Artykuły

Raport finansowy Forbesa: przychody klubów

money344Na stronie forbesa znalazłem bardzo ciekawe zestawienie najbogatszych obecnie klubów w NBA, gdzie pokazują również jakie są przychody każdego klubu. Oczywiście na sam początek posortowałem wg tego kryterium aby zobaczyć, ile milionów dolarów więcej wpłynęło na konto Bostonu i Lakersów po ostatnich finałach. Okazało się, że aktualni mistrzowie znajdują się dopiero na 8 pozycji w tym zestawieniu. O czym to może świadczyć? Zapraszam do dalszej lektury.

Pierwszy wniosek który nasuwa się na myśl jest taki, że zwycięstwa nie oznaczają zwiększenia przychodów. Poniżej zamieszczam zrzut ekranu, aby można było dokładniej prześledzić przedstawiane przeze mnie dane:

forbes

Warto również wspomnieć o tym, że średnio wartość drużyny NBA wyniosła w zeszłym roku 379 milionów dolarów!

Kolejne interesujące fakty:
– 2 z 10 najlepiej zarabiających drużyn nigdy nie zdobyło mistrzostwa,
– 6 z 10 nie odniosło żadnego sukcesu zarówno w ostatnim sezonie, jak i w ostatniej dekadzie,
– Chicago Bulls ma większe przychody niż Spurs i Lakers, którzy zdobyli w sumie 7 mistrzowskich tytułów w ostatnich 10 latach,
– wszyscy przyznają, że Knicks byli ostatnio najgorzej zarządzaną drużyną w lidze, a nadal są najbardziej wartościowym teamem,
– Portland, z wynikiem 21% jest drużyną, której wartość najbardziej wzrosła w ostatnim sezonie. Niemała w tym zasługa Paula Allena, właściciela drużyny i współzałożyciela Microsoftu.
– no i na koniec, 2 z 7 tych drużyn były budowane przez Briana Colangelo.

Wiadomo, że na wartość klubu składają się nieruchomości, wkłady własne właścicieli, udziały, prawa telewizyjne i reklamowe, handel (od sprzedaży hotdogów czy pizzy przed meczem po sklepy z pamiątkami i gadżetami klubowymi). Wszystko to musi na koniec sezonu spowodować, że nasza drużyna nie skończy z 26 milionową stratą, jak to miało miejsce w przypadku Nuggets.

Popatrzmy zatem na payrolle drużyn, które w ostatnich latach walczyły o najwyższe cele:
– Boston $80,781,018
– Lakers $78,848,027
– Cleveland $90,531,126
– San Antonio $64,565,568

Statystycznie rzecz biorąc, średnia płaca drużyny, która chce myśleć o finałach wynosi $78milionów (ale żeby się przekonać, jak bardzo zwodnicze jest ocenianie szans na mistrzowskie tytuły jedynie po payrollu drużyn wystarczy spojrzeć na NYK i San Antonio). Teraz na moment wróćmy do Colangelo, który przez wielu uważany jest za człowieka gwarantującego sukces w klubie – jak nie sportowy, to chociaż finansowy.

Popatrzmy, jaka była pierwsza decyzja Raports po tym, jak trybuny zaczęły świecić pustkami po odejściu Cartera? Telefon do Colangelo, oczywiście. W tym krótkim czasie nie tylko udało mu się zbudować najbardziej międzynarodową drużynę w NBA, która teraz po odejściu Mitchela może w końcu zacznie pokazywać swój pełen potencjał, ale również stworzył na tyle skuteczny system finansowy, że bez odnoszenia spektakularnych sukcesów sportowych, jedyny koszykarski przedstawiciel Kanady jest 7 najbardziej dochodową drużyną w lidze! O dziwo nawet przed Bostonem, San Antonio czy Cleveland.

I teraz pytanie brzmi: na ile stabilność finansowa i bardzo wysokie przychody mogą mieć wpływ na mistrzostwo drużyny? Zastanówmy się nad tym. Raptors są częscią Maple Leaf Sports & Entertainment Ltd., której głównymi udziałowcami są:

Patrząc na to, że średnie salary potrzebne do wygrania tytułu to 78 milionów, Kanadyjczykom brakuje jeszcze ponad 11 milionów, aby osiągnąć ten pułap. Co oznacza, że aby mogli wybudować drużynę liczącą się w walce o finały, musieliby zgodzić się na uszczuplenie budżetu o ponad $11mln (plus jeszcze do tego koszty związane z luxury tax). Czy Larry Tanenbaum i Richard Peddie są gotowi z pożegnaniem się z grubą gotówką w zamian za jednoroczny sukces, który i tak nie jest gwarantem zwiększenia przyszłych dochodów? Jak myślicie?

(wpis w dużej części zainspirowany artykułem Raps Fana o tytule „Does Winning = Money?”)

EDIT:
Posiedziałem dłużej na forbes.com i znalazłem jeszcze kilka ciekawostek odnoście Memphis Grizzlies, Indiany Pacers i Sacramento Kings. FedEx Forum miało być magnesem na publiczność oraz dużym źródłem dochodów Grizzlies. Okazało się jednak, że po otwarciu hali w 2004 roku średnia roczna ilość kibiców przychodzących na mecze spadła o 24%, przez co hala do dziś zamiast zysków przynosi straty. I to aż 48 milionów dolarów. Aby zapobiedz problemowi, władze klubu zdecydowały obniżyć ceny biletów aż o 22%, ale  i to nie pomogło, przez co na mecze średnio przychodzi średnio mniej niż 12000 ludzi – najmniej w całej lidze.

Kolejne drużyny, które zanotowały straty to Indiana i Sacto, które straciły po 9%. Oba kluby prowadziły wzorowy wręcz marketing na małą skalę, posiadały wiernych fanów i wygrywające drużyny. Na mecze Kings przez cały czas chodził komplet widzów od 1999, aż do otwarcia poprzedniego sezonu. I to właśnie wtedy zaczęły się prawdziwe problemy z widzami – zanotowano tu spadek o 18%. Kibice widocznie nie byli zadowoleni z próśb braci Maloof o pożyczenie publicznych pieniędzy na wybudowanie nowej hali w mieście.

Tak samo kibice Pacers stracili cierpliwość do drużyny, która drugi sezon z rzędu zanotowała ujemny bilans. W rezultacie, aż 20% mniej kibiców zaczęło się pojawiać na meczach.

Patrząc na bierzący kryzys finansowy na świecie, przyszły sezon może być pierwszym w historii, kiedy wartość większości klubów NBA zmaleje. A patrząc na to, na ile wyceniane są teraz najbiedniejsze drużyny, może się to skończyć poważnymi konsekwencjami.

Reklamy