne treningi i mecze, bierzesz udział w reklamach, sesjach zdjęciowych, zgodziłeś się nawet na ten wywiad ze mną mimo, że jest już prawie północ… Wygląda na to, że twój rozkład dnia jest całkowicie zapchany. Czy właśnie takie było twoje wyobrażenie o NBA zanim się tu dostałeś?

Zawsze wierzyłem w to, że potrafię grać i że kiedyś odniosę sukces, jednak nie sądziłem, że koszykówka przyniesie aż tak dużo poza sportowych możliwości. Staram się więc cieszyć z tego wszystkiego jak to tylko możliwe, cały czas pamiętając o tym, że to koszykówka musi zajmować centralne miejsce w moim życiu. Nigdy nie możesz przestać pracować – gdyby nie koszykówka, wszystkie dodatkowe rzeczy w ogóle nie miałyby prawa się pojawić w moim życiu.

Czy czasem łapiesz się na tym, ze myślisz: „o Boże, jak to wszystko jest w ogóle możliwe”?

Tak, tak. Wiele razy myślę o tym i wtedy muszę się uszczypnąć. Ale tak szczerze mówiąc, to staram się o tym w ogóle nie myśleć. Jak już się raz zatrzymasz i zaczniesz zastawiać nad tym, co się dzieje wokół twojego życia, tracisz trochę kontaktu z rzeczywistości. Ogólnie mówiąc, bardzo się cieszę z tego, co mam.

Ludzie nie mówią o tobie, jako o jednym z najlepszych rozgrywających NBA, ale powoli słyszy się głosy, że jesteś jednym z najlepszych rozgrywających w historii NBA.

Zdecydowanie, chciałbym kiedyś zostać uznanym najlepszych rozgrywającym w historii. Cały czas jednak pracuję po to, aby być najlepszym zawodnikiem, nie tylko rozgrywającym. To jest przecież dopiero mój czwarty sezon, tak więc zostało mi jeszcze wiele lat ciężkiej pracy i nauki. Bycie wybitnym oznacza, że z roku na rok prezentujesz najwyższy poziom z możliwych.

Jaki element twojej gry wymaga teraz największej korekty?

Przede wszystkim muszę być silniejszy i bardziej skuteczny. Moją największą zaletą jest to, że po prostu chcę wygrywać. Chcę być mistrzem. Mam już złoto olimpijskie, ale najbardziej chce być mistrzem NBA. Póki co w ogóle nie czuję się spełniony powołaniami do meczu gwiazd, wyróżnieniami po sezonie, ponieważ dalej nie mam tego najważniejszego pierścienia.

Trener Scott mówił, że w twoim pierwszym sezonie zapisywał ci cele na serwetkach, a ty potem nosiłeś je wszędzie ze sobą. Czy sam też wyznaczasz sobie cele?

Po prostu chcę być co raz lepszy. Czasem kiedy zastawiam się nad poprzednim sezonem myślę sobie „kurde, ale było ciężko”. I muszę pamiętać o jednej rzeczy: 21 i 11. Będzie ciężko się poprawić, ale właśnie nad tym pracuję.

71469905NB007_USA_prac_5_01_11_PMCzy ciężko ci było przygotować się do sezonu w klubie po szalonym wyjeździe za ocean na olimpiadę?

Wyjazd na olimpiadę wszystko ułatwił. Aby stać się lepszym zawodnikiem, nie trzeba ciągle grać – samo przebywanie 24 godziny na dobę z najlepszymi zawodnikami w lidze pozwoliło mi nauczyć się wielu rzeczy.

W zeszłym roku byliście naprawdę blisko finałów. Aby jednak zdobyć mistrzostwo, w jakim elemencie musicie się jeszcze wzmocnić?

Przede wszystkim przez cały czas musimy być skoncentrowani. Sezon jest długi, tak więc trzeba umiejętnie rozłożyć siły, aby szczyt formy przyszedł w odpowiednim momencie. Musimy też nie dopuścić do sytuacji, że mamy serię kilku wygranych pod rząd, po której przychodzi seria porażek. Cały sezon musimy grać na równym poziomie.

W zeszłym sezonie wygraliście przecież 56 meczów. Musieliście być bardzo skupieni żeby tego dokonać.

To prawda, byliśmy skupieni. Jestem niepoprawnym optymistą. Przed sezonem mówiłem chłopakom, że czuję, że w tym sezonie możemy mieć bilans 82-0.

Czułeś to samo rok temu?

Czułem to samo rok temu i czułem to też na początku tego sezonu /śmieje się/. Musimy koncentrować się jedynie na najbliższych meczach, a nie myśleć o spotkaniach na kilka miesięcy do przodu.

Największą zdobyczą Hornets przed sezonem było podpisanie kontraktu z Posey’em, jednym z najbardziej niedocenianych zawodników w NBA. Co do tej pory udało mu się wnieść do drużyny?

Nie da się w kilku słowach powiedzieć tego, jak wiele wniósł. Przede wszystkim jednak pewność siebie i może nawet, zadziorność czy zarozumiałość, której nam brakowało. Wiesz o co mi chodzi?

Jasne, że tak. Chodzi o to, że ma już kilka mistrzostw na swoim koncie.

Dokładnie, dwa mistrzostwa. Oprócz tego James jest bardzo oddany drużynie. Kiedy mówi – wszyscy uważnie słuchają, bo wiemy, że ma dużo mądrych rzeczy do powiedzenia. Każdy przecież słucha się zwycięzcy. Osobiście mam do niego dodatkowy szacunek za to, że razem z Davidem Westem graliśmy we trójkę w drużynie uniwersyteckiej kierowanej przez trenera Skipa Prossera. Po tym, jak słyszałem w jaki sposób trener wypowiadał się o nim oraz jak bardzo mu ufał, pozwala mi dodatkowo opierać się na jego barkach.

Tak więc podsumowując: musicie wygrać z LA, pokonać San Antonio, przejść… no dobra, po kolei. Najpierw musicie wygrać swoją dywizję, która jest niesamowicie trudna.

Oj tak, mamy przecież San Antonio, Dallas, Houston, Memphis… Musimy pokonać wielu zawodników, żeby dojść na sam szczyt.

Ale jesteście na dobrej drodze?

Tak, jesteśmy na dobrej drodze.

Tłumaczenie: daveknot
Autor: Lang Whitaker
Źródło: SLAM Magazine (Nr 124, Luty 2009)



%d blogerów lubi to: