Artykuły

Mike Zarren – niewidzialna prawa ręka Ainge’a

boston_celtics_logoWiadomo nie od dziś, że jak drużyna wygrywa, to jest to zasługa zawodników, a jak przegrywa, to winę zwala się na trenera. Ślepo zapatrzeni na naszych idoli wypruwających z siebie flaki na boiskach, nigdy nie skupiamy się na tych, którzy przez całe lata stoją za kurtyną i wykonują pracę, której nikt inny by nie chciał. Za żadne pieniądze. No bo ilu jest maniaków koszykówki, którzy w dodatku byliby tak zakochani w klubie dla którego pracują, że za dwoma kliknięciami myszki potrafiliby pokazać wszystkie rzuty Lebrona James z półdystansu, kiedy otrzymał podanie kozłem od wbiegającego z prawej strony kosza rozgrywającego? Nie ma co się okłamywać, żmudna praca nie jest stworzona dla każdego. Albo inaczej – nie każdy jest stworzony do żmudnej pracy. Osobą idealną na to stanowisko jest Mike Zarren – człowiek, o którym nigdy się nie mówi, ale bez którego, zeszłoroczny sukces drużyny nie miałby raczej miejsca.

Koszykówka, w odróżnieniu od innych hokejów czy footballu amerykańskiego, jest sportem, gdzie akcja przenosi się z obrony do ataku w ciągu kilku sekund. I przez te ciągłe zmiany, nieustającą dynamikę i szybkie tempo, część z kibiców twierdzi, że statystyki ograniczają się głównie do punktów, asyst, zbiórek, przechwytów itd. Dopiero niedawno drużyny NBA zaczęły zatrudniać osoby zajmujące się kompletowaniem akcji i analizowaniem statystyk, na które nie zwraca się uwagi siedząc z piwem przed telewizorem.

Boston Celtics, drużyna, która w swojej historii miała już wielu właścicieli, dopiero od niedawna weszła na nieznany dotąd tor zarządzania i szybko stała się jedną z najbardziej „napakowaną” informacjami drużyną w lidze. W zeszłym roku, kiedy zebrane dane w końcu okazały się być skuteczne, drużyna zanotowała jeden z największych zwrotów w swojej historii, zdobywając mistrzostwo ligi po tym, jak zakończyli poprzedni sezon z jedynie 24 wygranymi. Zbieg okoliczności? Być, może tak. Na pewno główną przyczyną sukcesu było zatrudnienie Garnetta i Allena. A gdy ma się takich zawodników w swojej drużynie, nie potrzeba ekspertów od statystyk aby stwierdzić, że nowy sezon będzie zdecydowanie lepszy niż poprzedni.

Nikt nie zwraca jednak uwagi na to, że drużyna zatrudnia jeszcze jednego wartościowego członka, którego Danny Ainge nazywa „tajną bronią”. Jest nim Mike Zarren, jedne z niewielu ludzi w NBA, którzy znają praktycznie wszystkie statystyki graczy zarówno z odległej przeszłości, jak i z lat obecnych.

Garnett nazywa go „Numer” (Number).

Cheerleaderki wołają na niego „Statystyki” (Stats).

Pierce używa zwrotu „M.I.T” (od Massachusstts Institute of Technology), nawet pomimo tego, że Zarren nigdy tam nie studiował.

Zarren w drużynie jest uważany za jednego z najpoważniejszych ludzi, a mimo tego w czasie spotkań zawsze usłyszycie jak krzyczy „Pchnął go!” albo „Bierz ich KG!” Gdybyśmy powiedzieli, że Celtics to jest jedna z jego ulubionych drużyn, grubo byśmy przesadzili. On nie widzi świata poza nimi. Bierzący sezon jest trzecim, kiedy otrzymuje normalną zapłatę na swoja pracę w klubie. Wcześniej, kiedy jeszcze był studentem prawa, robił to całkowicie za darmo. Jeśli chodzi o uczęszczanie na mecze, to jego rodzina od 1974 roku zawsze miała karnety na sezon. On sam zaczął regularnie chodzić na mecze w wieku 5 lat, a odkąd przeprowadził się do Bostonu po studiach, opuścił jedynie 5 meczów na własnym parkiecie. Jak sam mówi, trzy z nich z powodu choroby.

Ainge zatrudnił Zarrena, ponieważ chciał mieć tą przewagę nad innymi managerami, że u jego boku siedzi człowiek, który ma większą wiedzę z zakresu umiejętności zawodników niż on sam. „Mike jest o wiele bystrzejszy ode mnie, a ja lubie otaczać się takimi ludźmi. Kiedy chodzi o podejmowanie decyzji, zawsze i tak w dużej mierze polegam na instynkcie. Nie jestem zdania, że statystyki kiedyś w całkowicie pozwolą podejmować słuszne decyzje odnośnie zawodników, ale wierzę, że to co robimy z Mikiem przynosi niesamowite rezyltaty.”

Zarren pomaga drużynie na dwa sposoby. Pierwszym z nich jest ocenianie zawodników przystępujących do draftu oraz dostępnych do wymiany. Drugim sposobem jest pomoc Docowi Riversowi jeśli chodzi o wybór odpowiedniej strategii, do czego Rivers na początku był, delikatnie mówiąc, nieco sceptyczny. Prawda jest jednak taka, że Zarren zdobył zaufanie całej kadry drużyny nie tylko z powodu niesamowicie dokładnych statystyk, ale również z prostego powodu. Nikt tak nie kocha koszykówki jak on. Jak sam przyznaje „większość kujonów nie zna się na koszykówce, a większość koszykarzy nie ma pojęcia o liczeniu. A żeby odnieść sukces, należy mieć opanowanie do perfekcji obie te rzeczy.”

Jaki jest najskuteczniejszy rzut w koszykówce, poza lay-upem? Zarren mówi, że to proste – rzut za trzy z narożnika boiska. Mike dodaje również, że straty są o wiele bardziej kosztowne, niż się to ludziom wydaje. Zazwyczaj patrzy sie na to, ile punktów zdobyła drużyna przeciwna po przechwycie, ale rzadko zwraca się uwagę na to, ile punktów mogliśmy my zdobyć, zanim popełniliśmy stratę.

Wiedza ta temat swoich zawodników, jak i wszystkich graczy drużyn przeciwnych, jest najcenniejszym zasobem, jaki jest w posiadaniu Celtów. W trakcie wywiadu podał kilka poufnych informacji jednak zastrzegł, że dopadnie i osobiście zamorduje redaktorów, jeśli przeciekną one do pracy. Dlatego bezpiecznie można jedynie napisać, że wartość Allena jest o wiele większa niż tylko rzuty za trzy punkty, że umiejętność zbierania piłek przez Rondo jest mocno niedoceniania, że Leon Powe wcale nie zaskoczył włodarzy Bostonu swoją dobrą grą w play-offach, no i na koniec zaprzeczenie wszystkiego co na górze – Garnett wniósł do drużyny o wiele więcej, niż wszyscy się tego spodziewali. To tyle z informacji, którymi można się dzielić ze światem.

Zarren jest równiez odpowiedzialny za technologiczne sprawy w klubie. To on zawsze organizuje DVD z meczami, godzinami je obrabia, tylko po to, aby później móc w kilka chwil pokazać wszystkie akcje danego zawodnika z kilku ostatnich sezonów. Chcemy zobaczyć ile rzutów Bryant oddał z półdystansu, z dystansu, kiedy był faulowany przy wejściu lewą stroną, a kiedy prawą – wszystko to jest dostępne pod kilkoma kliknięciami. Tak więc jak następnym razem Kobe zostanie zatrzymany ofensywnie przez Celtów, Zarren z uśmiechem na ustach będzie miał poczucie solidnie wykonanej pracy.

Jak bardzo by się jednak nie starał, dalej pozostaje kilka statystyk, których na dzień dzisiejszy nie da się zmierzyć i policzyć: każde wykonane i otrzymane podanie, w którym miejscu parkietu przebywa najczęściej dany zawodników w danym czasie gry, wszystkie informacje odnośnie kąta z jakiego oddany został rzut itd. Zarren strasznie pragnie wprowadzić technologiczne nowinki, które umożliwią również mierzenie takich informacji. Jednym z proponowanych przez niego rozwiązań jest zamontowanie specjalnych sensorów pod parkietem oraz w podeszwach butów graczy…

Podsumowując, ostatnie lata dla koszykówki w Bostonie były bardzo chude. Rok temu wszystko się zmieniło i wiemy już, że nie tylko była to zasługa Garnetta i spółki. Warto również zwrócić uwagę na to, że inne drużyny zawsze wybierają taki sam sposób budowania drużyny – poprzez zatrudnianie graczy, którzy staną się ich „Biletami” do mistrzostwa. Niewiele z drużyn myśli o takich ludziach jak Zarren. A przecież znalezienie drugiego specjalisty od statystyk jest o wiele łatwiejsze, niż znalezienie drugiego Garnetta.

Tłumaczenie: daveknot
Na podstawie artykułu Hoop Data Dreams
Autorzy: Steven Dubner i Steven Levitt

Reklamy